Odchudzenie Wycichowskiej

Takie postacie nie rodzą się na biurkach urzędników.

Decyzja Ewy Wycichowskiej o zakończeniu działalności na stanowisku dyrektora Polskiego Teatru Tańca wielu zaskoczyła, zdziwiła, a nawet zbulwersowała. Ale nie mnie. Jest to jedyny sposób uratowania swego niemałego dorobku w sztuce tańca od zdegradowania, zlekceważenia i przedwczesnego zapomnienia, co nazbyt często spotyka postacie wybitne, odważne i bezkompromisowe - pisze Sławomir Pietras w Angorze

Wycichowska od dziecka była ładna, pełna wdzięku, utalentowana, potem ambitna, coraz lepiej wykształcona, a od pewnego czasu stała się również mądra. Pamiętam ją jeszcze jako prymuskę w poznańskiej Szkole Baletowej. Znajdowała się w gronie uczennic, które Conrad Drzewiecki zatrudniał w Operze do niektórych baletów, uzupełniając zespół w "Giselle" i "Ognistym ptaku". Ponieważ była najlepsza, po powrocie z tournee we Włoszech dostała propozycję stałego engagement. Wybrała jednak Teatr Wielki w Łodzi, co tak rozjuszyło Conrada, że podobno wyrzucił przez okno bukiet, który Ewa przyniosła z podziękowaniem za współpracę.

W Łodzi jej kariera potoczyła się wartko w takich rolach jak Julia, Giselle, Gajane, Liza ("Córka źle strzeżona"), Królewna Śnieżka i Ognisty ptak. Za moich czasów łódzkich doszła jeszcze "Coppelia", "Medea", "Sen nocy letniej", "Wolfgang Amadeusz" i szereg partii solowych w baletach przez nią samą stworzonych. Wkrótce postanowiłem nadać jej tytuł primabaleriny, o czym od lat marzyła, a czego nie uczynili moi poprzednicy.

Wycichowska z jakichś powodów nie lubi o tym wspominać. Fakty potwierdzają jednak, że jej początki i najlepsze lata twórczości choreograficznej nierozerwalnie związane są z moją dyrekcją. "Koncert f-mol" Chopina, "Serenada" Karłowicza, "Stabat Mater" Szymanowskiego, "Karłowicz - Interpretacje", "Republika - rzecz publiczna", "Cień i cień", "Miriam" (muzyka Kazimierza Przybylskiego), "Paxetbonum" (Juliusz Łuciuk), "Faust Goes Rock", "Święto wiosny". Czy to jeszcze mało?

W roku 1989 prezydent Poznania Andrzej Wituski (na tym stanowisku największy mecenas kultury w historii tego miasta) zapytał mnie, co zrobić z Polskim Teatrem Tańca, któremu grozi likwidacja po przedwczesnej abdykacji Conrada Drzewieckiego. Nie zastanawiając się, odpowiedziałem, że najlepszym, a nawet jedynym kandydatem powinna być Ewa Wycichowska, równie wybitna tancerka co choreografka, a poza tym poznanianka. Wituski po stosownych sprawdzeniach i konsultacjach wyraził na to zgodę, a ja na dobry początek wywianowałem Ewę grupą wybranych tancerek i tancerzy, kilkoma intratnymi kontaktami impresaryjnymi, produkcją "Faust Goes Rock" (dekoracje, kostiumy, nagranie, obsada) oraz Lilianą Kowalską na stanowisko dyrektorki poznańskiej Szkoły Baletowej. I tak się zaczęło...

Od kiedy po moim powrocie z Warszawy do Poznania nasze interesy przestały być wspólne, idee baletu operowego rozeszły się z tendencjami Polskiego Teatru Tańca, frekwencja na jego spektaklach w Gmachu pod Pegazem malała, tytuły na afiszach brzmiały coraz dziwaczniej - zacząłem się dystansować od tej całej sprawy. Wycichowska opowiadała i pisała wtedy, że wysłałem ją do Poznania, aby pozbyć się jej z Łodzi. Rzeczywiście, jako choreograf nie odniosła w Poznaniu takich sukcesów, jakimi cieszyła nas przedtem.

Wszystko to nie przeczy, że okazała się godną następczynią Conrada Drzewieckiego i jednym z najwybitniejszych twórców polskiego baletu na przełomie XX i XXI wieku. Usuwając w niepamięć nasze nieporozumienia, konflikty, a zwłaszcza moje osobiste poglądy, zaświadczam, że swą kompetencją, talentem i pracowitością najpierw uratowała Polski Teatr Tańca, potem pomnożyła jego oddziaływania artystyczne, różnorodne nowe inicjatywy, częste debiuty choreograficzne, liczne podróże artystyczne i przedłużyła o przeszło ćwierć wieku byt tej niezwykłej instytucji kultury.

Bezsensowny wydaje się koncept ogłaszania konkursu na kolejnego Conrada Drzewieckiego lub następną Ewę Wycichowską. Takie postacie nie rodzą się na biurkach urzędników samorządowych ani w głowach cudacznych jurorów, którzy nie wiedzą, o czym mówią. O następcy Drzewieckiego czy Wycichowskiej należy rozmawiać w gronach kompetentnych, ekskluzywnych i merytorycznie dobrze zorientowanych, tak jak czynił to niegdyś nieoceniony prezydent Andrzej Wituski.

Albo lepiej dać sobie z tym wszystkim spokój!

Sławomir Pietras
Tygodnik Angora
8 października 2015
Portrety
Ewa Wycichowska

Książka tygodnia

Opowieści
Wydawnictwo MG
Fiodor Dostojewski

Trailer tygodnia

(F) Paralele
Marek Zimakiewicz
„Paralele”, to inicjatywa Fundacji An...