Ojciec, człowiek, który był przedtem*

"Król Lear" - reż. K. Jasiński - Teatr STU, Kraków

"Król Lear" to jedna z mocniej świecących literackich gwiazd konstelacji "Shakespeare". Zakrzyczana przez umierającą z miłości Julię, wątpiącego Hamleta i chichoczącego Puka, nie jest często podejmowanym przez reżyserów dramatem. Ale oto nadszedł czas rehabilitacji tego utworu - Krzysztof Jasiński wprowadził na deski Teatru STU starego króla z całym jego majestatem

Kameralna sala, z wysypaną piaskiem sceną pośrodku, otoczoną z trzech stron rzędami krzeseł dla widowni. Nad areną góruje balkon połączony z dwoma mniejszymi, usytuowanymi po bokach. W przeciwległych do niego rogach sceny – dwie kolumny. Na owym balkonie ustawiono dwa bębny i gong, na których rytm przedstawienia wybija Oswald. Przy kolumnach stają dwie wyniosłe, ciemnowłose kobiety, ubrane w olśniewające angielskie suknie. Z wyjścia pod balkonem wyłania się trzecia – młodsza, z jasnymi włosami w nieładzie. Z piasku powstaje siwobrody potężny mężczyzna (Mariusz Saniternik), ubrany w wojskowy strój, ze sztyletem opierającym się na piersiach. To Lear właśnie, a tam jego córki.  

„Która z was kocha mnie najbardziej?” – próba, przeprowadzona przez Lear’a, obraca się przeciwko niemu. Podział królestwa pomiędzy trzy kobiety kończy się fiaskiem, gdy najmłodsza z nich odmawia zbytniej wylewności w opisie uczuć do rodziciela. Zdrowy rozsądek i skromność, cechy najbardziej podobno cenione, muszą ustąpić miejsca obłudzie i żądzy władzy. Stary król, wyrzekłszy się najmłodszej córki i pozostając na łasce dwóch starszych, z czasem staje się kulą u ich nóg. Łamią one warunek utrzymania przez nie władzy, zmniejszają świtę króla, liczącą do tej pory stu żołnierzy. Pozbawiony nadziei i kochającego go serca, przyłącza się do ukrywających się pod przebraniem błaznów hrabiego Kentu (wygnanego za wstawiennictwo za naiwną Kordelią) i młodą dziewczyną. Odbiera od nich solidną lekcję życia, łajany w żartach za swą pychę. To właśnie miłość jest źródłem nieszczęść: raniony raz po raz Lear, przeklina po kolei wszystkie swoje córki, stając się dla niech celem, którego należy się pozbyć dla dobra sprawy.

Tam, gdzie pycha przeplata się z namiętnością, łatwo o ofiary. Przekonają się o tym nie tylko złe siostry, lecz również Edmund (Mariusz Zaniewski) – nieprawy syn prawego Gloucestera. Pragnie wyrównania swego losu, wplątuje swego przyrodniego brata, Edgara (Marcin Zacharzewski), w zbudowany z kłamstwa spisek, mający rzekomo na celu mord na ich ojcu. Dzieli on los biednej Kordelii – wygnanie. Przywdziewa strój rodem wzięty z Tarzana (koszula, imponujące dredy), jako Biedny Tomek zawiera przypadkowo znajomość z Kentem i najmłodszą córką Lear’a. Goneryla (Anna Oberc) i Regana (Agnieszka Marek), złe córki, omotane przez Edmunda silną pajęczyną namiętności, ukrywanej przez Gonerylę za względu na związek z Oswaldem, stają wreszcie po przeciwnych stronach, Połączone więzami krwi i wspólnego wychowania nie mogą wzajemnie okazywać rodzącej się nienawiści, która w końcu, skumulowana do granic wytrzymałości obu eksploduje. Skutkiem swoistego wybuchu jest mord i samobójstwo. Pozytywną postacią tego istnego gniazda szerszeni jest Gloucester, oszukany przez Edmunda, ostrzegający Kordelię i Kenta o planach zamachu na Lear’a. Zostaje za to oślepiony przez uczestniczki zmowy: Gonerylę i Reganę.

Krzysztof Jasiński dokonał rzeczy niezwykłej – zmieścił całą akcję dramatu na niewielkiej scenie, używając również przestrzeni bocznych – wejść i balkonu. Zasługuje to na podziw, gdyż nie miało się poczucia, iż aktorzy giną na scenie, albo że pęka ona od ich nadmiaru. Choć czasem aktorzy zdawali się mijać z oświetleniem, akcentującym dany fragment pola, nie czuło się zgrzytu. Warto wspomnieć również świetną scenę, w której na wpół już obłąkany Lear stoi okryty derką w strumieniu spadającego piasku – jakże ciężki był to deszcz!... Potęgował uczucie przygnębienia i panującą wokół szarość. Imponująco wyglądały dyby, w które na rozkaz jednej z księżnych, został zakuty Błazen alias Kent (Dariusz Gnatowski). Pozostało mi po nim smutne wrażenie, że rola przygłupiego Boczka ze „Świata według Kiepskich” w pewien sposób go naznaczyła piętnem komika: był lepszym Błaznem niż Kentem...

Zabrakło mi jednak napisów, obwieszczających zakończenie spektaklu. Towarzysząca muzyka stylizowana była na filmową ścieżkę dźwiękową, która sytuowała dzieło pomiędzy sztuką teatralną a filmem. Muszę przyznać, że trochę to razi, choć rozumiem intencje twórców. Nurtują mnie najbardziej stroje, noszone przez złe siostry, które przywdziewają po otrzymaniu majątków: rajtuzy i body, rodem z burdelu. Dojście do władzy złych emocji mogło zostać wyrażone nieco subtelniej... Anna Oberc właściwie nie potrzebowała wiele się zmieniać – zagrała przekonywująco, silną postać. Inne dobre kreacje aktorskie tej sztuki zaprezentowali Marek Litewka, czyli Gloucester i Mariusz Saniternik. Obaj grali ojców, zniszczonych przez żądze własnych dzieci. Giorgio Strehler, włoski reżyser, dokonał pewnego przejaskrawienia: ucharakteryzował Lear’a i Gloucestera tak samo, kreując „Króla Lear’a” na tragedię ojca. Pomimo tego, iż w przypadku spektaklu omówionego przeze mnie, nie ma aż tak silnego jej zaakcentowania, pokazano, jak cierpieć mogą mężczyźni, zniszczeni przez własne dzieci.

*Sławomir Mrożek

Maria Anna Piękoś
Dziennik Teatralny Kraków
22 marca 2011

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia