Osiem pięter nad głową

"Les Miserables" - reż: Wojciech Kępczyński - Teatr Roma

W teatrze Roma wyrosły paryskie mury i barykady. Na miesiąc przed premierą musicalu "Les Miserables" mrocznymi zaułkami miasta z powieści Wictora Hugo ("Nędznicy") poprowadził nas sceniczny Jean Valjean - relacjonuje Jolana Gajda-Zadworna w Życiu Warszawy.

Wejściem dla aktorów docieramy za kulisy. Za moment otwiera się przed nami nieoczekiwanie duża przestrzeń. Wrażenie jest niezwykłe. Rozległą scenę otaczają zdewastowane fronty i boki paryskich kamienic. Przylgnęły wprost do ścian budynku przy ulicy Nowogrodzkiej.

- Nigdy w historii tego teatru jego powierzchnia nie była wykorzystana w podobny sposób. Nawet rury kanalizacyjne czy elektryczne przewody tu grają - mówi scenograf Grzegorz Policiński, wskazując wtopione w monochromatyczne, ciemne tło podbarwione elementy.

Komponują się ze zniszczonymi murami, obdrapanymi okiennicami i drzwiami.

Schody w kieszeniach

Dekoracje wypełniają też proscenium. Stanął tu m.in. front kamienicy, w której zamieszka Valjean, główny bohater powieści Hugo i powstałego na jej podstawie musicalu Claude\'a-Michela Schönberga.

- W każdej porządnej sztuce musi być scena balkonowa i w naszej też jest - mówi grający Valjeana Janusz Kruciński, wdrapując się po ukrytej z tyłu drabinie. - Moja przybrana córka Kozeta wyśpiewa stąd swoją miłość do Mariusa - dodaje.

Kamienica stoi tuż przy widowni, ale scenograf zaanektował również tzw. kieszenie, czyli boczne pomieszczenia służące do przechowywania dekoracji. Zwykle są one zasłonięte. Teraz nie oddziela ich żadna kotara.

Odczucie rozległej przestrzeni potęguje się, gdy patrzymy w górę. Nad głową mamy osiem pięter. - Do dachu jest 19,5 metra - podpowiada scenograf. Na sztankietach, czyli scenicznych podwieszeniach, czekają na swoją kolej niewidoczne od strony widowni dekoracje.

Jest wśród nich ważące kilkaset kilogramów przęsło mostu.

- To z niego po latach pościgu rzuci się do Sekwany Javert - zapowiada Janusz Kruciński.

By pokazać, jak solidny jest ten element scenografii, odtwórca głównej roli wchodzi na stojące w "kieszeniach" schody. Przypominają oblężnicze machiny i będą dosuwane w odpowiednim momencie do głównego przęsła. Ich ruchem pokieruje sterowany komputerem laser.

Gdy dzielą się ściany

Przedsmak tego, jak zagra scenografia w warszawskiej wersji "Les Miserables", dostajemy już chwilę później. Stojący pośrodku dom nagle dzieli się na pół, odsłaniając wnętrze. Jeszcze minuta i po idealnie gładkiej, specjalnie przygotowanej podłodze sceny przesuwa się romantyczny ogród Kozety.

Te sceniczne czary dzieją się na naszych oczach za sprawą niezwykle precyzyjnych szwedzkich platform. Roma jest pierwszym w Polsce teatrem, który je zamontował. Są w stanie udźwignąć znaczne ciężary. A i ch różnorodna wielkość pozwala animować mniejsze i większe elementy scenografii.

- Teraz jesteśmy na etapie programowania ruchu platform - opowiada Daniel Wyszogrodzki, kierownik literacki Romy i autor przekładu "Les Miserables".

Moduły w szybkim tempie

Białe papierki na czarnej podłodze wyznaczają punkty, które trzeba uwzględnić w sterującym platformami programie. - Kapitalne jest przełożenie nowoczesnej techniki na proces twórczy - ekscytuje się Wyszogrodzki. - Moduły scenografii można łączyć i odsuwać. Zbudować dom, karczmę lub ulicę. Paradoksalnie, im większe możliwości, tym mniej widoczna technika - dodaje.

"Les Miserables" to jeden z bardziej skomplikowanych musicali. Dużo w nim akcji. - Kilkadziesiąt scen zmienia się w szybkim, dyktowanym przez muzykę tempie. Musimy za nim nadążyć - podkreśla reżyser Wojciech Kępczyński.

Jego zdaniem, wnętrza Romy są idealne, nawet do tak wymagających spektakli jak "Les Miserables" czy "Upiór w operze".

I nie wynika to jedynie z proporcji kubatury, w której widownia stanowi jedną trzecią, a scena dwie trzecie powierzchni.

-Wyposażyliśmy teatr w znakomity sprzęt, ale mamy też wspaniały zespół - podkreśla.

Efekty jego pracy zobaczymy podczas premiery 25 września.

- Wykorzystamy wszystkie środki, także w warstwie muzycznej i wokalnej - zapewnia sceniczny Valjean.

- W "Les Miserables" nie ma ani jednej zbędnej nuty. Każda scena to malowanie obrazów, ale połączone z emocjami - dodaje, przywołując końcową frazę spektaklu: "Pokochać całym sercem, to spoglądać Bogu w twarz". - Czy to nie najpiękniejsza pointa i przesłanie?

Jolanta Gajda-Zadworna
Zycie Warszawy
21 sierpnia 2010

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia