Osiedlowe kantaty

"Nieskończona..." - reż: Piotr Cieplak - Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie

"Dawno, dawno temu" - takimi słowami rozpoczyna się najnowszy spektakl Piotra Cieplaka. Na pogrążoną w mroku scenę aktorzy wychodzą powoli. Wychylają się zza drzwi, szepcząc przy tym niekoniecznie powiązane logicznie wyrazy.

Ciąg asocjacji wprowadza postaci na proscenium. Ustawiają się jak chór w kilka rzędów, pod wodzą Trampka (Mariusz Benoit). Ten osobliwy koryfeusz jest osiedlowym lumpem, który zapowiada poszczególne ,,arie" w trakcie trwania przedstawienia.

Punkt wyjścia jest więc bardzo charakterystyczny dla poetyki Cieplaka. Bardzo dokładne operowanie światłami wprowadza klimat rodem z dzielnic, których główną zabudowę stanowią kamienice. Chociaż już scenografia Andrzeja Witkowskiego sprawia, że ta przestrzeń jest bardzo niejednoznaczna. Wysokie balkony powodują, że przychodzą na myśl obrazy architektury staromiejskiej charakterystycznej dla Włoch. Pośrodku stoi kilka rzędów siedzeń składanych, typowych dla dziewiętnastowiecznego wystroju widowni. Są one odwrócone tyłem do oglądających, za to przodem do dodatkowej sceny, przysłoniętej kurtyną. Pamiętna ,,Historyja o chwalebnym zmartwychwstaniu pańskim" wyrosła na nieco innej konwencji, bardziej jednoznacznej. Tutaj formuła teatru w teatrze nie znajduje konkretnego zastosowania, wydaje się być wręcz pominięta.

Przedstawienie rozpada się na ciąg partii śpiewanych i mówionych. Tekst Pałygi jest bardzo podobny do kilku jego poprzednich dramatów, szczególnie do ,,Transformacji", gdzie też wystąpiło zagadnienie społecznego wyobcowania. Muzyczność dialogów i solówek jest jednak bardzo niedopracowana. W wykonaniu scenicznym tekst tchnie sztucznością, a aktorzy niejednokrotnie gubią nutę. Inna sprawa, że reżyser pozwala na fałszywe tony, ale to już element jego stylistyki. Sama muzyka z kolei opiera się na dźwiękach orkiestry, dobrze napisana sprawdza się jako podkład do kulejącego scenariusza. Czy może - libretta, bo konstrukcja ,,Nieskończonej historii" jest podobna do tekstu napisanego według reguł widowiska muzycznego.

Nieco paradoksalnie to właśnie partie zbiorowe, śpiewane, są silnym punktem spektaklu. Szczególnie te, w których wyróżnia się spośród grupy jeden przewodnik. Taka jest pieśń nauczyciela Wiktora (Cezary Kosiński) o znalezionym w antykwariacie eposie o Gilgameszu. Cieplak układa głosy aktorów w samodzielne kompozycje i podkłady. Świergot ptaków przypomina jednocześnie świst gotującego się czajnika. Świat przedstawiony to zbiorowisko ludzi marginesu, żyjących z dnia na dzień w swoim małym uniwersum. To charakterystyczne dla Cieplaka pokazywanie ,,maluczkich" wyrasta z inspiracji teatrem średniowiecznym i komedią rzymską.

Galeria postaci jest bogata. Aniela (Maria Robaszkiewicz) ma ciężko chore nogi, cały czas myśli o zmarłej przyjaciółce, Wiktorii (Elżbieta Kępińska). Ta ostatnia staje się lokalnym aniołem. Biała suknia sprawia, że jej sylwetka nabiera cech sakralnych, choć daleko jej do świętości rodem z ,,Żywotów świętych osiedlowych". O tani pogrzeb dla Wiktorii stara się jej wnuczka Ania (Karina Seweryn). Jej życie z mężem Pawłem (Krzysztof Plewako-Szczerbiński) znaczą ciągłe kłótnie o drobiazgi. Katarzyna M. Zielińska gra Martę, córkę zawsze posłuszną swoim rodzicom. Magda Aleksandry Bożek kpi ze wszystkich naokoło, ale pomaga nawrócić się koledze buntownikowi (Michał Napiątek). Właścicielka zakładu pogrzebowego (Olga Sawicka) daje Marcie pracę, choć chwilę wcześniej kłócą się w aptece. Inteligent (Andrzej Masztalerz) uzasadnia swoje nerwicowe odliczanie każdej czynności tym, że działa przy tym według jakiegoś ,,systemu matematycznego".

Całe przedstawienie obraca się więc głównie wokół zgonu i pogrzebu Wiktorii. Także układ miejsc na scenie wskazuje, że zbiorowa świadomość skupia się dookoła rytuału. Znamienne jest, że kobiety i mężczyźni siadają w ,,ławkach" po przeciwnych stronach, ściśle przestrzegając starych zasad. Pies Zaza (Eliza Borowska) rodzi swoje dziecko już w finale spektaklu. Śmierć staruszki wyrównuje się w narodzinach kolejnej istoty. Cieplak znajduje u Pałygi opis świata, bardzo zbliżonego do tego, jaki można znaleźć w filmach Felliniego czy de Siki. Dostrzega w nim dodatkowo subtelną harmonię, podobną do obrzędów eleuzyjskiego misterium. Natura obraca się niczym koło, bezustannie umierając i odradzając się.

Na tej wizji pojawiają się rysy. Bardzo nierówne jest aktorstwo. Ciekawie wzbogacają różnymi niuansami swoje postacie Kosiński, Masztalerz i Bożek. Płytkie, niedbałe kreacje to role Napiątka i Sawickiej. Osiedlowemu światkowi brakuje swojskości. Postacie z marginesu nie wzbudzają współczucia ani dobrotliwego uśmiechu. Dlatego też jest to spektakl przystępny, ale pełno w nim naiwności. Brakuje mu kameralności, która wzmocniłaby więź aktorów z widownią. Siłą rzeczy czyni to z ,,Nieskończonej historii" wyłącznie poprawne widowisko. We fragmentach czuć w nim sceniczną poezję, przeważnie jednak sekwencje nie wykraczają poza konwencję. Szkoda, że Cieplak nie odważył się zajrzeć za to, co ukryte za uchylonymi drzwiami.

Szymon Spichalski
teatrdlawas.pl
22 marca 2012

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia