Ojciec, czyli gdy dzieci nie ma w domu

"Ojciec" - reż. Iwona Kempa - Teatr Ateneum w Warszawie

Andre, starzejący się mężczyzna będący w stosunkowo niezłej kondycji fizycznej pędzi swój żywot pod kuratelą dwóch córek. Z obydwoma pozornie łączą go serdeczne relacje. Tylko czasami u ojca da się dostrzec nieufność co do prawdziwych intencji, jakie wykazują wobec taty Anne i Laura . Andre podejrzliwie traktuje ich wysiłki opiekuńcze, widząc jak życiowi partnerzy córek w mniej zawoalowany sposób komentują codzienną zgryźliwość teścia.

Ten ostatni zmaga się z chwilowymi zanikami pamięci. Posuwa się do konfabulacji, nieraz intryg. Snuje na przykład opowieść o rzekomej kradzieży zegarka, którego miała się dopuścić opiekunka podsuniętą mu przez dzieci, Po czasie Andre przyzna, iż całą historię wymyślił sam, chowając zegarek w sobie tylko znanym miejscu. To zresztą niejedyne spośród niekonwencjonalnych wybryków stetryczałego ojca, któremu sprawiają wręcz radość zachowania niekoniecznie przystające do sędziwego wieku.

Sztuka "Ojciec", mająca niniejszym premierę w warszawskim teatrze Ateneum, nie podejmuje zatem tematyki oderwanej zbytnio od uniwersalnej rzeczywistości. Ilu mężczyzn podobnych Andre dobiega swoich żywotów w okolicznościach bliźniaczo podobnych? Banalne to pytanie nie wymaga odpowiedzi, gdyż ta narzuca się sama. Cóż więc kazało twórcom "Ojca" pochylić się nad smutnym tekstem francuskiego dramaturga Floriana Zellera? Czyżby to zarys szerszej koncepcji repertuarowej? Teatr Ateneum sprawia wrażenie jakby testował obecnie nurt geriatryczny. Na bliźniaczej scenie przy ulicy Jaracza grana jest wszak od dłuższego już czasu szuka o podobnej wymowie. W „Błogich dniach" , bo o niej mowa, realizatorzy też wiodą opowieść o ludziach, którym starość niesie cierpienie i brak nadziei. To jednak tylko złośliwe odczucia niepodparte wiarygodnymi przesłankami. "Spektakl reżyseruje Iwona Kempa, znana między innymi ze znakomitych realizacji sztuk i scenariuszy Ingmara Bergmana" - jak wynika z anonsu reklamującego przedstawienie "Ojciec".

Ta informacja tłumaczy klimat sztuki. Bergmannowski wektor dość wyraźnie wyznacza nostalgiczne paradygmaty zapożyczone od szwedzkiego mistrza gatunku przez Iwonę Kempę. Ze sceny wieje chłodem, próżnią emocjonalną, dojmującą konstatacją przemijania. Owszem, czasami niczym pierwiosnek przebije z tego zlodowaciałego podłoża krotochwila w wykonaniu Andre. Przecież komediowy image grającego go Mariana Opani znajdzie śmieszne ujście nawet w kontekstach niezbyt zabawnych. Lecz i tak ów rozweselający przerywnik skazany jest za każdym razem zaledwie na lekceważący grymas widza kwitującego taki epizod zdawkowym uśmieszkiem. Iwona Kempa właściwie nie podejmuje się wydobycia ze scenariusza treści innych, takich, które poza przykrym obrazem starczej perspektywy, dałyby asumpt do refleksji ogólniejszych. Wygląda wręcz, jakby reżyserka postawiła sobie za zadanie celowo rozczarować tych, którzy jednak przed przekroczeniem progów Ateneum jeszcze mieli nadzieję, że wesołe jest życie staruszka. Ten mimo wszystko przewrotny wniosek ma dość precyzyjne uzasadnienie. Wszelako zgromadzono na scenie bukiet aktorstwa polskiego (oprócz wspomnianego Opani, także Magdalenę Schejbal oraz Przemysława Bluszcza). Co więcej bukiet ów przecież wielokrotnie rozkwitał z powodzeniem w repertuarze komediowym.

Udało się zatem Kempie przeprowadzić tym samym dwa zabiegi jednocześnie. Przekonać Mariana Opanię, by zagrał wbrew swojej vis comica. Aktor oczywiście rolę uniósł, bo dźwigał nie takie. Po wtóre - pani reżyser sprawiła, iż kompletując obsadę wybitnie komediową można zmontować sztukę i nudną, i smutną zarazem.

"Czy długo ma pan zamiar zawracać światu dupę swoją osobą?" -pyta poirytowany dezynwolturą swojego teścia Pierre (Przemysław Bluszcz). Czy przypadkiem to pytanie nie powinno zostać skierowane do kogoś zupełnie innego?

Tomasz Misiewicz
dla Dzienika Teatralnego
2 czerwca 2017
Portrety
Iwona Kempa

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia