Ostatnia stacyjka

"Stacyjka Zdrój" - Teatr Polski w Szczecinie - reż: A. Opatowicz i A. Poniedzielski

Kabaret Starszych Panów. Wasowski i Przybora. Przybora i Wasowski. Klasa sama w sobie, której nikomu przedstawiać nie trzeba. Niektóre teksty, piosenki czy skecze tego genialnego duetu na stałe zagościły w polskim słownictwie. To dzięki Kabaretowi właśnie dał się poznać niezwykły talent Ireny Kwiatkowskiej, Wiesława Gołasa, Mieczysława Czechowicza, czy Kaliny Jędrusik.

Teatr Polski w Szczecinie zaprasza swoich stałych bywalców do przeniesienia się w magiczny świat flirtu, nostalgii i nadziei, okraszony dobrze znanymi i nuconymi przez pokolenia utworami… 

Sobotni wieczór w teatrze. Doskonałe ukoronowanie długiego i momentami nużącego tygodnia, nic więc dziwnego w tym, że sala wypełniona po brzegi. Średnia wieku- średnia, bez krytycznych odchyleń w jedną lub w drugą stronę. Nastrój- pełen oczekiwania. 

Uchyla się kurtyna, rozpoczyna się spektakl, a raczej słowno- muzyczny show. Ciemna scena, na której widać tylko dłonie w białych rękawiczkach, tańczące w rytmie ultrafioletowych świateł. Tajemniczy głos zaprasza do wizyty na Stacyjce, gdzie wszystko co wydawało się być realne, staje się fikcją, a fikcja przeradza się w rzeczywistość. Nagle na scenie zaczynają pojawiać się ludzie. Po ich zachowaniu i nerwowej krzątaninie można się domyśleć, że są to podróżni, który opuścili jeden pociąg i w biegu szukają następnego, żeby broń Boże się nie spóźnić. Jedyną spokojną osobą wydaje się być pracownik tejże stacji- w tej roli Michał Janicki. Tłumaczy on jednemu z zainteresowanych, że nie mają gdzie się spieszyć, ponieważ dotarli właśnie do kresu podróży, że wszyscy tak naprawdę jechali w tym samym kierunku, a punktem stycznym wszystkich tych osób była katastrofa kolejowa, co w konsekwencji zaowocowało… wysiadką na stacji, zwanej pieszczotliwie Stacyjką Zdrój. Zagmatwane? I bardzo dobrze. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.   

Początkowo ludzie na Stacyjce nie do końca zdają sobie sprawę z tego, co się stało (grupa muzyków, którym pokazuje się blond piękność, jest przekonana, że w końcu uśmiechnęło się do nich szczęście). Jednak im dłużej przybywają w tymże bycie/niebycie, tym bardziej zaczynają sobie zdawać sprawę z odrealnienia tego miejsca. Zdziwienie budzi zegar bez wskazówek, postaci wyjęte z najprzeróżniejszych epok i stanów, które żyją ze sobą w zgodzie, nie zauważając różnic. Przybysze zaczynają przyzwyczajać się do atmosfery panującej na tym swoistym rozdrożu, jakim dla nich jako laików jest Stacyjka Zdrój. Przez cały czas serwowane są widzom piosenki rodem z Kabaretu Starszych Panów, które wkomponowują się w przytaczane scenki, „obrazki z zaświatów”, mówiąc ściślej. Mamy tu więc „Addio pomidory”, „Tanie dranie”, „Kaziu- zakochaj się” i wiele, wiele innych utworów, które zawdzięczamy ekspresji Wasowskiego i pomysłowości Przybory.  

Nie przytoczę tutaj konkretnej fabuły, albowiem takowej sztuka ta nie posiada. Nie wpływa to bynajmniej na negatywny odbiór spektaklu. „Stacyjka Zdrój” to chwytliwa hybryda musicalu i kabaretu, ujęta w teatralne konwencje i doprawiona szczyptą nostalgii za dawnymi czasami. Muzykalność przedstawienia wynika głównie z tego, że aktorzy na żywo odtwarzają repertuar Kabaretu, a teksty piosenek pełnią tu dwojaką rolę- czasami są podsumowaniem wypowiedzi postaci, innym razem zaś stanowią możliwość „wyrażenia niewyrażalnego”, kiedy to bohater chce nadać sobie odrobiny powabu, tajemniczości, sekretu… Wpływa to znacząco na subiektywny odbiór spektaklu przez poszczególnych widzów, ponieważ każdy wyniesie coś innego, coś tylko dla siebie.  

Teraz kilka słów o aktorach i reżyserach „Stacyjki Zdrój”. Na początku brawa za wspaniałą kompilację utworów Kabaretu Starszych Panów i dopracowaniu tekstów. Dalej- widać było, że aktorzy dobrze się bawią, stosując swoistą żonglerkę słowno- muzyczną, pomiędzy postaciami dochodziło do zaplanowanych, poprawnych i komicznych interakcji, które miały za zadanie ukazanie relacji na gruncie relacji damsko- męskich (jak widać, nawet w zaświatach istnieje ten problem J). Poza tym watro zwrócić uwagę na występującego gościnnie Andrzeja Poniedzielskiego- współreżysera i odtwórcy roli Poety, który jest jednocześnie Wizjonerem i Kreatorem Świata (nie mylić z Bogiem). Aktor ten charakteryzuje się grą o nostalgicznych ciągotach, specjalizuje się w postaciach zabawnych, pozytywnych i nacechowanych dodatnio, a jego mimika, gesty są zazwyczaj opanowane, spokojne, prawie że flegmatyczne. Istny polski Buster Keaton. Jego nonszalancja na scenie dziwnie przyciąga i fascynuje widza, przez co Poniedzielski jest uważany za jednego z najsympatyczniejszych współczesnych aktorów teatralnych. 

Na koniec wyjaśnienie tytułu. Idąc śladem moich osobistych interpretacji i skojarzeń, pojawia się pytanie: z czym kojarzy się słowo „zdrój”? z uzdrowiskiem oczywiście. Może więc Stacyjka Zdrój to nie tylko ostatnia stacja, istny Czyściec, gdzie „życie” płynie sennie i leniwie? Dla mnie jest to miejsce, gdzie możemy dokonać aktu samouzdrowienia z naszych niebezpiecznych żądz, pragnień i problemów, które wobec pojęć eschatologicznych nie mają najmniejszego znaczenia. Owy „zdrój” to także szansa od losu, by zmienić swe życie, obrócić je ku lepszej drodze, ku innej stacji. Jestem zdania, że „Stacyjka Zdrój” jest bardzo dobrym spektaklem, który uświadamia widzowi niezaprzeczalne fakty. Po pierwsze, że (…)” piosenka jest dobra na wszystko…”- pozostając w konwencji Kabaretu, po drugie, że Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski nie bez kozery należą do nurtu najwybitniejszych artystów, kształtujących gusta Polaków i po trzecie wreszcie, że nie należy czekać aż do samego końca, by obrócić się za siebie, dostrzec błędy, ponieważ wtedy może być już za późno na ich naprawę. 

Przed świadomym dotarciem na Stacyjkę Zdrój należy pozamykać swoje sprawy, pogodzić się z myślą, że to „podróż za jeden uśmiech” i tylko w jedną stronę. Tak naprawdę zależy od nas, czy nasza prywatna Stacyjka okaże się niebem, czy piekłem… Takie przesłanie wg mnie kryje się za tym spektaklem. Oczywiście każdy potraktuje go inaczej, sam dojdzie do istotnych dla siebie wniosków. Niech podsumowaniem moich słów będzie stare chińskie przysłowie, które ostatnio przypomniał mi mój znajomy: „Nawet popsuty zegar dwa razy na dobę wskazuje poprawną godzinę”.

Małgorzata Maciejewska
Dziennik Teatralny Szczecin
25 marca 2009

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Dzień Dziecka w Baju P...
Zbigniew Lisowski
Wycieczka po Teatrze Baj Pomorski w T...