Olśniewająca machina snów

"Słownik chazarski..." - reż: P. Passini - Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

Paweł Passini w "Słowniku chazarskim" wciąga widzów w jej tryby i przez trzy godziny jest jak we śnie. Fantastyczne postaci, cudowne obrazy, transowa muzyka. Żal się budzić.

Chazarowie wierzyli w moc snów, które kreują rzeczywistość. Posiedli też umiejętność podróżowania w snach. I w taką oniryczną podróż, opartą na fragmencie "Słownika chazarskicgo" Milorada Pavicia zaprasza nas Paweł Passini. Przedstawienie zbudowane jest z ośmiu scen. Nie układają się one w linearną opowieść. Każda stanowi odrębny byt-obraz (choć łączą je bohaterowie lub wątki), a w całość składają się one na trzy sposoby, w zależności od tego, z jaką grupą widzów rozpoczęliśmy oglądanie. Bo publiczność podzielona jest na trzy grupy: żeńską, męską i mieszaną, czyli "łowców snów" - i wędruje po całym teatrze w ślad za rozgrywanymi symultanicznie wydarzeniami.

Dla każdej z nich widowisko zaczyna się w innej przestrzeni teatru i od innej sceny. Każda zmierza do finału swoją ścieżką. Czasem grupy łączą się na widowni, czasem mijają w teatralnych zakamarkach. Passini, który nie kryje fascynacji teatralnymi bebechami, uruchamia całą przestrzeń Kochanowskiego (jedna ze scen grana jest pod obrotówką), czyniąc z niej machinę do śnienia, a publiczności przeznacza całkiem dosłowną rolę podróżników. Podziwiać należy wyobraźnię reżysera i sprawność w realizacji tego niezwykłego przedsięwzięcia Choć nie można przemilczeć, że peregrynacje z onirycznego nastroju jednak wytrącają. Pewnym mankamentem jest też fakt, że część widzów niektóre sceny musi oglądać na stojąco. Na tym jednak koniec narzekania, bo widowisko Passiniego to absolutna rewelacja. Reżyserowi i wszystkim współtwórcom udała się rzecz rzadka - teatr, który oczarowuje, wciąga i pozwala zapomnieć o wszystkim poza nim. Teatr, który stwarza własny fascynujący świat, całkowicie inny od tego, co jest na ulicy. Świat wykreowany pięknymi obrazami, bajkowymi kostiumami fantastycznych postaci, malowany światłem i barwą (brawo Zuzanna Srebrna), wypełniony wspaniałą transowa muzyką (pieśń "Kto śpi"

wykonana przez chór statystów brzmi w głowie jeszcze długo po zamilknięciu śpiewaków) i niezwykłymi ptasimi dźwiękami. Świat jak ze snu, gdzie rzeczy znane i bliskie mieszają się z fantasmagoriami, gdzie nie wszystko jest jasne i zrozumiałe, bo rządzi się własną logiką. A przy tym świat wcale nie oderwany od rzeczywistości, w jakiej żyjemy, także tej politycznej. W największym skrócie, ta wielopłaszczyznowa historia jest opowieścią o ludzkości, która ma niewyobrażalne bogactwo wielokulturowości i która zamiast z niego korzystać dla dobra wszystkich, woli podkreślać różnice, czasem traktując je jako oręż w bratobójczej walce. A przecież wszyscy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny, jak przypomina błotniste bajorko na scenie.

Premierowa publiczność podziękowała artystom długą owacją na stojąco. Niektórzy od razu postanowili rezerwować bilety, by pójść przez ten sen jeszcze raz, ale inną ścieżką. Warto, a nawet trzeba, by nasycić się jego urodą i mądrością do końca.

Iwona Kłopocka
Nowa Trybuna Opolska
15 lutego 2012

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia