Opowieści Białej Skały

"Savannah Bay" - reż. Józef Opalski - Narodowy Stary Teatr w Krakowie

W ciasnej przestrzeni dwie interesujące kobiecości i świetne aktorstwa. Anny Polony - z pastelowych odcieni i ciężarem dorobku. Obok nie uzależnione przeszłością - Alicji Wojnowskiej. Postać Polony żegna się z życiem i sceną. Wojnowskiej oczekuje wiele od sceny i życia.

Nie wiadomo w jakim są miejscu i przestrzeni czasowej. Ani też czy ze świata realnego. Opalski wyczarowuje na scenie sytuację, którą określa nierozpoznawalną tajemnicą. Pełną magii odczuwalnej pomimo bariery online. Muzyka zmysłowo podkreśla nastrój na granicy nierealności.

Polony buduje postać starej aktorki z półcieni i kontrastów na pozór nieprzewidywalnie i drobiazgowych poruszeń - świadomie są to środki niedookreślone. Sceniczna stara aktorka wspomina miłość szczęśliwą i sukcesy na scenie, porażki i cierpienia. Polony gra kogoś, kto nie może ofiarować już nic poza pamięcią zdarzeń dawnych. Oscylując na granicy upokarzającej samotności i przebiegłego wyrachowania wymuszającego na młodej zasłuchane współczucie.

Wojnowska gra nie tylko to zasłuchanie, ale coś znacznie więcej. To jej narracja i sterowanie wyznaniami starej aktorki sprawiają, że wsłuchujemy się w nie uważnie. Wojnowska prowokuje tym samą Polony, grając tak na uczuciowości jej postaci, każąc powtarzać opowieści Białej Skały ze spotkania - przyczyny, która spaliła życiową miłość - wręcz bawi się tym. Światła gasną, spektakl się kończy. Czujemy, że byliśmy świadkami intymnej spowiedzi z czyjegoś życia. Pod wrażeniem świetnego aktorstwa i pomysłu na sztukę „Savannah Bay" Marguerite Duras zostajemy sami z dalszym przeżywaniem.

Opalski godzi to nasze usatysfakcjonowanie z pewnym też niedosytem. Nad którymi unoszą się niepokój i nie rozpoznana do końca tajemnica. Obie skryte w scenicznej opowieści.

Jest w postaci Polony romantyczna niedzisiejszość i oczywista nostalgia za przeszłością, która zawsze bywa piękniejsza i lepsza niż teraźniejszość, czy niepewna i dla granej przez nią starej aktorki krótkotrwała już przyszłość. Opalski sugeruje bliskość przeżycia scenicznego z osobistym. Czy to pretekst też dla Polony powiedzenia czegoś ważnego na odchodnym? Ale może nie tak zupełnie jeszcze na pożegnanie!

Z tymi myślami Opalski nas zostawia. Stawiając na scenie dwie postacie, w końcu tylko sceniczne, wyciągnięte z pudełka wyobraźni. W tym przemyślanym głęboko i realizatorsko sprawnym i konsekwentnym aktorskim koncercie. Z zadumą nad naszym uwikłaniem w zawiłości świata. Tu człowieka - artystki, która jak każdy artysta nosi w sobie tajemnicę.

Oprawa plastyczna Aleksandry Redy zacieśnia i tak ciasną scenę sprzętami różnej wymowy. W ogromnym lustrze stara aktorka przegląda się sobie i swojej przeszłości. Tym lustrem steruje młoda. Scena i widownia są blisko. Można przypuścić, nawet oglądając online, że słowo, szelest, muśnięcie słowem, docierają do widzów czytelnie.

Ale kiedy próbujemy doszukiwać się prawdy o postaciach gubimy się w tym. Prawda i fikcja walczą tak zaciekle, że zacierają się same sobą. Można co najwyżej wynieść przeświadczenie, że zawodność pamięci zawsze będzie łagodnym pretekstem do nie dotarcia do prawdy. A tak wolimy.

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
20 lutego 2021
Portrety
Józef Opalski

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...