Ostatnia łódź do Babilonu

„Babylon‟ - reż. Neville Tranter - Stuffed Puppet Theatre Silkeborg

Skłócone, oskarżycielskie głosy publicznej debaty na temat polityki krajów europejskich wobec uchodźców zza morza brzmią naiwnie w zestawieniu z błyskotliwym „Babylonem‟ Nevilla Trantera. Przedstawienie to można było zobaczyć 12. października, na scenie toruńskiego Teatru Baj Pomorski w ramach XXVI Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Lalek „Spotkania‟. Współczesna przypowieść o ziemi obiecanej jest zręcznie rozegranym traktatem o ludzkich pragnieniach, który ani przez moment nie wyzbywa się wyróżniającej go finezji.

W „Babylonie‟ każdy czegoś chce. Przewoźnik, ludzie zmierzający do ziemi obiecanej, archanioł-urzędnik, Jezus ze swoją owcą, Bóg i diabeł. Potrzeby jednych są bardziej przyziemne, innych - jak na przykład te szatańskie - cechuje większy rozmach. Tranter przykłada jednak ludzką miarę do każdej ze swoich postaci. Bóg nie jest boski, a stworzony na podobieństwo człowieka, archanioł wygląda raczej na gryzipiórka niż na świętego, Jezus w swoim oddaniu do owcy tak bardzo przypomina właściciela pieska, ukrywającego ukochanego kompana przed swoim wspólnikiem - bezwzględnym, interesownym kapitanem ostatniej łodzi płynącej do Babilonu, diabeł to meloman-artysta, wykonujący popisowy taniec w jednej z ostatnich scen. Natura żadnego z nich nie nosi znamion nadprzyrodzonej. Pragną, tęsknią, boją się i grożą zupełnie jak wszyscy pozostali bohaterowie.

A i wśród postaci ludzkich nie brak osobliwości. Tragicznie osierocony chłopak o śniadej cerze mający za jedynego towarzysza księdza-niemowę (w tej roli, w żywym planie Neville Tranter), zrozpaczona matka, bez pieniędzy i bez rodziny, której wioska została zrównana z ziemią, wspólnik przewoźnika, o mowie bardziej przypominającej gaworzenie dziecka niż język. Ofiary wojny, ale też ludzie przeżywający dramaty, dający upust swoim namiętnościom, czuli, pełni nadziei.

Cechy charakteru każdej z postaci są wpisane zarówno w fizjonomię samych lalek jak i w sposób ich funkcjonowania w toku akcji. Szkliste oczy uchodźców, lekkie jak puch włosy roztrzepanego Boga, zaciśnięte pięści i rozwarte ze złości nozdrza przewoźnika, złożone do modlitwy dłonie matki znakomicie budują obrazy poszczególnych postaci. W każdej z dwójkowych scen (lub razem ze zwierzętami trójkowych) odkrywane są stopniowo namiętności bohaterów. Lekkie, sprawnie prowadzone dialogi sprawiają, że widz angażuje się z pełną uwagą w rozwijającą się historię. Pomimo tego, że tłem wydarzeń jest wojna, tocząca się gdzieś niedaleko, a stawką życie ludzi, którzy wsiądą lub nie na ostatnią łódź płynącą do upragnionego Babilonu, dialogi są żwawe, naszpikowane gagami, a fragmenty, w których występują zwierzęta śmieszą do łez. I nie odbiera to spektaklowi ani grama wartości. Śmiech, łzy, rozpacz i czułość, których doświadczają wszyscy bohaterowie, nie wyłączając Boga, tworzą świetnie wyważoną, zapadającą w pamięć kombinację.

Jakby tego było mało, przy skąpej dekoracji i niewielkiej oprawie muzycznej, spektakl jest popisem umiejętności animacyjnych aktora. Sześćdziesiąt minut na scenie, niemy żywoplanowy bohater, dwa zwierzaki, osiem antropomorficznych postaci. Każda z nich ze swoim sposobem mówienia, swoimi charakterystycznymi gestami, sposobem bycia. Każda ze swoim dramatem, uwikłana całkowicie w wydarzenia rozgrywające się na scenie, mająca swoje cele, pragnienia, rozterki. Swoją historię. Chapeau bas, panie Neville!

Na szczęście dla widza, Tranter przeszmuglował na scenę toruńskiego teatru towar deficytowy - finezję. Komentarze do życia publicznego lub wydarzeń politycznych były, są i będą atrakcyjną osią przedstawień współczesnych. W odróżnieniu jednak od tak częstego, łopatologicznego prezentowania treści, „Babylon‟ stroni od atakowania, moralizowania i wykrzykiwania. Zachwyca za to lekkością i z uporem kieruje uwagę widza na konflikty stojące poza politycznymi przepychankami. Bo człowieka interesuje kilka prostych rzeczy - to czym jest, gdzie znajduje się źródło jego pragnień, co jest bliskie jego sercu. Ale też czasem intrygująca bywa myśl o tym co diabeł robi w wolnych chwilach, czy Bóg ma swojego prywatnego asystenta od parzenia kawy, no i najważniejsze - dlaczego pies w koszyku tak bardzo lubi marchewkę?!

Marta Tomaszek
Dziennik Teatralny Toruń
23 października 2019

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski