Odcinanie kuponów po raz trzeci

"Wszystko w rodzinie" - reż. Tomasz Konina - Teatr im. Kochanowskiego w Opolu

Dyrektor Teatru Kochanowskiego po raz trzeci zaserwował kotlet. Czuć już swąd "przypalenizny", ale bez obaw - publiczność z pewnością to kupi. Wszak szerokie spektrum niewyrobionej widowni, niezbyt często goszczącej w teatrze, lubi rzeczy znane, śmieszne i mocno rozrywkowe bez ryzyka zmuszania głowy do krztyny myślenia.

To jak z misją publiczną TVP, która niby jest, a jednak jej nie ma. Nie mogło być inaczej. Z czegoś żyć trzeba: sukces frekwencyjno - kasowy zapewniony. W tym miejscu szczególne, ponowne, i bardzo głębokie ukłony dla władz Województwa Opolskiego za skuteczne dorzynanie wysokiej kultury (na drogi spot z reklamą kołocza w TV było - smacznego). Zacna to myśl, że ogłupiałym społeczeństwem rządzi się zdecydowanie łatwiej, znalazła potwierdzenie na deskach Kochanowskiego, gdzie po raz trzeci podano farsę Raya Cooney'a. Zatem igrzysk i chleba, a wszystko to i tak pozostanie w rodzinie.

Nie sposób owej farsie odmówić urokliwej dawki szczerego i rozbrajającego śmiechu, aczkolwiek dało się odczuć zbyt małą jej dynamikę, kilka dłużyzn i sporo pomyłek językowych aktorów, co opolskiemu zespołowi dotychczas się nie zdarzało. Sceniczną przestrzeń w spójną całość spinał nieoceniony Andrzej Czernik w roli głównego bohatera - dr Davida Mortimore. Pan Czernik to brylant opolskiej sceny i bez jego udziału w owej farsie, cała rzecz nie miałaby najmniejszego sensu. Na uznanie zasługuje kreacja Leszka Malca, który zdaje się być stworzonym do ról komediowych, lecz nie należy zapominać o jego wcześniejszych osiągnięciach spoza spektrum taniej rozrywki. W tym miejscu wspomnieć wypada chociażby jego rolę ze spektaklu Ifigenia w Aulidzie w reż. Pawła Passiniego. Warto też wymienić Adama "Emo" Ciołka, grającego rolę syna doktora Mortimore'a. Ów sceniczny młodzieniec, w pełnym szale buzujących hormonów, zdaje się być wykreowanym na wzór Zeda (w tej roli grał Bobcat Goldthwait) ze słynnej Akademii Policyjnej - serii filmów z lat 80 i 90 XX wieku. Postać "Emo" dodana do kolekcji ról aktora pozwala mniemać o jego dużym potencjale scenicznym. Mnie osobiście zaskoczył po raz kolejny.

Najbliższy mojej mentalności pozostaje szef dr Mortimore'a - w tej roli wspaniały Jacek Dzisiewicz. Gdy wszystko idzie nie tak i robi się coraz to większy rejwach, zdaje się być tykającą bombą zegarową rozładowaną u końca przedstawienia morzem alkoholu. Wszak szefowie każdej instytucji mają najtrudniej i czasami nie pozostaje nic innego, jak pozostawić dzianie się samemu sobie.

Śmieszno to i straszno zarazem gdy olbrzymi potencjał opolskiego zespołu, którego dokonania znajdują uznanie zarówno w kraju jak i poza jego granicami, musi się zniżać, tak często ostatnimi czasy, do poziomu skądinąd trudnej do odegrania, lecz jednak banalnej farsy. Teatr dramatyczny to obszar wyzwań i poszukiwań artystycznych, ale zarówno aktor jak i cała obsługa teatru to ludzie z krwi i kości, a coś do garnka włożyć trzeba. Przeto ponawiam głębokie ukłony do betonowego "klocka", który stoi w Opolu przy ul. Piastowskiej. Władza wie najlepiej jak zniszczyć diament wrzucając go do betoniarki już nie z betonem, a z g.nem.

O zgrozo, uśmiałem się na owej farsie po same pachy. Premierę zakończyła długa owacja na stojąco przy niemal pełnej widowni. Publiczność będzie waliła drzwiami i oknami - to pewne. Podobnie bawiła się Europa w latach 20 i 30 XX wieku, a jak to się potem skończyło, przypominać nikomu nie trzeba. Współczesność zdaje się zmierzać do, w pewnym stopniu, podobnej dewaluacji i oby mój śmiech nie pozostał śmiechem poprzez łzy.

Mateusz Rossa
www.tekturaopolska.pl
20 września 2013

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia