Od Konrada do Ciaputkiewicza

rozmowa z Ignacym Gogolewskim

Rozmowa z Ignacym Gogolewskim.

Ponad 50 lat temu był Pan wspaniałym Gustawem-Konradem, potem Kordianem, Horsztyńskim, Antkiem Boryną. Od wielu lat zbiera Pan artystyczne laury w Teatrze Narodowym... 

- A na stare lata jestem Onufrym Ciaputkiewiczem w "Grubych rybach". Taka kolej rzeczy, droga pani. 

Dodajmy, że gra Pan gościnnie w Teatrze Polonia Krystyny Jandy... 

- I dodajmy, że z tym spektaklem odwiedzimy Kraków. 

Jaki jest Pański Ciaputkiewicz? 

- W moim wieku, droga pani. I on, i ja chodzimy, podpierając się trzecią nogą. Ciaputkiewicz to znakomicie skonstruowana postać, a cały tekst jest świetną komedią. Jedna z moich scen, o tzw. śniadanku, napisana jest po mistrzowsku. A poza tym, droga pani, spotykam się w tym spektaklu w bardzo miłym towarzystwie, m.in. ze Sławomirem Orzechowskim, Cezarym Żakiem, Arturem Barcisiem, którzy są przez widzów rozpoznawani i uwielbiani, a część tego zainteresowania spływa również na Wiesławę Mazurkiewicz - moją sceniczną żonę, i na Ignacego Gogolewskiego. Jeśli my, nestorzy, jesteśmy identyfikowani - to dobrze, a jeśli nie, to i tak mamy zgrabnie napisane role, w bardzo ciekawie zainscenizowanym przez Krystynę Jandę przedstawieniu. 

Przedstawieniu nowatorskim? 

- W miarę, w miarę. Ono jest nowoczesne w scenografii, przesunięte w czasie bliżej nas, czyli na początek XX wieku. Gramy to z wielkim powodzeniem, a publiczność najczęściej nagradza nas po każdym spektaklu długotrwałą owacją na stojąco. A te brawa i akceptacja publiczności to jest dla aktora najważniejsze. Jedna z pań dała nam po spektaklu świetną recenzję: "Mój Boże, nikt się nie rozbiera, nikt nie rzuca mięsem i okazuje się, że na takim przedstawieniu też można się bawić i śmiać". Przyzna pani, że na dzisiejsze czasy to jest dobra recenzja. 

Nawet bardzo dobra. A jak się Panu pracowało z Krystyną Jandą jako reżyserem, aktorką z innego pokolenia, wychowaną na innym teatrze niż Pański? 

- Janda wywodzi się z dobrej szkoły profesora Bardiniego, stąd też jest niekwestionowaną profesjonalistką. A profesjonalny aktor z profesjonalnym reżyserem porozumiewają się w lot. 

A Bałucki, którego krytycy niszczyli, aż skutecznie zniszczyli... 

- Popełnił samobójstwo... 

Czy tenże Bałucki jest dziś aktualny, czy w jakikolwiek sposób opisuje naszą rzeczywistość? 

- Jest bardzo aktualny. Bo dzisiaj też buszują "grube ryby", czyli majętni panowie stanu wolnego, z tą tylko różnicą, że siedzą w mercedesach. Obyczajowość się zmieniła, ale natura ludzka - absolutnie nie. Jeśli dowiadujemy się dziś, że oto starszy pan żeni się z dwudziestolatką - to nic nowego. To samo jest w "Grubych rybach": u starszych panów, rzekomo schorowanych i niezależnych, krew zaczyna szybciej krążyć na widok młodych dziewcząt i kończy się to... 

Nie zdradzajmy puenty. 

- A no właśnie. Ale chcę powiedzieć, że z jednej strony z radością przyjeżdżam do Krakowa... 

Gdzie przed kilkoma laty tak gorąco przyjęto Pańskiego Senatora w lubelskich "Dziadach"... 

- Pamiętam, pamiętam. Ale też wiem, że przyjeżdżamy z wizytą do jego miasta, słynącego z tradycji wystawiania tej sztuki, do miasta, które jest dość powściągliwe w okazywaniu uczuć... warszawskim artystom. 

Zapewniam Pana, że tym razem Kraków będzie łaskawy dla Warszawy. 

- Daj Boże, daj Boże. 

"Grube ryby" z Teatru Polonia zagoszczą na scenie "Bagateli" 22 bm. o godz. 17 i 20. Bilety w cenie od 150 do 90 zł w kasie teatru.

Jolanta Ciosek
Dziennik Polski
20 czerwca 2009

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia