Parodia czy antymusical?

"Idiota" - reż: Wojciech Kościelniak - Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu

Duże rozczarowanie: \'Idiota\' według Dostojewskiego sytuuje się gdzieś między niezamierzoną parodią wywiedzionego ze scen dramatycznych \'nowego brutalizmu\' a pozbawionym przebojów antymusicalem

Żądza, zazdrość, ambicja, chciwość Nieszczęsny książę Myszkin, Chrystus nowożytnych czasów, nie miał szans, by przetrwać. U Kościelniaka, który czyta Dostojewskiego blisko 150 lat później, w oderwaniu od obyczajowych realiów oryginału, konfrontacja idealizmu, dobroci i naiwności ze zdegenerowanym światem też prowadzi do tragedii.

To nie jest adaptacja prozy Dostojewskiego. Wrocławski reżyser napisał własną opowieść, luźno zainspirowaną wątkami słynnej książki, pozbawioną jej fabularnej i psychologicznej głębi. "Idiota" Kościelniaka jest zrobiony ze śmiertelną powagą, z formalną starannością godną arcydzieła - i jednocześnie razi pustką, efekciarstwem, egzaltacją. Nie zachwyca, nie przekonuje, nie wzrusza.

Cały spektakl rozgrywa się w kuchni. Jest wspaniała czerwona lodówka, zlew, elektryczna płyta do gotowania, czajnik, garnki, w finale także intensywne opary gotowanej kapusty. Kościelniakowy "Idiota" jest bowiem metaforyczną opowieścią o konsumpcji. "Wszystko w tej inscenizacji obraca się wokół pożerania: postaci próbują zdominować się, pochłonąć wzajemnie. I my przecież pożeramy tak rzeczywistość, jakbyśmy się bali, że ktoś nam ją zabierze". Deklaracja na swój sposób sensowna, ale wykonanie - okropnie pretensjonalne. Postaci zatrudnione w celu zilustrowania tezy inscenizatora gubią się w oderwanych od siebie scenach, narracyjnych skrótach, przydługich monologach, aktorskich etiudach. Bohaterowie to martwe figury, niewydarzone alegorie, na dodatek zagrane przez aktorów wprost, bez niuansów, na granicy warsztatowej nieudolności.

W pierwszej scenie apatyczny Myszkin (Jakub Lasota) pojawia się w koszulce z napisem "Solidarność" - niby przypomnienie czasów, gdy wszyscy Polacy chcieli tego samego, walczyli o to samo, modlili się do tego samego Boga. Delikatny kosmita zagubiony wśród okrutnych ziemian, skazany jest na zadeptanie. Rogożyn (Cezary Studniak) to umięśniony brutal, charczący prymityw z wielkim krzyżem na piersiach, tępa, testosteronowa siła. Nastazja Filipowna (Helena Sujecka) nie jest żadną femme fatale - to po prostu luksusowa, agresywna dziwka, która wtedy okazuje słabość, gdy - że posłużę się Kościelniakową konwencją - ktoś jej przypierdoli. Język, jakim Kościelniak kazał mówić swoim bohaterom, jest wulgarny, męska nagość dosłowna, damska bielizna wyeksponowana w niemal każdej scenie, przemoc ukazana naturalistycznie. Co jednak - poza efektem szoku - z tego wynika? Bardzo niewiele, bo tak przyszykowany "Idiota" nie ma podstawowego waloru wciągającej opowieści, napędzanej przez realny konflikt, nagłe zdarzenia, emocjonalne kolizje.

Jest w tym spektaklu niezwykle piękna scena, w której Myszkin opowiada historię człowieka skazanego na śmierć. Przyrzeka on, że jeśli ocaleje, nie pozwoli, by zmarnowała się choćby chwila z łaskawie ofiarowanego mu życia. Gdy ocalenie przychodzi, obietnicy nie udaje się spełnić - czas znowu przecieka między palcami, dni znowu mijają zbyt szybko. Mimo starań zawsze jest jakaś przyczyna ludzkiej niemocy; nie znamy jej, ale zawsze jej ulegamy. Tę przypowieść puentuje wokaliza w wykonaniu Ewy Klanieckiej. Nieskazitelna melodia bez słów mówi więcej niż którykolwiek z okrutnych dialogów.

** Spektakl "Idiota" według powieści Fiodora Dostojewskiego. Scenariusz i reżyseria - Wojciech Kościelniak, muzyka - Piotr Dziubek, teksty piosenek - Rafał Dziwisz. Premiera w Teatrze Muzycznym "Capitol"

Byłeś już na „Idiocie" w Capitolu? Czekamy na opinie o spektaklu

Adam Domagała
Gazeta Wyborcza Wrocław
12 października 2009

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia