Opera po łódzku

"Cyganeria", Teatr Wielki w Łodzi

Po obejrzeniu oper reżyserowanych przez Petera Brooka czy Roberta Lepage\'a coraz trudniej zachwycić się tym gatunkiem realizowanym poprawnie, “po bożemu", czyli zgodnie z dziewiętnasto- czy nawet osiemnastowieczną wizją kompozytora. Wersje, które niewiele nowego wnoszą do powstałych już wystawień, po prostu trącą myszką.

Łódzki Teatr Wielki na swojej oficjalnej stronie internetowej napisał o Cyganerii: “Gdyby ktoś posilił się na zrobienie rankingu na operowe , to można nie mieć wątpliwości, że na dwóch pierwszych miejscach znalazłyby się dwie opery Giacomo Pucciniego: Madame Butterfly i Cyganeria; obie niezwykle piękne i wzruszające, obie bijące rekordy popularności na operowych scenach świata". Czy jednak polegając “tylko" na geniuszu mistrza, można osiągnąć sukces u współczesnej publiczności?

Cyganeria Pucciniego, jak w większości oper, nie ma skomplikowanego libretta. Cała historia krąży oczywiście wokół tematu miłości. Oto Rudolf i Mimi zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Niestety On, poeta, nie jest w stanie zapewnić odpowiednich warunków bardzo chorej, jak się okazuje, wybrance. Omal nie staje się to powodem rozstania zakochanych. Kiedy wydawałoby się, że wreszcie wszystko dobrze się skończy - Mimi umiera. Tak w dużym skrócie wygląda główny wątek opery. W tle mamy okazję poznać paryską dziewiętnastowieczną cyganerię reprezentowaną zarówno przez głównych bohaterów, jak i ich bliskich przyjaciół (wśród nich malarz, muzyk i filozof).

Łódzka inscenizacja jest oparta na prostocie. Niezbyt skomplikowana, choć monumentalna scenografia nie zaskakuje wykorzystaniem nowoczesnych technik. Twórcy postawili na brzmieniu: silnych głosach łódzkich solistów i pełnej muzyków fosie. Obowiązuje również stara jak świat zasada operowa, że im bardziej skomplikowane partie wokalne tym mniejszy ruch aktorów. Statyczne dekoracje - kontrastujące ze sobą (zgodnie z zamysłem Pucciniego) w poszczególnych częściach nie zmieniają się w trakcie aktów. Nic ciekawego - wydawałoby się. A jednak łódzka Cyganeria miała w sobie energie i urok jakim powinno charakteryzować się każde przedstawienie. Od pierwszych chwil publiczność w wielkim skupieniu śledziła losy zakochanych. Aktorzy interesująco zagrali i zaśpiewali (to pierwsze w operze nie jest oczywiste!). Soliści z każdą kolejną nutą podbijali serce widowni. Czy jest to dowód na ponadczasowy geniusz Pucciniego, czy może zasługa przepięknych głosów solistów?

Pokuszę się o banalne stwierdzenie, że jedno nie istniałoby bez drugiego. Ale pomimo tak prostych środków, twórcy łódzkiej Cyganerii osiągnęli pełen sukces i mimo że daleko im do Brooka czy Lepage\'a, to 21 listopada publiczność zgromadzona w Teatrze Wielkim miała okazję podążyć w zupełnie innym kierunku. Aż chce się napisać, że aby móc podziwiać współczesne wersje klasycznych oper, trzeba najpierw zapoznać się z ich oryginałami, przedstawionymi na wysokim poziomie. A taka z pewnością jest łódzka Cyganeria.

Joanna Rybus
Dziennik Teatralny Łódź
3 grudnia 2008

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia