Pandemia w postpandemii

„Czerwone Nosy" - aut. Peter Barnes - reż. Jan Klata - Teatr Nowy w Poznaniu

„Czerwony Nosy" w reżyserii Jana Klaty miały swoją premierę 21 lutego 2021 roku. Obecnie jest III kwartał 2022, szybko licząc, minęło ponad półtora roku od spektaklu premierowego.

W drodze do Teatru Nowego w Poznaniu zadawałem sobie jedno pytanie — czy spektakl, dotykający tematyki pandemicznej i na jej fali wykreowany przez ekipę Teatru nowego, znajdzie swoje miejsce w zdecydowanie mniej pandemicznych warunkach, jakie obecnie zaczynają formować się w naszym obecnym, zaryzykuję stwierdzenie, postpandemicznym świecie? — Nie będę Państwa trzymał w niepewności. Radzi sobie w tej postpandemii koncertowo.

Zaznaczę na wstępie, że to moje pierwsze zderzenie z tą tragikomedią, nie widziałem oryginału Petera Barnesa ani wcześniejszych adaptacji Teatru Nowego w Poznaniu, będę odnosił się jedynie do wersji dzisiejszej, czyli wersji Jana Klaty.

Przedstawiona historia dzieje się w czasach pandemii, nie tej obecnej, a tej największej w dziejach starego kontynentu, XIV wiecznej Czarnej Zarazy. Miejscem akcji jest ówczesna zdziesiątkowana Francja, gdzie Śmierci nie poddał się pogodny Ksiądz Flote (w tej roli Łukasz Szmidt), który wraz z nowo poznanym zakonnikiem, porozumiewającym się za pomocą dźwięków, a żeby być dokładniejszym – za pomocą dzwonków, Braciszkiem Sonerrie'm (w tej roli Janusz Andrzejewski), postanawiają zebrać grupę ocalałych umiejących aktorzyć, rozbawiać i rozśmieszać. Tym sposobem inicjują kolektyw artystyczny „Czerwone Nosy", czyli trupę teatralną, która za cel postawiła sobie przez śmiech, żarty i zabawę dać ludziom nadzieję na lepsze jutro, na jutro bez nędzy i wszędobylskiej śmierci. Za zgodą papieża Trupa przemierza Francję wzdłuż i wszerz, wystawiając w każdej napotkanej osadzie Jasełka w formie parodii Nowego Testamentu.

Szczególne uznanie należy się odtwórcy głównej roli, czyli Łukaszowi Szmidtowi. Postać księżulka Folte'a jest charakterem żywiołowym, ekspresyjnym do granic możliwości, w którego DNA wpisane są groteskowość i przerysowanie. Taką postać niełatwo poprowadzić, nie każdy aktor będzie w stanie wydobyć z niej tę żywiołowość czy groteskę, przerodzić może się ona w karykaturalnego klauna, nużącego widza swoją nadpobudliwością i przaśnością. Klata, angażując Szmitda, nie pomylił się. Szmidt uniósł tę rolę nie tylko ontologicznie, ale również czysto fizycznie. Cztery godziny nieustającego ruchu, śpiewu i, co oczywiste, słów. Słów żywych, pogodnych i głośnych. Nie lada wyczyn.

Wzmianka należy się również Januszowi Andrzejewskiemu wcielającemu się w wyżej wspomnianego braciszka zakonnego Sonerrie, który to przez całą sztukę nie wypowiada ani jednego słowa, ponieważ porozumiewa się, jak już wyżej zdradziłem, za pomocą dzwonków! Nie, nie ma przy sobie tych dźwięcznych przedmiotów, ruchem wywołuje wszędobylski dźwięk, jest jakby to najłatwiej określić MIMEM, a więc gra ruchem, a jak ruchem, to i ciałem. Tu należą się brawa nie tylko dla aktora, ale również Maćko Prusaka odpowiedzialnego za choreografię.

Przechodząc do strony wizualnej, Klata wraz z Justyną Łagowską zdecydowali się na minimalistyczną scenografię, postawiono nie na otoczenie, a na kostiumy oraz pojedyncze akcesoria. Zabieg ten tworzy swego rodzaju przestrzeń, która wymusza na widzu proces imaginacji, czyli każe, dopowiadać sobie, to gdzie znajdują się bohaterowie. Działanie to nie jest niczym nowym czy rzadkim, jednak w tym przypadku wybija się na tle innych sztuk korzystających z tego rodzaju zabiegów. Powodem jest światło oraz muzyka – połączenie to wytwarza na scenie niezwykle sugestywną atmosferę, pozwalającą widzowi nakierować się samoistnie na właściwą ścieżkę imaginacji.

Postpandemia nam się zaczyna, jak już wspominałem, a spektakl się broni. Wiecie Państwo dlaczego? A dlatego, że pandemia jest jedynie tłem dla opowieści, nie o pandemii ona traktuje, nie o chorobie. Historia ma przesłanie, ale przesłanie uniwersalne, traktujące o człowieku jako bycie będącym-w-świecie.

Wyszedłem ze spektaklu wyciszony, w nastroju posępnym, to w żadnym wypadku nie wada a zaleta, zmusza on bowiem do refleksji, w moim przypadku wielowarstwowej.

Mateusz Nowicki
Dziennik Teatralny Poznań
24 września 2022
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia