Odchodzę z teatru

Rozmowa z Iwanem Wyrypajewem

Odchodzę z teatru, zrozumiałem, że nie chcę dalej zajmować się twórczością na terytorium tzw. przestrzeni teatralnej z jej krytykami i festiwalami. Chcę zajmować się rodzajem twórczości z elementami seminarium, jogi. Za jakieś pięć lat kupię z żoną dom gdzieś w Polsce, w którym założymy miejsce sztuki otwarte dla wszystkich. Będę występować w małym pomieszczeniu, przy przyciemnionym świetle, czytać teksty, grać muzykę, ale nie dla krytyków, ale dla widzów, którzy, degustując różne potrawy, będą przeżywać sztukę.

Rosyjski aktor, reżyser i dramatopisarz porusza w wywiadzie tematy dotyczące teatru, a także Władimira Putina oraz konfliktu na Ukrainie.

Maciej Pieczyński: Dlaczego postaci pańskich sztuk częściej opowiadają tekst sztuki, niż wcielają się w sceniczne role?

Iwan Wyrypajew: Napisałem różne sztuki. Takie jak "Iluzje", w których aktorzy rozmawiają z widownią, ale i takie jak "Pijani", gdzie aktorzy nie zwracają się bezpośrednio do publiki. Jednak jest jedna podstawowa zasada, która łączy wszystkie moje teksty. Jest nią obowiązkowa obecność żywego człowieka na scenie i jego autentyczny kontakt z widownią. Kontakt nie oznacza jednak, że aktor powinien patrzeć na widzów. Do kontaktu dochodzi, gdy widz i aktor odczuwają wzajemnie swoją obecność. Aktor gra dla widza i widz wie, że aktor wie, iż on gra dla widza. W 99 proc. współczesnych spektakli tego nie ma. Chociaż wielu aktorów mówi mi, że mają kontakt z widownią, w rzeczywistości jest inaczej. A to dlatego, że kiedy jesteś w autentycznym kontakcie z odbiorcą, twoje zachowanie i maniery gry się zmieniają. Na tym polega ten jak gdyby mój styl. A w rzeczywistości to po prostu realny kontakt.

Dramaturgia polska, w dużym przybliżeniu, jest na usługach sceny teatralnej. A jak jest w Rosji?

- Najnowszy teatr rosyjski, podobnie jak polski, jest teatrem reżyserskim, co oznacza, że tekst dramatu jest tylko pretekstem do wyrażenia wizji reżysera. Dlatego na scenie grane są nie sztuki autorów, ale ich reżyserskie wersje. Na przykład moja sztuka "Pijani" cieszy się ogromnym sukcesem na scenie MChAT (Moskowskij Chudożestwiennyj Akadiemiczeskij Tieatr, czyli Moskiewski Akademicki Teatr Artystyczny), najważniejszego teatru w Rosji. Spektakl wystawił mój przyjaciel, wspaniały reżyser, Wiktor Ryżakow. Bilety bardzo ciężko dostać. Jednak to nie jest moja sztuka. To jedynie spektakl oparty na motywach mojej sztuki. Oczywiście jakieś idee z tekstu Iwana Wyrypajewa przebijają się w tym spektaklu. Jednak sztuka to nie tylko idee. Sztuka to przede wszystkim struktura. To przede wszystkim forma. Jeśli reżyser mówi: "Zrozumiałem treść, ale wymyśliłem swoją formę, żeby w adekwatny sposób wyrazić tę treść", to nie ma to wiele wspólnego ze sztuką i jej autorem. A to dlatego, że sztuka jest jak zapis nutowy. Trzeba grać, ale tak, jak jest napisane. Kilka lat temu w Teatrze Rozmaitości zagrali moją sztukę "Tlen". Aktorzy mówili nie moje, a swoje słowa. Na afiszu widziałem nazwisko "Iwan Wyrypajew". I co z tego, skoro ten spektakl nie miał ze mną nic wspólnego?! Sztuka to właśnie słowa i forma. Czechowa od Szekspira odróżniają język, struktura, a więc i forma wykonania na scenie. Pewnie żaden młody reżyser, który przeczyta ten wywiad, nie zrozumie tego i się ze mną nie zgodzi. Zazwyczaj myślą oni o mnie: "Wiadomo, broni swego, bo jest dramaturgiem". Ja jednak powtarzam: sztuka jako tekst przeznaczony na scenę jest nieodłączną częścią literatury!

Czy Putin i wojna na Ukrainie to są interesujące tematy dla rosyjskiego dramaturga?

- Rosyjski Teatr.doc każdy swój spektakl wystawia na ten temat. Z tego powodu władze ciągle im czegoś zabraniają. U nas w Rosji jest teraz cenzura i sztuki otwarcie krytykujące władzę nie mogą być inscenizowane. A jeśli chodzi o mnie, to nie myślę kategoriami "Putin - tyran", "Europa, USA - demokracja". Procesy, które obecnie zachodzą, nie tylko na Ukrainie, ale i na całym świecie, są dużo bardziej złożone. W Polsce ludzie niewiele z nich rozumieją, dlatego że Polacy, podobnie jak Rosjanie, bezgranicznie wierzą w telewizyjną i prasową propagandę, która niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Mnie, jako dramaturga, bardzo te procesy interesują, ale tylko na poziomie komunikacji, nie samej polityki czy wojny. Na przykład moja sztuka "Letnie osy kąsają nas nawet w listopadzie" jest właśnie poświęcona problemowi komunikacji. To najważniejszy dla mnie temat

Nikołaj Kolada przyznał, że czuje się obrażony, gdy widzi Putina przedstawianego jak bandytę... Co pan na to?

- To już problem Kolady. Nie komentuję tego. Z zainteresowaniem śledzę i analizuję te procesy. Putin, Ukraina, Iran, sytuacja w Grecji i ja sam, moje życie, to wszystko to proces. A proces to energia. Wszystko we wszechświecie jest energią. Jak można obrażać się na energię? Jak można być niezadowolonym z energii? Jeśli kogoś porazi prąd, to nie będzie przeklinał za to prądu. Po prostu zacznie używać energii elektrycznej we właściwy i bezpieczny sposób. I to wszystko. Podobnie powinniśmy postępować z innymi rodzajami energii.

Twierdzi pan, że wszystkie konflikty na świecie mają tak naprawdę jedno źródło: spór między tradycjonalizmem a postmodernizmem, jak odniesie pan to do wojny na Ukrainie?

- Na Majdan wyszli ludzie, którzy nie chcieli już więcej żyć w warunkach konserwatywnego, korupcyjnego systemu. Tych ludzi aktywnie wspierały amerykańskie służby specjalne, organizując zamach stanu. Z drugiej strony po zwycięstwie rewolucji nikt nie chciał rozmawiać z rosyjskojęzyczną ludnością wschodniej Ukrainy. Oni nie wiedzą, co to Europa. A pierwsza ustawa zwycięskiego Majdanu - o zniesieniu statusu języka regionalnego dla języka rosyjskiego - to był czytelny sygnał, że porewolucyjna władza nie ma zamiaru liczyć się z ich potrzebami. Zabronić człowiekowi mówić w jego własnym języku - to już nie są żarty. Donbas zareagował, a rosyjskie służby specjalne, analogicznie jak to zrobili wcześniej Amerykanie, podgrzały te nastroje. I tak wybuchł konflikt.

Wojnę na Ukrainie nazwał pan konfliktem cywilizacyjnym...

- To konflikt między postmodernizmem, opartym na horyzontalnym, pluralistycznym rozumieniu świata, a tradycyjnym systemem wartości, który polega na wertykalnym, hierarchicznym modelu zarządzania społeczeństwem. Ta tradycyjna hierarchia wygląda tak: Bóg, car i tak dalej, a potem, na samym dole, naród. Zawsze w takim ustroju musi kwitnąć korupcja. Chociaż w Rosji i na Ukrainie to raczej kumoterstwo. O wszystkim decydują więzi rodzinne, klanowe, a na czele stoi figura przywódcy. Na Ukrainie Janukowycz się nie sprawdził, dlatego go obalili, a na jego miejsce przyszli ci, którzy otrzymali pomoc z zewnątrz. Teraz Ukrainę czeka bardzo długa i trudna droga do zmiany wertykalnej struktury na horyzontalną - taką, jaka funkcjonuje w większości krajów europejskich. Ukraina nie jest jeszcze do tej cywilizacyjnej przemiany gotowa. Dlatego, według mnie, przewrót na Majdanie został dokonany zbyt szybko. Stąd ta tragedia. Zamach stanu i zmiana władzy na Ukrainie jest dziełem USA, dlatego sami Ukraińcy nie rozumieją tego, co u nich się dzieje. Gdyby w Rosji do czegoś takiego doszło, kraj utonąłby w rzece krwi. Kaukaz wybuchłby tak, że świat by tego pożałował. Nie jesteśmy gotowi, by odejść od tradycji.

Nie miał pan problemów z cenzurą w teatrze Praktika, którego jest pan dyrektorem?

- Cenzura w Rosji z każdym dniem jest coraz silniejsza i bardziej inwazyjna. Do mojego teatru władza na razie nie ma żadnych zastrzeżeń. Chociaż ustawa o zakazie używania wulgaryzmów w teatrze jest już według mnie elementem cenzury. A to dlatego, że zabraniają mi używać słowa, które jako takie jest nośnikiem wolności artystycznej. Obecnie w Rosji klimat cenzury i mentalnego zniewolenia unosi się w powietrzu. Władze wszystkiego próbują zabronić. Pod obrady Dumy został nawet niedawno przedłożony projekt ustawy zakazującej kobietom noszenia butów na wysokich obcasach. To nie żart. Co prawda, ten projekt nie został przyjęty. Jednak w Rosji panuje dziś tak duszna atmosfera, że nigdy nie myślałem, że takiego momentu dożyję i zobaczę to wszystko na własne oczy. Niestety, będzie jeszcze gorzej.

Powiedział pan, że życie to nieustanny proces... W jakim miejscu swojego życiowego procesu znajduje się pan obecnie?

- Odchodzę z teatru, zrozumiałem, że nie chcę dalej zajmować się twórczością na terytorium tzw. przestrzeni teatralnej z jej krytykami i festiwalami. Chcę zajmować się rodzajem twórczości z elementami seminarium, jogi. Za jakieś pięć lat kupię z żoną dom gdzieś w Polsce, w którym założymy miejsce sztuki otwarte dla wszystkich. Będę występować w małym pomieszczeniu, przy przyciemnionym świetle, czytać teksty, grać muzykę, ale nie dla krytyków, ale dla widzów, którzy, degustując różne potrawy, będą przeżywać sztukę. Zanim przejdę do tego etapu, zamierzam jeszcze wystawić kilka spektakli w dużych teatrach, na przykład "Pijanych" w Teatrze Narodowym.

Maciej Pieczyński
Do Rzeczy
17 sierpnia 2015
Portrety
Iwan Wyrypajew

Książka tygodnia

Starożytny teatr i dramat w świetle pism scholiastów. Leksykon
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Katarzyna Chiżyńska, Jadwiga Czerwińska, Małgorzata Budzowska

Trailer tygodnia