Odświeżająca dezynwoltura

"Królik, śmierć..." - chor. Rafał Dziemidok - Grupa Artystyczna Koncentrat

Zapowiadając poniedziałkowy występ Rafała Dziemidoka napisałem, że wśród krytyków oraz choreografów (a zapewne także widzów) towarzyszących od lat Międzynarodowym Spotkaniom Teatrów Tańca nie ma zgodności w kwestii oceny jego twórczości

Często pojawiającym się zarzutem jest przewidywalność jego choreografii, czy wręcz ich monotonia. Spotykałem się z opiniami, że po obejrzeniu kilku jego realizacji można z góry, niejako "w ciemno" przewidzieć, jak będą wyglądały kolejne. I jest w tym trochę racji. Istotnie, styl Dziemidoka jest bardzo charakterystyczny; jego choreografii nie sposób pomylić z tworzonymi przez innych artystów. Jednak ogromną zaletą tych prac jest to, że z tych zdawać by się mogło doskonale znanych elementów tworzy Dziemidok za każdym razem nowe, często zaskakujące konstrukcje. Tak właśnie było na ubiegłorocznych Spotkaniach, w programie których znalazł się spektakl "Orzech. Wiewiórka".

Choreografia tej realizacji wydała mi się bardzo znajoma, i to w niemal każdym elemencie, ale - ku swemu zaskoczeniu - oglądałem ją z najwyższą przyjemnością, bez chwili znużenia czy zniecierpliwienia. A ze spektaklu wychodziłem w naprawdę świetnym nastroju. Dla krytyka kwestia nastroju i przyjemności nie jest z pewnością najważniejszym kryterium oceny, ale dla widza ma przecież znaczenie.

Mając to wszystko w pamięci chętnie szedłem na spektakl "Królik, śmierć i konkurs ujeżdżania". A dodatkową zachętą była deklaracja samego twórcy: "Spektakl powstawał na zasadzie nieskrępowanego ciągu skojarzeń, pomysłów i wizerunków. Na przekór obowiązkowi myślenia i posiadania koncepcji. Na przekór konieczności: pisania o spektaklu, dawania chwytliwych haseł, tłumaczenia się z czegokolwiek". W zalewie odautorskich komentarzy, wprowadzeń i manifestów taka otwartość czy zgoła dezynwoltura wydała mi się odświeżająca.

A Dziemidok w swoim spektaklu daje dokładnie to, co zapowiada; ani mniej, ani więcej. Taka uczciwość bardzo mi się podoba. I swoim tekstem nie zamierzam niczego dopisywać spektaklowi ani interpretować go wbrew intencjom autora. Powiem tylko tak: Dziemidok przypomniał, że teatr tańca może być także rodzajem zabawy formą i zaproponował widzom włączenie się do tej zabawy. Mnie taka propozycja odpowiada i skorzystałem z niej z przyjemnością. I nie będę ukrywać, że czekam na jego kolejny spektakl w Lublinie.

Andrzej Z. Kowalczyk
Polska Kurier Lubelski
20 października 2011

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...