Osei, czyli czarnoskóry chłopiec z Ghany

"Otello. Ten nowy" - aut. Tracy Chevalier - Wydawnictwo Dolnośląskie

„Otello" Williama Szekspira i „Otello. Ten nowy" Tracy Chevalier to ta sama opowieść o seksualnej zazdrości, tożsamości, zdradzie i rasie. Pisarka podjęła się niezwykle trudnego zadania opowiedzenia Szekspira na nowo, umieszczając akcję w amerykańskiej szkole podstawowej. Zachowała szekspirowski sens, a dramat należący do światowej klasyki ujęła w krótką, bo ponad dwustustronicową opowieść.

Odwaga literacka Tracy Chevalier sprawiła, że książka odniosła wielki sukces. A to z kilku powodów. Jest ona przeznaczona dla nastolatków, a bohaterowie powieści są uczniami klas szóstych. To ważna informacja, ponieważ dla tej grupy wiekowej, i to zarówno w teatrze, jak i w literaturze, a i w operze, pisze i komponuje się bardzo trudno. Tracy Chevalier wykazała się tutaj bardzo głęboką znajomością nie tylko szkolnych realiów, ale przede wszystkim psychiki dojrzewających dziewcząt i chłopców. I co najważniejsze, podejmuje ich problemy emocjonalne, analizuje zachowanie, reakcje, wzajemne przyjaźnie i animozje. Obnaża też szkolny mobbing. Dręczenie młodszych uczniów przez starszych. Obrazuje też postawy nauczycieli, ich relacje z dziećmi. Chociażby tylko z tych względów książka ta powinna trafić do szkolnych bibliotek.

Ten nowy to Osei, zwany krótko - O, czarnoskóry chłopak, syn dyplomaty z Ghany, który ze względu na pracę ojca, trafia do szkoły na przedmieściu Waszyngtonu. Jest i Desdemona, czyli Dee Benedetti, dziewczynka narodowości włosko-amerykańskiej. Oraz Jago, czyli Ian, prowodyr szkolnego mobbingu, dla którego boisko jest areną do walki z każdym, by udowodnić mu swoją siłę i przewagę. Ale nie tylko o fizyczną dominację mu chodzi. Ma też swojego adiutanta, którego wykorzystuje do zadań specjalnych. Ian, to perfidny charakter, knujący intrygi, podporządkowujący sobie dziewczęta, często na drodze seksualnej przemocy. Tak właśnie postępuje z Mimi. Na tym samym podłożu rodzi się u niego zazdrość o emocje, jakie okazują sobie dziewczęta i chłopcy. Właśnie jemu, autorka poświęca sporo uwagi, bowiem to on jest sprawcą wszystkich zdarzeń, jakie rozgrywają się w szkole od zajęć porannych do popołudniowych. Bo akcja powieści dzieje się jednego dnia i obejmuje teren szkoły oraz boiska.

Ten nowy, Osei nawiązuje dość szybko kontakt z Dee, najlepszą uczennicą, a i ulubienicą nauczyciela, pana Brabanta. Ten z kolei, z trudem powstrzymuje się przed rasistowskimi uwagami wobec chłopca. Jest jeszcze Blanka i wspomniana Mimi, blisko związane z Dee.

I podobnie jak w szekspirowskim dziele, Ian, misternie wymyśloną intrygą, powstałą z zazdrości, „wiąże" grupkę dzieci po to, by zniszczyć przede wszystkim emocje, które zaczynają łączyć Dee z Osei. Lecz to, co nauczyciele nazywają „chodzeniem ze sobą", rodzące się przed pierwszą lekcją, a mające już swój koniec po południu, oceniane jest przez nich jako „nic nie znaczące głupstwo". Wśród dzieci urasta natomiast do bardzo poważnego problemu. Najważniejszego, angażującego ich emocje, motywy działania i postępowanie.

A to wszystko rozgrywa się w bardzo kameralnych warunkach. Tracy Chevalier opowiada o tym jednym szkolnym dniu raz to z pozycji narratora wszechwiedzącego, to znów z perspektywy Osei, Dee, Mimi czy Iana. Drobiazgowo opisuje ich przeżycia wewnętrzne, napięcie emocjonalne, a także i to, w jak głęboki sposób dzieci przeżywają wszystko to, co dzieje się w szkole.

Ciekawie jest odnajdywać w nastolatkach zasygnalizowane z szekspirowskiego „Otella" motywy ludzkich zachowań. To bardzo ważne działanie literackie skierowane do dorosłych. Pisarka bowiem przypomina im, że świat wewnętrzny kilkunastolatków to wzburzony ocean emocji. To walka o siebie, o swoje ja, o poczucie własnej godności i wewnętrznej dumy. To także walka o konstytuujące się w nich zasady moralno-etyczne. Ale to również i bunt prowadzący do dramatycznych konsekwencji.

Swój udział w tej tak niezwykłej analizie dziecięcych wnętrz, odsłaniającej najtajniejsze uczucia ma Urszula Gardner, która przełożyła je w subtelny, jasny, nie pozbawiony refleksji sposób. Jej warsztat translatorski widoczny jest również w zachowaniu przejrzystości podczas bardzo szczegółowych opisów zdarzeń z udziałem dzieci.

Na uwagę zasługuje też kompozycja powieści. Podzielona na pięć części, czym nawiązuje do pięciu aktów pierwowzoru, porządkuje rozkład dnia w szkole. Poddaje jednak w wątpliwość zasadność długiej przerwy obiadowej oraz następujących o niej lekcji popołudniowych. Jest to obraz – z jednej strony – szkolnictwa amerykańskiego w latach 70-tych, a z drugiej - pokazujący ponadczasowość problemów, jakie rozwiązują dzieci w szkole bez względu na miejsce i czas. Ten nowy, ta nowa, jest zawsze „inna", czy to ze względu na kolor skóry, czy obcobrzmiące nazwisko, czy jeszcze z innych powodów, a jest ich wiele. Jak również i z tego powodu, że jest „nowy".

Każdy zatem rozdział – akt poprzedza dziecięcy wierszyk – odliczanka. Pierwsza nawiązuje do plecaka Dee, w którym wprawdzie nie było dziury, ale z którego ukradziono różowy piórnik, który Osei dostał od siostry. Ostatnia mówi o Zuzi, lalce niedużej, mającej w kieszeni słońce, a w głowie sto marzeń. Wyraźnie nawiązująca do uczuć, jakimi dziewczęta chciałyby obdarzyć dorastających chłopców oraz do tych emocji, jakich oczekują od nich.

Jednak końcowe godziny na boisku, pełne dramatycznych wydarzeń, odsłaniające w bezlitosny sposób wszystkie motywy działania nie tylko Iana, ale także i przemyślenia dziewcząt i chłopców nie mieszczą się już w ich dotychczasowych kategoriach wyobrażeniowych i myślowych. A zapowiada to pobrzmiewająca w tle piosenka Roberty Flack „Killing me softly" nie tylko odzwierciedlająca radykalną zmianę emocji u dziewcząt, szczególnie u Mimi i Dee, lecz zwiastująca dalszy rozwój wydarzeń, w których to Osei w sposób wulgarny oceni postępowanie Dee. I tak, Dee z porządnej dziewczynki stanie się szkolną dziwką... Tak jak chłopiec w śpiewanym tekście zabija dziewczynę piosenką, tak i on „zabije" swą wypowiedzią Dee.

Powieść ta porusza również pierwsze zainteresowanie chłopców fizycznością dziewcząt i okazywanie go w sposób chamski i prymitywny, szczególnie przez Iana. Odstaje od niego inny uczeń - Casper. Tracy Chevalier niczego i nikogo nie klasyfikuje, nie uogólnia. Każda dziewczynka i chłopiec to odrębne, wyjątkowe indywidualności osobowościowe o określonej już strukturze psycho-fizycznej. I co ważne, autorka dociera do źródeł każdego ich postępku, każdego słowa. Ujawnia, co doprowadza dziecko do takiego, a nie innego zachowania. I tak też jest w przypadku Iana – ukazuje sytuację rodzinną chłopca i w niej szuka przyczyn jego zachowania. Podobnie jest i w przypadku głównego bohatera. Co spowodowało, że Osei wspiął się wysoko na drabinę i skoczył z niej w dół? Osei, podobnie jak Otello, pragnie zemsty. Czy w ten sposób chce się zemścić za wszystkie docinki, uwagi, jakie usłyszał na temat swojej ojczyzny i koloru skóry? Takich pytań jest znacznie więcej. I warto w książce znaleźć na nie odpowiedzi. A szukać ich powinni nie tylko nastolatkowie, ale i dorośli.

Wizja szekspirowskiego Otella w ciele kilkunastoletniego chłopca z Ghany posiada wiele ciekawych interpretacyjnych odniesień do pierwowzoru. Szczególnie wiążą się one z psychiką bohaterów oraz ich postępowaniem. A także z emocjonalną intensywnością działań poszczególnych postaci. Nie można też uciec w obu przypadkach od fascynacji złem, jakie emanuje z postaci Jago i Iana.

I jeszcze jedna refleksja

Zinterpretowany na nowo szekspirowski Otello w powieści Tracy Chevalier prowokuje wręcz pamięć do przywołania z niej najciekawszych inscenizacji. Warto tu przypomnieć operę Giuseppe Verdiego „Otello" w reżyserii Eimuntas'a Nekrošius'a, w wykonaniu Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu w Wilnie, jaki został zaprezentowany podczas Bydgoskiego Festiwalu Operowego, trzy lata temu. Niemal od pierwszej sceny reżyser porozumiewał się z widzami bardzo oryginalną animacją i kodem symboli.

Tłum oczekujący na nabrzeżu na statek z Otellem na pokładzie imitował dłońmi ruch wznoszących się i opadających fal morskich. Reżyser bowiem rękom wyznaczył w tym spektaklu ogromną rolę. Pokazał jak wiele emocji i stanów psychicznych można wyrazić gestem. Miało się wrażenie, że ten osobliwy język ciała dopełnia słowa libretta oraz muzykę. Ręce Desdemony i Otella pozostawały w wpół-zbliżeniach i razem z muzyką „opowiadały" o łączącej ich miłości. Wszak dłoń to połączenie zasady męskiej i żeńskiej. Ale ręka to także zdrada. Reżyser powrócił w swojej inscenizacji do zapomnianej symboliki rąk jako idealnego narzędzia człowieka służącego do kontaktu z innymi. A widz podążał za gestami głównych bohaterów i odczytywał z nich wyrażane treści. Był to prawdziwy teatr dłoni, animowany muzyką Verdiego.

Potężny potencjał znaczeniowy reżyser ukrył również w skrzydłach. Znaku życia i śmierci. Duszy i ciała. Miłości. Symbolu bezpieczeństwa, wolności i wyzwolenia. Gdy Otello emocjonalnie oddalał się od Desdemony i one się rozdzielały. Ogromne skrzydła pełniły wiele funkcji scenograficznych. Były znakiem szczęśliwego powrotu Otella do domu, stawały się małżeńskim łożem, a w końcu połączyły się i zamknęły martwą Desdemonę i Otella niczym w grobie. Eimuntas Nekrošius przywoływał na scenę i same ptaki. Wykonane z białego papieru niczym dusze unosiły się w powietrzu w chwili śmierci małżonków.

Ich plastyczna prostota miała ogromną siłę wypowiedzi.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny
15 czerwca 2018
Książki
Otello. Ten nowy

Książka tygodnia

Mitologia grecka i rzymska - Spotkania ponad czasem
Wydawnictwo Naukowe PWN SA
Katarzyna Marciniak

Trailer tygodnia