Odczarował „Księgi Jakubowe"

„Księgi Jakubowe" - aut. Olga Tokarczuk - reż. Michał Zadara - Teatr Narodowy w Warszawie

Michał Zadara wraca do teatru społecznego. W książce Tokarczuk widzi opowieść o Żydach z rubieży I Rzeczpospolitej, którzy postanowili zmienić przypisaną im przez ówczesny świat rolę i kolejnymi religijnymi konwersjami i politycznymi pomysłami doprowadzić do społecznego awansu.

To był prosty przepis na wydarzenie teatralne nie do ominięcia. Michał Zadara - reżyser, który jako pierwszy w historii wystawił Mickiewiczowskie „Dziady" bez skrótów - wystawia polską noblistkę, i to w Teatrze Narodowym w Warszawie.

Zadara skorzystał z tej szansy godnie - pokazał "Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk w sposób odczarowany, chwilami bezlitosny dla bohaterów tej prozy. Nawet jeśli momentami w trzygodzinnej adaptacji niemal tysiąca stron reżyserowi zdarza się chwilę przynudzić, to jego pomysł na inscenizację jest spójny i przemyślany.

Zadara wraca do Tokarczuk

Zadara wraca do teatru społecznego. W książce Tokarczuk widzi opowieść o Żydach z południowo-wschodnich rubieży I Rzeczpospolitej, którzy postanowili zmienić przypisaną im przez ówczesny świat rolę i kolejnymi religijnymi konwersjami - najpierw na osmański islam, potem polski katolicyzm - i politycznymi pomysłami doprowadzić do społecznego awansu.

To wreszcie opowieść o fałszywym mesjaszu - pięknym potworze, Jakubie Franku, który porywa za sobą współwyznawców i próbuje stworzyć z nimi utopię wewnątrz swojej społeczności, jednocześnie bardzo cynicznie rozgrywając polityczne stawki na zewnątrz niej. Chrzest? Może to i dla Żydów zdrada, ale skoro ma pomóc zawrzeć przymierze z polskim królem...?

Podobnie jak w reżyserowanych wcześniej przez Zadarę „Biegunach" z Powszechnego, w „Księgach Jakubowych" z Narodowego też kluczową rolę odgrywa Barbara Wysocka. Tam była porte-parole Olgi Tokarczuk – ucharakteryzowana na noblistkę, z dredami, mówiła tekstem jej powieści. Teraz gra Jentę - żydowską staruszkę, która kabalistycznym zaklęciem zostaje zawieszona między życiem a śmiercią, trwając w długotrwałym agonalnym letargu, otrzymuje dar widzenia odległych w czasie i przestrzeni zjawisk. W ten sposób tu również postać Wysockiej tworzy narracyjną ramę – czasem unosi się nad sceną na ledwo widocznych sznurach, czasem „leży" w pionie na drzwiach, czasem wreszcie krąży jak duch między innymi postaciami, wyraźnie oddzielona od aktorów Teatru Narodowego.

Spośród nich ogrywaniem połączenia skrajnej naiwności i rozgoryczenia wyróżnia się Oskar Hamerski jako Nachman - najbardziej wpatrzony w Jakuba uczeń, ale to przez niego Jakuba zamkną w więzieniu na Jasnej Górze. Osobie wychowanej na chrześcijańskich opowieściach skojarzenia z Judaszem, „uczniem, którego Jezus miłował", nasuwają się same. Staropolskim inkwizytorom w spektaklu też się nasuwają - jako akt oskarżenia.

Poczet błędnych mesjaszy

Olga Tokaczuk, a za nią Zadara, pokazuje poczet błędnych Mesjaszy żydowskiego świata siedemnastego i osiemnastego stulecia, ludzi z Turcji, Polski i ich ówczesnego pogranicza: Sabbataja Cwi, Baruchja Ruso, wreszcie Jakuba Franka.

Historię Sabbataja Cwi, a przynajmniej jego rzekomego wysłannika, w swoim teatrze Michał Zadara też kiedyś zresztą już opowiedział. Było to w roku 2011, w spektaklu „1666" z warszawskiego Teatru Żydowskiego, opartym na „Szatanie w Goraju" Isaaca Bashevisa Singera.

Bez magii, za to z dystansem

Zadara nie jest jednak pierwszym reżyserem, który przeniósł na scenę „Księgi Jakubowe". Zrobiła to 13 maja 2016 r. w warszawskim Teatrze Powszechnym Ewelina Marciniak (która później „Księgi" wystawiła też w Hamburgu, jak mówiła – jako spektakl o uchodźcach).

Wtedy w Powszechnym do przesady eksponowano magiczno-egzotujący wymiar powieści Tokarczuk; powstało coś między rewią a misterium, nagie i półnagie ciała wiły się do inspirowanej klezmerską muzyki, tajemniczości dodawały łacina czy hebrajski, a scenę rozświetlały dziesiątki świec.

W Narodowym nagości nie ma w ogóle, nawet gdy pojawia się ona w tekście. Wszystko pokazane jest powściągliwie, przemoc – z początku przynajmniej – też. Nawet ta wobec dziecięcych aktorów na scenie. Ogrywa się slapstickowy wymiar, każdy widzi, że krzyki są odgrywane, a bijący pięścią uderza tak naprawdę, dla odgłosu, w swoją dłoń, a nie w twarz bitego. Sceny rysowane są grubą kreską - tak jak w Zadarowej inscenizacji powieści Singera z Żydowskiego. Prostotę podkreśla scenografia - choć Robert Rumas przyzwyczaił nas do rozbuchanych, iluzjonistycznych form. I muzyka - żałobne w tonie akordy grane na żywo przez pianistkę Justynę Skoczek.

Tak, wszystko jest prostsze, momentami umowne, mistyki nie ma - są biedni ludzie idący za jakąkolwiek obietnicą polepszenia losu, tak jak w Zadarowej inscenizacji powieści Singera z Teatru Żydowskiego. Są komiczni w swym łapaniu się jakiejkolwiek nadziei - czy to od Boga, czy jego wysłannika.

Tyle że jedenaście lat temu w spektaklu Zadary grali aktorzy Teatru Żydowskiego, do perfekcji radzący sobie z dystansem i konwencją żydowskiego dowcipu. Zadara konsekwentnie przerysowywał tamto przedstawienie.

Aktorzy Teatru Narodowego - nieco niedzisiejsi w stylu - pchają spektakl niekiedy z ironicznego dystansu w komiczne scenki rodzajowe. I trudno wtedy powiedzieć, na ile elegancka premierowa widownia Narodowego śmiała się z konwencji, a na ile z samych żydowskich kłótni o Mesjasza.

Dodać tu trzeba zarazem, że Zadara pozostaje tu sceptyczny wobec każdej religii, każda jest kabotyńska i pokazana bez sentymentu - frankiści naiwnie idą za Jakubem, ortodoksyjni Żydzi nienawidzą ich tak, że gotowi są ich wydać katolickim sądom biskupim, katolickie duchowieństwo z kolei pełni tu funkcję w zasadzie policji politycznej, w dodatku skorumpowanej.

Przemoc przestaje śmieszyć

Najlepsza jest druga część nowych „Ksiąg Jakubowych" Zadary, w której starego, skompromitowanego Jakuba, bawiącego na austriackim dworze w roli egzotycznego kuriozum, gra Jerzy Radziwiłowicz.

Udaje się tu manieryzmy tego zasłużonego aktora przekuć w atuty, jego obecne emploi doprowadzić do formy ostentacyjnie przerysowanej i przez to dobitnej. To strategia, którą w ostatnich latach przyjmują najlepsi pracujący w Narodowym reżyserzy. Zrobił to Piotr Cieplak w „Ułanach" (premiera: 10 marca 2018) według Rymkiewicza, obsadzając Radziwiłowicza w roli Grafa Feldmarszała; zrobił Paweł Miśkiewicz w „Burzy" (premiera: 1 grudnia 2018), gdzie Radziwiłowicz był Prosperem, czarodziejem, któremu już nie chce się czarować. Teraz robi to Zadara, również z dobrym skutkiem.

Przemoc, której dopuszcza się Jakub, przestaje być slapstickowa, jej umowność gdzieś się gubi. Śmiech grzęźnie w gardle, gdy zaczyna w łóżku dotykać granej przez Martę Wągrocką dorosłej córki Ewy.

Witold Mrozek
Gazeta Wyborcza
15 listopada 2022
Portrety
Michał Zadara

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia