Odczytać "Dziady" na nowo

"Mickiewicz. Dziady. Performance." - reż: P. Wodziński - Teatr Polski w Bydgoszczy

XIV Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej Interpretacje zainicjował dwudniowy prolog - zaprezentowano "Dziady" Teatru Śląskiego oraz spektakl bydgoskiego teatru "Mickiewicz. Dziady. Performance". Dwie jakże odmienne wersje zestawione obok siebie uwydatniają pytanie o rolę reżysera w próbie odczytania dzieła w ogóle - zgodnie z założeniami festiwalu, wskazują na dwie tendencje w interpretacji dramatu. Pierwsze z przedstawień jest ujęciem bardziej klasycznym, może nieco zachowawczym, drugie Wodzińskiego - będąc eksperymentem, pragnie przede wszystkim odmitologizować Dziady obnażając przy tym bezlitośnie polskie, narodowe wady.

Z mickiewiczowskim, romantycznym mitem o Polsce polemizują wyświetlane co chwilę słowa ówczesnych intelektualistów i podróżników europejskich dotyczące zaściankowości, prymitywizmu i izolacji kulturowej Polaków. Moc tych słów podkreśla też fakt, że cytują je przecież współcześni Europejczycy, oraz to, że nie są anonimowi - możemy zobaczyć ich twarze.

Krytyka romantycznej wizji świata jest elementem dominującym w przedstawieniu, jest także czymś, co je w pewnym sensie ogranicza, w tym znaczeniu, że monolog Konrada utracić musi swój pierwotny sens. Bohater nie ma potrzeby cierpienia za miliony, jest bardziej kimś, kto przypomina raczej muzyczną gwiazdę. Podobnie dzieje się w przypadku Ewy, jej postępowanie sprawia wrażenie niepasującego do całości. Ubrana w białą, ubrudzoną we krwi suknię, plecie koronę cierniową z róż. Wszystko to - ta specyficzna doniosłość dramatu, której nie do końca wyzbył się reżyser, zestawiona z polemicznym charakterem przedstawienia, wypada nieco dziwnie. Eliminacja oryginalnego tekstu, z pewnością konieczna, została zrobiona w ten sposób, że poszczególne elementy sztuki są zbyt bardzo oderwane od całości.

Dystans do tekstu Mickiewicza podkreśla również scenografia. Przepełniony agresją obrzęd dziadów odbywa się na polu namiotowym. Istotnym staje się tu być rekwizyt – manekin.

Osoby, które biorą udział w przywoływaniu duchów, stają się kolejno także duszami czyśćcowymi, i nad nimi odbywa się swoisty lincz. Przemocy jest tak wiele, więc do wyładowania wszystkich negatywnych emocji służyć może jedynie manekin.

 Wodziński pragnąc  zmarginalizować mesjanizm, dalszą akcję dramatu przenosi do noclegowni, a może nawet do izby wytrzeźwień. Jak się okazuje, miejsca te stają się być nowym więzieniem Konrada.

Inscenizacja ta, będąc wolną od narodowego patosu wypada ciekawie, jednocześnie brak jej jakiegoś głębszego pomysłu, ponieważ w tym zestawieniu Wielka Improwizacja jest zbyt wielka, tak bardzo nie pasuje do miejsc, w których rozgrywa się przedstawienie. Gdyby tylko Wodziński miał pomysł na rozegranie sztuki w innym miejscu, w ten sposób, by nadać sztuce nowe, inne znaczenie, wszystko wypadłoby oryginalniej.

Zarówno Konrad jak i Ksiądz Piotr przypominają bardziej gwiazdy muzyki, niż rzeczywiste postaci dramatu. Ironia, dystans i ta przedziwna lekkość, z jaką balansują pomiędzy tym, co Mickiewicza, a tym, co „nowe” pozwala stwierdzić, że sztuka ta jest interesującą próbą zmierzenia się z Mickiewiczem.

Blanka Hasterok
Teatr dla Was
1 marca 2012

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia