Paranoja jest goła

16. Wałbrzyskie Fanaberie Teatralne Nostalgia. Koniec.

Część pierwsza

Tegoroczny, kultowy już festiwal „Fanaberie", organizowany w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu, tym razem odbywa się pod hasłem „Nostalgia".
I wydawać by się mogło, że zarówno widzowie, jak i twórcy płynęli w smutnych oparach melancholii, jednak nie do końca tak było. Nostalgia nie jedno ma oblicze i może przybrać różne formy. Tak też podzieliłabym festiwal : z jednej strony wspominaliśmy teatr buntu, nonkonformizmu czyli słynne spektakle duetu Strzępka i Demirski „ Niech żyje wojna", „ O dobru", „ Był sobie Andrzej, Andrzej i Andrzej", mimo, że zrealizowane kilka lat temu, to tak aktualne, pokazujące mechanizmy wpływu mass mediów, pop kultury na świat konsumentów, krytykujące martwy establishment i szukające nowych środków wyrazu, próby komunikacji z wrażliwością współczesnego widza.

Buntu i gniewu , atawistycznego i kobiecego, doświadczyliśmy w spektaklu – recitalu młodej aktorki z Teatru im. Ludwika Solskiego z Tarnowa, Karoliny Gibki w reżyserii Joanny Satanowskiej. W świetnym pokazie, przetykanym krótkimi filmikami, stylizowanymi na archiwalne lata 80 – te, aktorka wcielała się w postać Kory, niedawno zmarłej, charyzmatycznej wokalistki. Jej bardziej i mniej znane piosenki, jak „Szare miraże", „Boskie Buenos" brzmiały świetnie w nowoczesnych aranżach, ich teksty brzmią dziwnie aktualnie. Dotykają przestrzeni autonomii kobiety, jej wolności, niezależności, z resztą w wywiadzie, który prowadzi z nią wścibski dziennikarz ( Marcin Hycnar) poruszany jest konflikt z ówczesną władzą, zespół odmówił występu dla młodzieży radzieckiej, co spotkało się z kilkumiesieczną jego ignorancją przez radio i telewizję. „Kora" opowiada też o swojej traumie molestowania w domu dziecka, jest najlepszą patronką kobiet uciśnionych i krzywdzonych. W głosie aktorki czuć było ten gniew, walkę i siłę, która jest wieczna i niezniszczalna.

Bunt to też monodram Jakuba Mieszały z jeleniogórskiego Teatru Odnalezionego w reżyserii Łukasza Dudy czyli „Tlen" Iwana Wyrypajewa.
Rzecz o toksycznej miłości czy raczej namiętności do innej kobiety Rudej, która prowadzi bohatera na manowce wyobraźni, na których zaginęły wszelkie wartości, biblijne cytaty miksują się z obrazoburczymi obrazami szalonej rosyjskiej wyobraźni. Podzielony jest na 10 opowieści w rytm transowej muzyki, która prowadzi bohatera niczym w „ Boskiej Komedii" Dantego przez 9 kręgów piekielnych przez obszary na świecie, w którym toczą się religijne wojny, przez Moskwę, wszędzie tam, gdzie obecne są przemoc i świętokradztwo. Czy tlenem jest czysta miłość do kobiety – ideału, jednak też grzeszna i niedostępna. Aktor genialnie wciela się w różne postacie, od bycia show – menem do konfesyjnych wyznań, czynionych marionetce, jego wrażliwym alter – ego.

Pozostałe spektakle i eventy to te, którym towarzyszył klimat schyłku, przemijania, gdyż tym razem festiwal w tej formule i pod tą nazwę odbywa się po raz ostatni. Taka jest decyzja teatru, powodowana brakiem dofinansowania. Jednak kierujący wałbrzyską instytucją mają nadzieję na pozytywne rozpatrzenie innego, równie ciekawego i oryginalnego wydarzenia, które niech będzie jeszcze kolejną złotą wałbrzyską tajemnicą.

Justyna Nawrocka
Dziennik Teatralny Wałbrzych
8 grudnia 2018

Książka tygodnia

Cztery Dramaty
Wydawnictwo Ossolineum
Cyprian Norwid

Trailer tygodnia