Ośmielam poważyć się na porównanie – Beckett i Levin

"Jakiś i Pupcze (Smutna komedia)" - reż. Piotr Szczerski - Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

Najbardziej istotne podobieństwo między Beckettem i Levinem dotyczy intensywnego, długotrwałego zainteresowania, jakie okazywali ludzkiemu cierpieniu i nieszczęściu, wykonując bolesną i brutalną pracę przedzierania się przez warstwy nieważnego do samego sedna.

Becketta słusznie uważa się za dramaturga bardzo uniwersalnego; nie tylko dla jednostki, lecz całe narody przyznają się do wyjątkowego, duchowego powinowactwa. Polacy twierdzą, że pisał właśnie o nich. Irlandczykom nigdy nie przyszło do głowy, że pisarstwo Becketta obejmuje jakąś inną nację prócz ich własnej. Mimo, iż Levin został już przetłumaczony i przetransponowany na inne kultury, Izraelczycy wciąż czują w nim swoją własność. Francuzi zawsze dość szybko przyswajali sobie i adoptowali do swej kultury zagranicznych artystów, nazywając ich „francuskimi"; ten los spotkał pochodzącego z Rumunii Ionescu, Anglika – Brooka i – oczywiście – Irlandczyka Becketta. Sztuki Levina dopiero niedawno wyszły poza izraelsko-hebrajski krąg, dlatego też nie wchłonęła ich jeszcze żadna inna kultura. Tymczasem, po siedmiu różnych hebrajskich tłumaczeniach i rozmaitych wystawieniach Czekając na Godota, a także po niezliczonych eksperymentach w szkołach teatralnych, Izraelczycy chętnie przysięgną, że znają Godota osobiście: dorastał z nimi po sąsiedzku; to prawdziwy izraelski bohater.

Prace Becketta zawierają wiele aluzji do ojczyzny, do miejsc, w których zatrzymywał się w Londynie i Francji, swoim kraju wybranym. Jednakże większość miejsc należy do świata wewnętrznego, to geografia ciała i ducha ludzkiej istoty. Jego scena, to czarne pudło, w którym tworzy. Beckettowska metaforyczna czarna skrzynka jest tym, co przebywa w teatralnej teraźniejszości: to jakby przedłużony testament wewnętrznego teatralnego przypadku, obecność natychmiastowa, zapis pamięci.

U Levina nie znajdziemy z pewnością realnego czy wirtualnego Tel Avivu. W tych mitologicznych sztukach przestrzeń nie jest również „lokalna", a izraelskość bohaterów to tylko cienka zewnętrzna warstwa. Levin używa czasem faktury i koloru ze swej biografii: dzieciństwa spędzonego w sąsiedztwie aszkenazyjskiej (polskiego pochodzenia) klasy średniej. Podobnie we wczesnych pracach robił Beckett. Myli się jednak ten, kto interpretuje przesłanie Levina jako wyłącznie „lokalne" lub też postrzega ową lokalność jako podstawowy element jego pisarstwa. Wierzę, że to samo odnosi się do dzieł Becketta. Psychologiczna interpretacja, która objaśnia tekst w relacji 1:1 pomiędzy życiem a sztuką wystarcza może artystom mniejszego kalibru. Wielkość polega prawdopodobnie na zdolności zaadoptowania, wzniesienia się ponad i przetransformowania materiału, którego dostarcza życie.

Czy nasze porównania mają się opierać na tym, że Beckett i Levin nie tylko swoje sztuki napisali, ale również reżyserowali: swoje własne i żadnego innego autora? Obydwaj postrzegali siebie jako interpretatorów wystawianego tekstu; aby jasno wyrazić swoje intencje sięgali w przedstawieniach po precyzyjnie dobrane środki. Jako reżyserzy obydwaj byli niezwykle wymagający, bezkompromisowi i pedantyczni względem aktorów, scenografów i obsługi technicznej. Jednocześnie okazywali wobec wszystkich, którzy przyczyniali się do prezentacji ich sztuk na scenie wielki szacunek, miłość i uznanie.

Beckett i Levin za wszelką cenę starali się unikać publicznych wystąpień, lecz prywatnie dawali się poznać jako ciepli i wierni przyjaciele. W 1989, po śmierci Becketta i dziesięć lat później, gdy zmarł Levin, żałobne wspomnienia odsłoniły bynajmniej nie zaskakującą głębię i prawdziwe poczucie straty. Podtekst niektórych wspomnień zdawał się mówić: „tylko ja znałem go naprawdę". Na początku kariery Levin i Beckett rzadko udzielali wywiadów, z czasem wycofując się nawet i z tego. Parę miesięcy przed śmiercią, gdy poprosiłem go o napisanie (albo choćby możliwość zacytowania jego słów) wstępu do antologii artykułów poświęconych jego dramatom, Levin odmówił, tłumacząc: „To nie byłoby właściwie zrozumiane". Prawdą jest, że wielkość pozostawia po sobie wrażenie, jakiego doświadczyło wielu czytelników, wielbicieli i wielbicielek, a nawet krytyków Becketta (lub Levina), którzy upierali się, że tylko w nich zmarły „miał bratnią duszę". Jest scena w Tomku Sawyerze Marka Twaina, gdy po rzekomej śmierci małych urwisów, ludzie w kościele chwalą się, że byli z nimi blisko: podobnie było, gdy ludzie chwalili się, że zaliczyli z Beckettem (lub Levinem) bójkę i zostali pobici. Zmarły już T. Carmi, jeden z wiodących izraelskich poetów i tłumaczy, chełpił się, że kiedyś w Paryżu korzystał z ulicznego pisuaru tuż obok Becketta.

Najbardziej istotne podobieństwo między Beckettem i Levinem dotyczy intensywnego, długotrwałego zainteresowania, jakie okazywali ludzkiemu cierpieniu i nieszczęściu, wykonując bolesną i brutalną pracę przedzierania się przez warstwy nieważnego do samego sedna. (...)

Dla obydwu teatr był boskim (i w równej mierze śmiesznym) aktem ludzkiej twórczości, czymś, co podtrzymuje swe istnienie i zarazem samo się niszczy w momencie przedstawienia. To rzecz duchowa i jednocześnie błazenada. (...)

Obydwaj wychodzili naprzeciw możliwości (robili to z nadzieją, desperacją, czy z czystym przekonaniem?), że życie nie ma żadnego meta-sensu i obydwaj wykazywali przy tym wielką mądrość, erudycję, odwagę oraz cudownie cierpkie poczucie humoru. Levin pisze: „Czym jest człowiek? Czym jest życie? I wątek, panie i panowie, najważniejsze to: gdzie jest główny wątek?" (Levin, Plays, vol. 3, s.100). (...)

Beckett w większości swych utworów zajmował się śmiercią, formował ją i żył z nią. Podobnie Levin, który już w młodości, na długo przed fazą gniewu na własną nadchodzącą śmierć, dał wyraz lękowi przed śmiercią jako taką. Choroba, umieranie i śmierć (lub stan jej bliski) były dla Becketta i Levina wyznacznikami życia. Jeśli za „duchową" przyjmiemy samą drogę i akt podążania nią, a nie jej niejasny koniec, obydwu pisarzy możemy uznać za ludzi religijnych.

Shimon Levy

Tłumaczyła Julita Grodek

(-)
Materiał Teatru
14 stycznia 2014

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski