Odwieczna skarga

"Utwór o Matce i Ojczyźnie" - reż: Jan Klata - Teatr Polski we Wrocławiu

"Utwór o matce i ojczyźnie" to spektakl, który w sposób wielowymiarowy ukazuje problem różnicy pokoleń - tego, które zostało nieodwracalnie naznaczone wojną i ich dzieci - przedstawiając konkretną relację dwóch kobiet. Matki, która przeżyła Holocaust i córki, dla której obozem koncentracyjnym staje się mieszkanie. Oprawcą jest jej rodzicielka.

Sztuka rozpoczyna się od rytualnie wypowiadanych słów „odwieczna skarga”. Na scenie, pośród gęstego dymu stoi sześć postaci, które wyrzucają z siebie słowa pełne pretensji w akcie donośnego, horrendalnego parodos. Po tym jak zapala się światło dostrzegamy kobiety ubrane w czarne sukienki, mają namalowane na twarzach czarną farbą kreski, jakby etniczne wzory, duże naszyjniki, każda ma na głowie rozczochrane i skołtunione blond włosy, w które gdzieniegdzie powtykane są jakieś egzotyczne rośliny. Osobliwością jest to, że jedną z ról odgrywa tu Wojciech Ziemiański. Trzeba przyznać, że świetnie poradził sobie z chodzeniem na obcasach - dosłownie i w przenośni.

Za aktorami ustawione są duże metalowe pudła, które później posłużą do rozróżnienia przestrzeni i czasu w spektaklu. Na nich znajdują się prehistoryczne malunki i schizofrenicznie powtarzające się napisy „córka”, „domek”.

Być może Klata wybrał taką pierwotną, dziką scenerię po to, aby uniknąć rozpraszających symboli, pokazać, że nie chodzi mu jedynie o polski patriotyzm i konkretną historię. Zagłębia się w ludzką psychikę i dochodzi aż do podstawowych instynktów, prymitywnych zachowań.

Poznajemy pierwszą postać – matkę (wciela się w nią głównie niezwykle poważna i osobna Halina Rasiakówna), która nie była i nadal nie jest w pełni świadoma swojej roli. Nie wie też jak bardzo jest chora, obłąkana historią. Nie istnieje dla niej przyszłość czy teraźniejszość. Żyje przeszłością. Teoretycznie „żyje”, tak naprawdę nie ma w niej żadnej siły ani chęci by przetrwać. Córka zostaje świadkiem jej powolnego umierania. Słucha bajek, w których dobro jest zwyciężane przez zło i kołysanek śpiewanych jak pieśni wojenne. 

Aktorzy znakomicie wymieniają się między sobą na scenie, odgrywają naprzemiennie kolejne wcielenia córki i matki z różnych etapów ich życia. W ten sposób uwydatniają różne cechy bohaterek, zaś widz nie gubi się obserwując proces dojrzewania córki. To ona jest tu główną postacią. Jest bardzo dynamiczna. Najpierw słucha pokornie swojej matki, ulega jej, naiwna - te cechy dobrze pokazuje gra Pauliny Chapko. Przeciwny obraz pojawia się w scenach Dominiki Figurskiej czy Anny Ilczuk, odgrywającej zupełną ignorantkę. Córka dorasta, próbuje się buntować. Z ironią traktuje słowa i zachowanie matki.

Psychiczna pępowina jest jednak nie do przecięcia. Takie skojarzenie może wywołać scena, w której kobiety połączone są grubym sznurem włosów. Rozmawiają ze sobą, ale są odwrócone tyłem do siebie. Przez cały spektakl nie pojawia się między nimi żadna nić porozumienia.

Matka coraz bardziej tonie w swojej depresji, dosłownie. Scena w której Kinga Preis siedzi na krześle w masce podwodnej, z zatkanym nosem opowiadając wciąż o swoich przeżyciach, a reszta aktorek wydaje odgłosy „bulgotania” wywołuje śmiech na widowni. Kobieta nie oddycha, nie widzi dobrze. Nagle deklaruje swoją samotność. Publiczność przestaje się śmiać.

Jan Klata lubi szokować widza takimi kontrastami, nie zabrakło ich w „Utworze o matce i ojczyźnie”. Zaraz po sytuacji, w której córka ostro wypowiada się o swojej nienawiści do Żydów i o tym, że „Bóg się powiesił” wszystkie postacie zaczynają beztrosko skakać na skakankach. Między mocnymi, rockowymi brzmieniami reżyser przemyca proste, znane melodyjki. Muzyka, śpiew i taniec mają w sztuce spore znaczenie, czasem jest ono symboliczne, czasem służy rozładowaniu emocji i napięcia charakterystycznego dla pomieszczenia, w którym dopiero co rozegrała się kłótnia.

Córka zaczyna odkrywać swoje ciało – wszystkie aktorki stoją na scenie i wykonują dwuznaczne ruchy z grzechotkami. Dowiadujemy się o dziewczynie pewnych istotnych rzeczy. Ma ponad 20 lat, marzy by zostać reporterką, przeżywa kolejne miłostki. Opowiada, jak przyszła do matki z dowodem osobistym i krzyknęła: „Nie nazywam się Hitler!”, albo jak w dzieciństwie straszono ją „złym Żydem”. W całym „Utworze...” sporo jest retrospekcji. Czasem trudno odróżnić rzeczywistość od snu, sytuacje dosłowne od przenośnych, metaforyczne od sennych. W kategorii tych ostatnich na pewno należy rozpatrywać dwie, świetne sceny: pierwszą, kiedy chór kobiet krzyczy: „Orestes zabiła matkę”. Mają one zwisające, czarne rękawy, którymi wymachują złowrogo. Wybiegają z szafy rzucając się w szaleńczy bieg przez historyczne (histeryczne?) przestrzenie symbolizowanych przez prostokątne pudła. Prawdziwy „taniec makabryczny”. Inną senną wizją jest epizod, w którym matka tuli córkę, mówi: „jesteś wolna”. W drugiej ręce jednak trzyma nóż, światło gaśnie i słyszymy tylko krzyki jak ze starych filmów. 

Za punkt kulminacyjny możemy uznać moment przełomu, jaki dokonuje się w córce, dokładnie śledzimy zmiany zachodzące w jej psychice. Rolę przejmuje Kinga Preis. Siedzi na środku sceny na krześle i w dziecinny, szkolny sposób opowiada o rodzinie. Wymienia: „oczy, uszy, domek, las” zupełnie jakby dopiero uczyła się mówić. Głos drży jej coraz bardziej, ma łzy w oczach. W końcu wpada w furię, wrzeszczy. Akcja kończy się znanym już, rockowym motywem muzycznym.

Ostatni etap: córka przejmuje chorobę matki.

Zgodnie ze wstępem do programu sztuki „nieuchronnie dochodzimy do pytania: kto w „Utworze...” jest matką, a kto córką?”. Jan Klata porusza jak zwykle wiele kontrowersyjnych tematów: problem generation gap , patriotyzmu, który wynika z dziejów lub zaprzeczany jest przez historię oraz kwestię bezwarunkowej miłości i wdzięczności dla rodziców. Czy egoizm matki usprawiedliwiony jest cierpieniem, przez które musiała przejść? Spektakl kończy się uroczystym i zarazem kiczowatym odśpiewaniem pieśni „Babylon”, co nie pozwala zbyt długo zastanawiać się nad powyższą kwestią. Wychodząc z teatru więcej myśli się o psychice reżysera niż jego bohaterek.

Gabriela Kwarta
Dla Dziennika Teatralnego
28 maja 2012

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia