Odyseja bez Odyseusza

"Odyseja wg Homera" - reż. Krzysztof Garbaczewski - Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu

Idąc na Odyseje Garbaczewskiego, widz może spodziewać się rekonstrukcji antycznego świata i historii męskiej podróży. Nic bardziej omylnego. Powszechnie znany, klasyczny epos posłużył reżyserowi jedynie jako inspiracja, na podstawie której stworzył przedstawienie o współczesnym świecie.

Opolska Odyseja nie jest kolejną inscenizacją wielkiego eposu, opowiadającą o losach głównego bohatera. Tym razem widzowie mają możliwość poznania słynnej historii z całkiem innej perspektywy. Spektakl opowiada o życiu syna Odysa- Telemacha, którego rolę brawurowo zagrał Paweł Smagała. Na podstawie przeżyć bohatera reżyser przedstawia losy osoby, nieustanie tkwiącej w cieniu kogoś bliskiego. Telemach przez cały okres dorastania czuje piętno swojego ojca – jest nieustanie karmiony mitem jego czynów, co prowadzi do tego, iż młody chłopak czuje się zagubiony i samotny.  Mimo targających nim sprzeczności, stara się odnaleźć własną tożsamość, podejmując próbę zmierzenia się z narzuconym mu dziedzictwem. Scena spotkania Odysa (Mirosław Bednarek) i Telemacha  stanowi początek drugiej części spektaklu. Pojednanie przedstawione jest przy pomocy „wirtualnych” aktorów- kukieł, którymi sterują właściwe postacie, czyli Bednarek i Smagała. Syn i ojciec rozkazują sobie nawzajem: „Podejdź do mojego ojca”, „Przytul mojego syna” etc. - taka forma spotkania krewnych stanowi symbol zaniku bliskich relacji, spowodowanego wieloletnią rozłąką.

Interesującym posunięciem reżysera jest przedstawienie Penelopy w kilku osobach. Postać ukochanej Odysa grają trzy aktorki, w odmiennym wieku. Każda z pań spełnia inną role w życiu mężczyzny – na scenie widzimy babcię, matkę, żonę oraz w pobocznej scenie kochankę. Ostatnia kreacja wzbudza najwięcej emocji. Postać Penelopy grana przez Aleksandrę Cwen jest inspirowana monologiem Molly Bloom z Ulissesa. Na scenie widzimy skąpo ubraną kobietę z czerwonymi ustami, skandującą wyznania o problemach z mężczyzną, z którym musi zmagać się każdego dnia. Scena najbardziej widowiskowa i przejmująca – czego zasługą w dużym stopniu jest brawurowa gra aktorska Aleksandry – brawo.

W scenografii spektaklu możemy odnaleźć wiele symbolicznych znaczeń. Świat Odysa według Garbaczewskiego nie przypomina w żadnym stopniu antycznych krajobrazów. Przestrzeń sceniczną wypełnia przeraźliwa pustka. Wszędzie stoją mikrofony i statywy, na samym środku sceny znajduje się dziura wypełniona ziemią. Dominującym rekwizytem są kasety wideo, które symbolizują zatrzymanie czasu, zapisanie wspomnień. Wielokrotnie niszczone przez Telemacha taśmy są świadectwem potrzeby zapomnienia o ojcu.

Ów teatralny świat sprawia wrażenie niepełnego. Alegorie przedmiotów nie do końca przemawiają do widzów – minimalistyczne wnętrze przepełnione milionem znaczeń budzi estetyczny niesmak. Dodatkowo przedstawienie stanowi jeden, wielki cytat, a każdy fragment ukazanej rzeczywistości jest bogaty w sensy i symbole . Reżyser bazuje nie tylko na Odysei Homera, ale także na innych klasycznych utworach. Pojawiają się odniesienia do słynnych dzieł literatury, kinematografii oraz oprawa muzyczna, która  nawiązuje do treści wydarzeń. Takie połączenie tworzy inny, nowy wymiar, wykraczający daleko poza jakiekolwiek schematy teatralne.

Wielość wątków oraz niedosłownych znaczeń, wypływających z każdego słowa, czynności i przedmiotu tworzy na scenie pewien chaos, zlepek metafor, nie zawsze połączonych w zrozumiały sposób. Przedstawienie prowokuje widza do wyjścia po za schemat. Reżyser, odzierając „swoją Odyseje” z wszelkiej akcji, powszechnie znanej fabuły, skłania widza do porzucenia utartej interpretacji. Sprawia to, iż spektakl jest bardzo trudny w odbiorze. Zniechęca i nuży brakiem płynności kolejnych scen i niespójnością monologów, jednak wszystko to, co widzimy, zostało skrupulatnie zaplanowane. Garbaczewski zabiera widzów do swoistego laboratorium teatralnego, gdzie serwuje jednocześnie wiele wyrwanych z kontekstu dyskursów. Taki zabieg ma na celu pobudzenie wyobraźni publiczności, a to, co zobaczymy na scenie powinno być dla nas jedynie inspiracją.

Katarzyna Majewska
Dziennik Teatralny Opole
3 marca 2012

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia