Odśpiewać tango?

"Tango Piazzola" - reż. Witold Mazurkiewicz, Robert Talarczyk - Teatr Rampa

Błędne koło nieodwzajemnionych uczuć tak możemy określić newralgiczny wątek spektaklu Teatru Rampa inspirowanego muzyką twórcy tango nuevo, Astora Piazzolli. Jednak czy celem trupy teatralnej było stworzenie wyłącznie estetycznego i przyjemnego dla oka widowiska o popularnej tematyce? Niezupełnie.

"Tango Piazzolla" to splot miłosnych historii ubranych w tango tańczone i śpiewane. Już od pierwszej sceny uwagę widzów przykuwają intymne działania ruchowe i mnogość postaw jawnie skontrastowanych na deskach teatru. Spektakl rozpoczyna solo Stefana Terrazzina, tańczącego na krwistoczerwonych linach w rytm utworu Piazzolli. Występ tancerza zapowiada jednocześnie spektakularność widowiska, w które już za moment aktorzy wprowadzą głodną wrażeń widownię.

Spektakl przedstawia między innymi dzieje poety, zauroczonego świeżością i tajemniczym nastrojem argentyńskiego miasteczka. Podczas gdy tawerna, do której trafia znużony podróżnik, jest dla niego nadzieją na lepsze jutro dla gromady, którą spotyka wewnątrz jest to miejsce kaźni, z którego desperacko próbują się wyrwać. "Tango Piazzolla" ukazuje także utopijne dążenie do zatrzymania czasu, czego przykładem jest postawa podstarzałej właścicielki lokalu. Śmiało możemy określić ją jako rządną ciał młodych mężczyzn nimfomankę. Aktorka zwodzi zakochanego w niej sędziwego mężczyznę, raz po raz odrzucając jego uczucia w agresywnym tańcu. Gwałtownie pęta jego ciało w czarne wstęgi, energicznie zrzuca z krzesła, wykrzykuje gorzkie słowa pod jego adresem. Kobieta pragnie ulotnych uniesień seksualnych oraz względów mężczyzn. Jest zabawką w ich rękach, ale i oni nie mają dla niej żadnej wartości. Są jedynie środkiem do celu. Artyści zwracają tutaj uwagę na tęsknotę za poddaniem się pierwotnym instynktom cielesnym. Choreografia, przydymione światła, minimalistyczna scenografia oraz niski, nastrojowy głos Jorge, w którego wcielił się Mieczysława Morański, trafnie podkreślają intymny charakter sceny.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje wykonanie utworu a capella, którym Agnieszka Findysz zachwyciła publiczność. Scena, kiedy aktorka wyznaje miłość przyjaciółce, z którą pracuje w tawernie jest zarówno bardzo wymagająca, jak i niesamowicie efektowna. Śpiew połączono ze zjawiskowym duetem tanga argentyńskiego dwóch kobiet. Rytm wybijany przez pozostałych aktorów, osadzonych na drugim planie inscenizacji, ciekawie buduje nastrój tajemniczości i nieprzewidywalnego biegu wydarzeń. Pomimo trudności sceny, aktorki a w szczególności Findysz, poradziły sobie wyśmienicie. Warto zwrócić także uwagę na przerysowany, acz porywający bój kochanków w ostatniej scenie spektaklu. Tutaj w szczególności uwidaczniają się starania o stworzenie klimatu pijackiego szynku. Zakochana para tańczy namiętne tango, dym z papierosów jest nad wyraz gęsty, a światło niemalże wygaszone. W tle słyszymy jedynie dźwięk bandoneonu, wtórujący zmysłowo poruszającym się kochankom. Scenę kończy gwałtowna napaść odrzuconego przez tancerkę mężczyzny, chorobliwie zazdrosnego o ukochaną. Sensualny taniec, wyraziste gesty i porywające dźwięki w zupełności wystarczyły, aby przekazać publiczności emocje wydzierające się z duszy bohaterów.

"Tango Piazzolla" to wielobarwne widowisko, nasycone tańcem, muzyką, jak również śpiewem, którego moim zdaniem powinno być jednak o wiele mniej. Słowo, ruch i dźwięk instrumentów jest wystarczającym środkiem przekazu, nie jest konieczne dodawanie kolejnych mediów. Nadwyżka tekstu śpiewanego i niedociągnięcia fabularne spektaklu wzbudzają miejscami poczucie przerostu formy nad treścią. Niemniej jednak spektakl zasługuje na brawa - choćby ze względu na przekazanie idei tanga argentyńskiego, grę aktorską, jak i niebywały profesjonalizm poszczególnych scen.

Natalia Lis
www.e-splot.pl
12 lutego 2013

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia