"Ożenek" Wyrypajewa

"Ożenek" - reż. Iwan Wyrypajew - Teatr Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Warszawie

Zanim mechanizm "Ożenku" pójdzie w ruch, oczom widzów ukazuje się śnieżnomarmurowa zabudowa przodu sceny, nawiązująca do architektury carskiej Rosji pierwszej połowy XIX w. W oknie widać kilka sprzętów do siedzenia i wypoczywania - jakieś fotele, kanapy, kojarzące się z leniwym spędzaniem czasu. Głos z offu informuje, że właśnie rozpoczyna się I akt "Ożenku", i na scenę wysuwa się lekko tanecznym krokiem Marcin Bosak, wypowiadający kwestie Podkolesina, bohatera doskonale nijakiego. Ubrany jest w strój z epoki, ale sposób zachowania wywodzi po części z dawnego teatru, w którym aktor grał do publiczności, a nie do partnera, a po części z rosyjskich kreskówek z charakterystyczną dla nich gestyką i nienaturalnym ruchem. Ich rodowód podkreślają u innych osób przyklejone, zadarte nosy i marionetkowy ruch.

Obsada w tym "Ożenku" nie idzie po warunkach. Podkolesin wygląda na amanta, Swatkę gra młoda aktorka, zalotnikom Anuczkinowi i Zewakinowi daleko do jesieni życia, podobnie jak znacznie postarzonej Cioteczce Marii Kani. Już w doborze wykonawców kryje się ważna podpowiedz dla widza: nie zobaczy tu tradycyjnych postaci. Co więcej, usłyszy niemal wyśpiewane kwestie, melorecytację z wybijanym rytmem, znaną z innych przedstawień Wyrypajewa.

Ale to nie koniec zaskoczeń. Tłem scen czy raczej ich kontrapunktem są cerkiewne chóry, wprowadzające do scenicznych sytuacji szczególny kontekst. Toczy się gra: wilk goni zająca. Atakuje wilk, Koczkariew Łukasza Lewandowskiego, który nawet od czasu do czasu oblizuje się z apetytem i szczerzy kły. Ale tu nie ma dobrych zwierząt. Nawet zając Podkolesin, choć tchórzem podszyty przeciętniak, gotowy jest popełnić niejedno świństwo. A panna na wydaniu Karoliny Gruszki? Zakochana natychmiast i bez pamięci w sforze zgłodniałych zwierzaków. Gotowych ją podporządkować, usidlić, wykorzystać, zniewolić. Ona też nie wygląda na zastraszoną pannę młodą.

Iwan Wyrypajew odziera Gogola z rodzajowości i lokuje jego opowieść w czarnej dziurze kosmosu. W drugim akcie fotele wędrują do przodu, niemal na proscenium, a czarna czeluść w głębi sceny odbijać będzie w lustrach świat powiększony o niezmierzoną przestrzeń. To w nią wpada na koniec Podkolesin, kiedy w ostatniej chwili decyduje się uciec przed ożenkiem i wyskakuje przez okno. Żadnego okna tu jednak nie ma - skacze w czarną czeluść.

Tomasz Miłkowski
Przegląd
27 lutego 2013

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia