Opera nie jest samotną wyspą

"Ariadna na Naxos" - reż: Marek Weis - Opera Bałtycka w Gdańsku

"Ariadna na Naxos" to spektakl-manifest, w którym Marek Weiss, dyrektor Opery Bałtyckiej pokazuje, jakie przeszkody musi pokonać opera walcząca o swoje miejsce

Czy kulturę masową można dziś krytykować na poważnie? Czy "obrońcy wyższych wartości" rozsiewający snobistyczne hasła: "Brońmy się!", wygłupiają się na równi z tabloidami wrzeszczącymi: "Strzeżmy dzieci przed gejami!" czy "Niemcy chcą zrobić z nas ćpunów"? 

Na uniwersytetach długo nie cichł śmiech wokół tez "antypopkulturowych" pesymistów. Z elitarystów, jak Theodor W. Adorno, drwiono okrutnie. Właśnie dziś, lata po uspokajających, reinterpretujących rolę "popu" wyjaśnieniach Umberta Eco, Rolanda Barthes\'a, Slavoja Žižka, rośnie pokusa, by wyrzucić telewizor, zacisnąć powieki, znaleźć sobie jakąś wieżę z kości słoniowej i przeczekać. Przez chwilę nie słyszeć, kto z kim i w jakich tipsach.

Muzyka, sztuki plastyczne i teatr stopniowo nauczyły się dialogować z rynkiem, wykorzystywać jego własne obrazy i strategie do jego krytyki. W operze (mimo podejmowanych od lat starań Mariusza Trelińskiego czy Michała Znanieckiego) trwa wciąż wołanie o "czystość gatunku". O niezanieczyszczanie muzyki teatralnością. O wierność partyturze i uszanowanie wyboru tych, którzy wolą siedzieć na widowni z zamkniętymi oczyma. 

Marek Weiss, przejmując w 2008 r. dyrekcję Opery Bałtyckiej (przez lata kierowanej wedle jednej tylko wizji jednego artysty), musiał więc odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Czy opera jest jeszcze sztuką wysoką? Jak wysoką? Czy wysoką na tyle, by nie dało się spojrzeć na nią bez bolesnego skręcania karku? 

Jako manifest zaproponował "Ariadnę na Naxos". Opera Richarda Straussa z librettem Hugona von Hofmannsthala to lekka opowieść o operowych kulisach, za którą kryje się tragedia fałszywych rozpoznań, desperacji i samotności. 

Snobistyczni twórcy opery heroicznej i grupa muzyków rozrywkowych decyzją sponsora mają wystąpić razem na scenie. Zdaniem "pana" wesołe tańce ożywią trochę smętną historię Ariadny czekającej na śmierć na wyspie, gdzie porzucił ją kochanek Tezeusz. Po prologu odkrywającym przygotowania do występu (kłótnie Kompozytora i Tancmistrza, sprzeczki solistów, negocjacje z wysłannikiem sponsora) zaczyna się właściwa "Ariadna" - spektakl w spektaklu. 

Choć Marek Weiss przenosi do szpitala psychiatrycznego tylko drugą część spektaklu, całość staje się opowieścią o alienacji i schizofrenii. Schizofrenii będącej nieodłączną konsekwencją dyskusji typu "co jest sztuką naprawdę, a co nie ma prawa istnieć". Alienacji, do której prowadzi wszelki radykalizm. 

Kompozytor - postać o płonących gorączką, dziecięcych, jakby ślepych oczach kanadyjskiej śpiewaczki Ariany Chris - spala się w bezsensownej walce. Nie ma najmniejszego kontaktu z rzeczywistością.

Hołd, który odda bufonowi grającemu Bachusa (Patric Bladek), myląc go z prawdziwym bóstwem, może zostać jedynie wyśmiany. Śmiech budzą wyniosła diwa (Katarzyna Hołysz) i medialna gwiazdeczka Zerbinetta (Aleksandra Buczek), które nagle zmuszone zostają do współpracy.

Niemożliwość porozumienia, która była tak dotkliwa już przed rozpoczęciem spektaklu w ciemnym, wystylizowanym na banalną, noworyszowską klasykę salonie sponsora, w sterylnej sali szpitalnej stanie się jeszcze widoczniejsza. Pacjenci (wcześniej trupa muzyków) starający się pocieszyć wygłupami porzuconą Ariadnę (Hołysz) jedynie przysporzą jej cierpień. Błagania o śmierć lekarz-Bachus potraktuje jako wezwanie o miłość. Rozwiawszy włos, dumny z siebie i wspaniałomyślny, zafunduje pacjentce-Ariadnie terapię przez dotyk. Wyczerpana dziewczyna weźmie go za posłańca zaświatów i nie będzie stawiała oporu. Kluczowa dla tej serii pomyłek będzie słynna aria Zerbinetty. 

To właśnie tandetnej panience przez chwilę uda się uchwycić sedno różnic. Jej słynne: "Kiedy nowy bóg przychodzi do nas, my ustępujemy, milcząc", w większości dotychczasowych interpretacji brzmiało jak wyznanie kokietki, która nie potrafi oprzeć się kolejnym kochankom. Tu okazuje się dramatycznym wyznaniem człowieka walczącego z dojmującą, nieprzekraczalną samotnością. 

Rola popkultury (ukazanej wcześniej w spektaklu dość banalnie, przez kiczowate kostiumy i prymitywne zachowanie muzyków) staje się wyraźniejsza: masowa rozrywka zagłusza myślenie o przemijaniu, śmierci, indywidualnej odpowiedzialności za swoje życie. Jest skrzywioną, uproszczoną, fałszywą formą terapii. Ale nadal terapią. Ariadna próbująca podczas tej arii obmyć Zerbinettę, zdjąć jej kostium medialnej dziwki, przywrócić autentyczność, niewinność, chce jednocześnie przeciągnąć ją na stronę, gdzie nie ma żadnej nadziei i pocieszenia. Czy ma do tego prawo? 

Spektakl "Ariadna na Naxos" reprezentował Polskę na festiwalu operowym kanału TV Mezzo w węgierskim Szeged, gdzie okazał się jedną z najciekawszych i najbardziej ambitnych produkcji. Transmisję dwukrotnie obejrzeli w Mezzo widzowie w 39 krajach. 

Opera Bałtycka, Gdańsk, "Ariadna na Naxos" Richard Strauss, libretto Hugo von Hofmannsthal, reż. Marek Weiss-Grzesiński, scen. Hanna Szymczak, kier. muz. José Maria Florencio, występują m.in. Ariana Chris, Aleksandra Buczek, Katarzyna Hołysz, Patric Bladek, premiera 30 października.

Joanna Derkaczew
Gazeta Wyborcza
21 listopada 2009

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia