Odważny Piotruś i łobuz wilk

"Piotruś i wilki" - reż: Iwona Pasińska - Teatr Wielki w Poznaniu

Premiera przedstawienia dla dzieci "Piotruś i wilki" w Teatrze Wielkim miała zainteresować przedszkolaków spektaklami operowymi. Udało się, mimo bardzo skromnych środków.

Spektakl w reżyserii Iwony Pasińskiej jest współczesną interpretacją historii, którą większość dzieci doskonale zna - został oparty na motywach powstałej w 1936 r. baśni symfonicznej "Piotruś i wilk" Sergiusza Prokofiewa. Historia Piotrusia, który przeżywa przygody, spotykając kaczkę, ptaszka, kota, dziadka, myśliwych i niebezpiecznego wilka, miała charakter edukacyjny. Dzieci słuchały brzmienia instrumentów i uczyły się ich nazw. Pasińska podkreślała, że chce m.in. zachować charakter edukacyjny utworu, uwydatnić zwłaszcza symbolizm postaci, a także dostosować bajkę do percepcji dzieci i osiągnąć to wszystko za pomocą prostych środków. Jej Piotruś puszcza na łące balon-sterowiec, wykonany przez dziadka, szalonego wynalazcę. W zabawie biorą udział inne zwierzątka, ale sielankę burzą dwa agresywne wilki, ucharakteryzowane na groźnych bandytów. Odważny Piotruś wykorzystuje sterowiec do obsypania wilków złotym proszkiem - pod jego wpływem wilki łagodnieją. Spektakl był przeznaczony dla przedszkolaków. Specjaliści sugerują, że takie maluchy są bardziej widzami niż słuchaczami. Zwracają uwagę na konkretne gesty i słowa. W teatrze muszą być oczarowane tym, co się dzieje na scenie. Ich uwagę przykuwają przede wszystkim wszelkiego rodzaju kolorowe kostiumy, dekoracje i rekwizyty. I w spektaklu spełniły swoją funkcję. Podczas niedługiego, trwającego ok. 40 minut przedstawienia ciągle coś się działo. Dwaj prowadzący (Jaromir Trafankowski i niezwykle swobodny Tomasz Raczkiewicz) łatwo nawiązywali kontakt z dziećmi. Maluchom podobała się kolorowa Kaczka (Tatiana Pożarska) w żółtym, szerokim płaszczu i Ptaszki (Natalia Puczniewska i Dominika Babiarz) w wielobarwnych tunikach. Wszystkie postaci poruszały się tak, by wyrażać swój charakter. Kaczka przewracała się i kłapała niezdarnie nogami. Ubrany na sportowo Piotruś (Bartłomiej Szczeszek) skakał po scenie i uniesioną ręką wyrażał swoją odwagę. Kot (Natalia Trafankowska) wił się z gracją, a Ptaszki trzęsły skrzydełkami (ramionami). Dorosłym te zachowania mogły wydać się sztuczne, ale dzieci reagowały żywo. Wszystkich zachwyciła natomiast scenografia Jana Polivki: tryskające "wodne fontanny", kapelusze muzyków orkiestry (czyli staw), drabiny (czyli drzewa) i skierowany ku widowni wybieg (czyli łąka). Można się zżymać na zbyt skromne dekoracje, ale czasem warto zaufać wyobraźni dziecka. Tę wyobraźnię rozbudzały m.in. padające na publiczność płatki śniegu z rozpuszczalnej piany. Frajdę sprawiało też oglądanie latającego nad głowami sterowca albo wypuszczanych z maszyny dziadka (Karol Bochański) kręgów dymnych. A muzyka? Pełniła funkcję czysto ilustracyjną. I nawet dodane specjalnie trzy pieśni Prokofiewa pewnie nie zwracały uwagi dzieci tak, jak zabawa na scenie. - Wrócicie? - pytali pod koniec aktorzy. - Taaak! - krzyczały najmłodsze dzieciaki. I o to chodzi. Następne wyzwanie będzie jeszcze trudniejsze - trzeba będzie sprawić, żeby powrót nie rozczarował.

Martyna Pietras
Gazeta Wyborcza Poznan
5 czerwca 2010

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia