Oszaleć nie tylko z miłości

„Othello" – reż. Maciej Sobociński – Teatr Bagatela w Krakowie

Dzieła Williama Szekspira śmiało można nazwać ponadczasowymi i uniwersalnymi, niezależnie od epoki i szerokości geograficznej. Przykładem jest wyreżyserowana przez Macieja Sobocińskiego tragedia „Othello" dla krakowskiego Teatru Bagatela.

Premiera miała miejsce w kwietniu 2007 roku, a dziś cała sztuka dostępna jest na kanale teatru na YouTube do końca miesiąca w ramach akcji #Zostańwdomu i #Bagatelawtwoimdomu.

Przeszłość kontra teraźniejszość
Już pierwsze widoczne elementy utwierdzają widza w przekonaniu, że wartości i prawdy (nierzadko bolesne) przekazywane przez Szekspira w jego dziełach nie mieszczą się w konkretnych ramach czasowych. Scenografia spektaklu jest zbudowana oszczędnie, ale przemyślanie, łącząc w sobie styl klasyczny i nowoczesny, jak choćby marmurowe rzeźbienia symbolizujące bogactwo i przepych, w jakich żyli weneccy szlachcice. Pod nimi zaś dostrzegamy proste szklane misy z wodą, niczym współczesne umywalki w wielu dzisiejszych domach.
Następnie uwagę przykuwają stroje bohaterów. Twórcy zdecydowali się podkreślić ponadczasowość poprzez ubranie aktorów w garnitury o współczesnych krojach, a aktorki–w proste suknie lub kombinezony oraz marynarki.

Diabeł tkwi w szczegółach
„Othello" zdecydowanie nie jest sztuką, którą ogląda się lekko i przyjemnie. O ile oswojona już przez pop kulturę historia Romea i Julii, choć tragiczna, wzbudza głównie miłe odczucia, a na koniec zostawia smutek w sercu widza, o tyle „Othello" potrafi wprawić w przerażenie. Na scenie leje się pot i łzy, w ruch idą pięści, agresja, prymitywne odruchy i wrzask. Z każdą kolejną minutą szaleństwo narasta, aby w końcu osiągnąć swoje apogeum i zostawić niemal namacalny ból.

Grający Othella Marcel Wiercichowski stanął przed największym wyzwaniem (i mu sprostał), gdyż to właśnie u jego postaci dokonuje się największa przemiana. Othella poznajemy jako spokojnego, opanowanego, chłodnego wręcz stratega, dowódcę armii weneckiej, a przy tym czułego, oddanego męża. Dziś nazwalibyśmy go prawdziwym, idealnym mężczyzną. Na koniec zaś po opanowaniu i miłości nie ma już śladu–stoi przed nami oszalały z bólu i gniewu obłąkaniec. Zmiana zachodzi stopniowo, prawie niezauważalnie, co objawia się nie tylko w dialogach, ale także subtelnej mimice, gestach i spojrzeniach Pana Wiercichowskiego.

Niełatwym zadaniem była także rola Jago (Marcin Sianko)–podstępnego chorążego Othella. Jago jest sprawcą całego zamieszania i w konsekwencji tragicznego zakończenia. To jego sugestie jakoby żona dowódcy, Desdemona (Urszula Grabowska) zdradzała męża, doprowadzają Othella do obsesji.

Jago jest postacią demoniczną, choć jego motywy nie są do końca jasne. Tutaj również ogromną rolę odegrał sposób przedstawienia postaci–gesty, spojrzenia, delikatne, choć tak wyraźne zmiany w wyrazie twarzy. Pan Sianko w pewnym sensie puszcza do widzów oczko, ale nie w sposób uwodzielski, lecz niepokojący, taki spode łba, niczym knujący Lucyfer. Jest po prostu diabelski!

Na uwagę zasługuje także postać Bianki (Anna Rokita), kochanki Cassia (Michał Kościuk). Jeśli Jago wydaje się mefistofeliczny, to Bianca z całą pewnością wyszła właśnie z najgłębszych czeluści piekła. Upiorny makijaż, charakterystyczne syczenie i ruchy językiem niczym u węża, sposób wypowiedzi i ruchy imitujące stosunek seksualny tworzą wyuzdaną postać kojarzącą się jednoznacznie z sukubem, a może i samą Lilith.

I choć Bianca pojawia się łącznie na scenie zaledwie na kilka minut, jej obcesowe zachowanie i szatański wyraz twarzy pozostają na długo w pamięci widza.

Smutne prawdy
Klimat tragedii budują także wstawki rozpoczynające kolejne akty oraz zakończenie sztuki. Co jakiś czas widzowie są świadkami prywatnych rozmów Othella i Desdemony, jakie małżonkowie mogliby prowadzić na osobności w noc poślubną lub przed udaniem się wspólnie na spoczynek. Początkowo mogą się one wydawać niewinne, jednak z czasem i rozwojem akcji, kiedy widzimy Othella dźwigającego bezwładną Desdemonę, możemy się domyślać jak przerażający będzie finał tej historii.

„Othello" bez wątpienia jest sztuką ponadczasową, obnażającą jak niedoskonałą istotą jest człowiek. Spektakl stworzony przez Macieja Sobocińskiego utwierdza nas w tym przekonaniu. Chwilami przedstawiana historia zdaje się schodzić na dalszy plan, a głównym celem jest przekazanie uczuć i zagmatwanych myśli w głowach bohaterów. Miłość i kłamstwo. Krzyk i płacz. Śmiech i taniec. Intryga i szaleństwo. Wszystkie elementy tworzą w punkcie kulminacyjnym wciągający widza huragan namiętności, aby na końcu dać mu przykrą i bolesną lekcję–ludzkie słabości zawsze były, są i będą niezmienne.

Paulina Cirocka
Dziennik Teatralny Trójmiasto
27 kwietnia 2020

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...