Oczy św. Barbary

"Łysek z pokładu Idy" - reż. Konrad Dworakowski - Śląski Teatr Lalki i Aktora Ateneum

Historia o Łysku, jednym z wielu koni, które kiedyś w kopalniach pracowały razem z górnikami, przypomina nam historie zapomniane. Nie ma już koni ciągnących wózki z urobkiem, a lampki karbidowe zastąpiła elektryczność.

„Łysek z pokładu Idy", najnowsza premiera katowickiego teatru Ateneum, to przedstawienie grane w dwóch planach: aktorskim i lalkowym. Główny bohater nie ma wyróżniających go atrybutów w rodzaju końskiej grzywy czy chomąta na szyi. Ubrany jest podobnie jak górnicy. Dzięki temu zabiegowi, i dobrze zagranej przez Michała Skibę roli, widzimy więcej niż tylko mądre, wyczuwające zagrożenie zwierzę. W tej postaci obecna jest pewna wspólność odczuwania i doświadczeń człowieka i konia. W scenie początkowej, gdy Łysek broni się przed zjazdem pod ziemię, zobaczymy jego przerażone oczy – odnosimy wrażenie, że to taki sam strach przed niebezpieczeństwem jaki towarzyszy górnikom.

Historia toczy się dalej. Na scenie „konia aktora" zastępuje „koń lalka". I kiedy w wąskim kopalnianym korytarzu przesuwa się powoli w jedną, a potem w drugą stronę, współodczuwamy ciężar tej pracy. Surowa, sugestywna scenografia Andrzeja Dworakowskiego doskonale podbija ten efekt. Aktor i lalka występują w spektaklu naprzemiennie. Emocje zbudowane wcześniej w planie aktorskim, odnajdujemy w drewnianej figurce. Bliskość, jaka łączy konia z górnikami, a szczególnie z jego opiekunem Kubokiem (Grzegorz Eckert), to rodzaj szczególnej więzi i zależności od siebie, która znajduje swój finał w momencie gdy Łysek ratuje Kubokowi życie wyciągając go z zawału.

Mocnym akcentem, wykorzystanym przez reżysera z umiarem i wyczuciem, jest pojawiająca się św. Barbara (w tej roli Aleksandra Zawalska). Patronka ludzi wykonujących trudne i niebezpieczne zawody. Także patronka dobrej śmierci. Obecna w śląskich opowieściach, pieśniach, przyśpiewkach i kapliczkach. To do niej płyną modlitwy z prośbą o ocalenie. Głęboko pod ziemią, gdzie chlebem powszednim jest strach przed śmiercią, wiara w jej czynną obecność i opiekę zawsze była wsparciem. Postać św. Barbary jest cała czarna. Jak jej figurki rzeźbione kiedyś w węglu przez górników rzeźbiarzy amatorów – wręczano je ważnym gościom na pamiątkę wizyty w kopalni. Wizerunek świętej robi wrażenie. Monumentalna konstrukcja sukni przypomina wieżę. W czarnej twarzy spod uniesionych powiek świecą białka oczu, kiedy się odezwie – dołącza do nich biel zębów. Tak wyglądają twarze górników wyjeżdżających na powierzchnię po szychcie. Widujemy je czasem w telewizyjnych relacjach z akcji ratowniczych, albo w migawkach z Dnia Górnika. Jest też druga, równie czarna, wersja sceniczna św. Barbary. Ubrana w wysokie buty i skórzane spodnie mocnym, ciemnym głosem śpiewa bluesa, rodzaj work songu.

Podczas godzinnego spektaklu reżyser Konrad Dworakowski dociera do widza na wiele sposobów. Nie tylko na płaszczyźnie poznawczej, historycznej czy emocjonalnej. Udaje mu się też zasygnalizować charakterystyczne rysy tej społeczności. Chociażby jej specyficzne poczucie humoru jako sposób oswajania codziennego zagrożenia. Do dzisiaj „na dole" stosowane są wobec rozpoczynających tam pracę swoiste otrzęsiny. Żarty, które postronnym wydawać się mogą niestosowne wobec i tak już zestresowanego nowicjusza, pełnią tu rolę terapeutyczną. Odwracają uwagę w trudnym momencie adaptacyjnym. Ustawiają w relacjach z innymi, bo tutaj skupienie się na pracy i odpowiedzialność za resztę decydują o bezpieczeństwie i życiu wszystkich.

Piękna Barbórka w śląskim stroju ludowym (Marta Popławska) występuje w opowieści w roli narratorki – przy całej swej nieśmiałości i delikatności, mocno emocjonalnie zaangażowanej. Przejęta rolą, jak dziewczynka na akademii szkolnej. W innych momentach jest bystra i harda w relacjach z górnikami. Przyjęcie takiej konwencji zapobiega monotonii, dodaje tej trudnej historii lekkości i oddechu.

Dzisiaj w kopalniach nie ma ani koni, ani lampek karbidowych. Nadal jednak jest ta sama ciemność i strach człowieka uwięzionego w skałach po zawale. To inny przekaz, tym razem dla widzów starszych.

Urszula Makselon
Dziennik Teatralny Katowice
9 października 2019

Książka tygodnia

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Maurizio de Giovanni

Trailer tygodnia