Papkin Show

"Zemsta" - reż. Waldemar Śmigasiewicz - Och-Teatr w Warszawie

Kilka tygodni temu Cezary Gmyz powiedział, czy napisał gdzieś, że jest przerażony brakiem w polskich teatrach narodowego repertuaru. Wszędzie jakaś zgnilizna moralna, bezeceństwa i pederastia - pewnie sobie pomyślał. I jakby w odpowiedzi na Gmyzowe jęki nastąpił, ostatnimi czasy, narodowy urodzaj. Chwilę temu mieliśmy w Warszawie premierę "Irydiona" w Teatrze Polskim, a teraz "Zemsta" wskakuje na afisz i to razy dwa. Jedną przygotował Waldemar Śmigasiewicz w Och-Teatrze, a drugą w marcu w Polskim robi Krzysztof Jasiński. Cześnika zagra Olbrychski, a Rejenta Seweryn. Strach się bać.

Ale wróćmy do Ochu. Pomysł na ten spektakl i jego inscenizację to jakby abc teatrzyku szkolnego. Scenografia i kostiumy to jakieś szmaty zakupione w centrum handlowym przy Marywilskiej, na środku sceny płot z patyków i wyschnięty kikut drzewa. Co i rusz zza szmat dochodzą dźwięki, które mają nam przypominać w jakich okolicznościch przyrody dzieje się akcja (gdybyśmy zapomnieli). A to kura zagdacze, a to kogut zapieje (to oznacza, że jest dzień), a to pies poujada, a to puchacz zrobi "huhuhu" (to oznacza, że jest noc). Wszystko jest jasne, klarowne, wyjaśnione, żeby przypadkiem jakiś widz (pewnie debil) nie musiał ruszyć głową i się zastanowić nad tym, co widzi i słyszy. Ale zostawmy martwą naturę, a przejdźmy do żywej, bo to ona miała stanowić siłę napędową tej "Zemsty".

Zacznę od pań. Takie niemrawe kukły zdarza się oglądać na scenie naprawdę nieczęsto. Zofia Zborowska (Klara) nawet coś próbuje, ale jednak nie potrafi, a już Viola Arlak (Podstolina) to jakiś drewniany koszmar. Nie przeszłaby nawet castingu do "Kac Wawy". Przykre to, bo obydwie postaci napisane są przecież przez Fredrę bardzo smakowicie. Z panami jest lepiej, choć jeśli rolą Rejenta Wiktor Zborowski świętuje swoje 40-lecie na scenie, to smutny to jubileusz. Całość właściwie opiera się na rzeczywiście zabawnym i wykorzystywanym już wielokrotnie, głównie w telewizji, duecie Cezary Żak (Cześnik) - Artur Barciś (Papkin). Pytanie na ile sprawność tego duetu w "Zemście" to zasługa reżysera, a na ile aktorów. Obstawiam opcję numer dwa.

Ale i w tym duecie jest gwiazda. To bez wątpienia Artur Barciś, który stworzył pełnokrwistą, komiczną, energiczną, charakterną postać. Tak sprawnie operuje Fredrowskim wierszem, że człowiek zapomina dość szybko, że ogląda tekst rymem stojący. Barciś używa całego komediowego arsenału: intonacji, gestu, mimiki, kostiumu. Po prostu szaleje, ale nie zagrywa się kabaretowo pod publiczkę, tylko świetnie gra. Publiczność kupuje go od razu. Na widowni czuć nawet poruszenie za każdym razem kiedy pojawia się na scenie. O teraz, będzie znowu fajnie - zdają się myśleć oglądający. W kolejce do szatni wszyscy gadają tylko o Papkinie. I słusznie, bo ta kilkuosobowa inscenizacja, to nic innego jak rewelacyjne Papkin Show.

Mike Urbaniak
panodkultury.wordpress.com
23 lutego 2013

Książka tygodnia

Kwiatkowska. Żarty się skończyły
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marcin Wilk

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...