Osiecka ku pokrzepieniu serc

„Smak wiśni" – reż. Hałyna Wolowecka - Narodowy Akademicki Ukraiński Teatr im. Marii Zańkowieckiej we Lwowie

Ukraiński „Smak wiśni" zamknął trzeci dzień festiwalu TRANS/MISJE – TRÓJMORZE. Aktorzy Lwowskiego teatru, Olha Bakus i Roman Bil, zabrali nas w inspirowaną piosenkami Agnieszki Osieckiej gorzko-nostalgiczną podróż wagonem PKP Intercity jadącym z Warszawy gdzieś daleko, na polską prowincję, zatrzymującym się na paru przystankach zwanych 'przeszłość'.

Marek i Zosia, oboje po przejściach, niby zupełnym przypadkiem trafiają na siebie w jednym przedziale, gdzie zaczynają się poznawać i rozmawiać o swoich byłych związkach i związanych z nimi wspomnieniami – zarówno tymi lepszymi, jak i smutniejszymi. Można by powiedzieć, że motyw podróży jest metaforą ich przemiany, bo przebywają oni drogę od wzajemnego oskarżeń do wzajemnego zrozumienia. Ich poetycką podróż, utrzymaną w lekkiej i nieco komediowej konwencji, dopełniają liczne piosenki Agnieszki Osieckiej przetłumaczone na język ukraiński. Wypada jednak wspomnieć, że Olha Bakus z gracją i elegancją wykonuje także „Czy te oczy mogą kłamać?" zupełnie po polsku i wychodzi jej to pierwszorzędnie.

Ukraińskim aktorom udało się zabawić publiczność przez ponad półtorej godziny. Ich ekspresywna gra wzmagała komediowe elementy przedstawienia, zwłaszcza w sytuacjach najbardziej groteskowych: na przykład, kiedy Zosia została poderwana przez tajemniczego bogacza wożącego się 'luksusowym Oplem'. Szczególnie dobrze wypadli oni w ich wytwornych interpretacjach Osieckiej, których wykonywanie wyraźnie sprawiało im niemałą przyjemność. Widownia zresztą też bez wątpienia niemałą przyjemność czerpała ze słuchania szlagierów Osieckiej w niecodziennym, zagranicznym wydaniu.

Z pewnością należałoby pochwalić Natalię Stupko, tłumaczkę, która zdecydowała się Osiecką na ukraiński przełożyć. Z tego, co ja przynajmniej zdołałem zrozumieć, Stupko zgrabnie zdołała zachować sens piosenek, zachowując ich charakterystyczną, dźwięczną poetykę i rytm. Bardzo szykownie to wyszło z muzyką na żywo wykonywaną przez orkiestrę lwowskiego Teatru, składającą się z pianina, klarnetu, perkusji, gitary i skrzypiec.

Prezentacja spektaklu została tradycyjnie zwieńczona rozmową prowadzoną przez bloggera i recenzenta Tomasza Domagałę. Jak można się domyślić, trudno było uniknąć pytań na temat funkcjonowania teatru podczas wojny, zwłaszcza, że po dziś dzień wszyscy mamy przed oczami tragiczny los Teatru Dramatycznego w Mariupolu. Choć jest to trudne do wyobrażenia, lwowski Teatr od początku inwazji funkcjonuje niemalże bezustannie i – jak z dumą zapewniali nas artyści – zdołano od tego czasu zrealizować już trzy premiery. I to mimo tego, że próby i spektakle regularnie są przerywane przez syreny alarmowe i trzeba uciekać do schronów na dwadzieścia minut. Niemniej, jak opowiadał Roman Bil, sztuka w Ukrainie jest teraz potrzebna jak nigdy, bo obecny repertuar – nastawiony głównie na lekkie komedię i farsy – służy jako odskocznia nie tylko dla Lwowian, ale da licznych przesiedleńców. Straszna musi to być rzeczywistość, jednakże jest to bardzo pokrzepiające, że artyści ukraińscy starają się wśród ryku syren alarmowych przywrócić chociaż namiastkę normalnego, przedwojennego życia.

Można zatem powiedzieć, że „Smak wiśni" w reżyserii Hałyny Woloweckiej sumiennie oddaje charakter obecnego „teatru wojennego", który funkcjonuje na Ukrainie. Jest to spektakl lekki, sympatyczny i w znacznym stopniu nostalgiczny, tęskniący za czasem minionym.

Tylko możemy się cieszyć, że mamy możliwość obejrzeć ten spektakl w zupełnym spokoju, bez niechcianych antraktów wymuszanych przez wyjące syreny.

Jan Gruca
Dziennik Teatralny Rzeszów
24 sierpnia 2022

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia