Pasja umiera ostatnia

"Kwartet" - reż. Marcin Sosnowski - Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

Czy istnieje lepszy przepis na życie, niż ten, który łączy obowiązki zawodowe z pasją? Jak cenne są lata pracy, gdy człowiek poświęca się temu, co kocha? Na te pytania bez trudu mogą odpowiedzieć cztery wielkie osobowości sceniczne teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu. Z okazji jubileuszu pracy Zofii Bielewicz (sześćdziesięciolecie), Ewy Wyszomirskiej (czterdziestopięciolecie), Jacka Dzisiewicza (czterdziestolecie) oraz Waldemara Kotasa (czterdziestolecie) Marcin Sosnowski wyreżyserował oparty na tekście Ronalda Harwooda spektakl pt. "Kwartet".

Starość, przemijanie, zmieniająca się perspektywa spojrzenia na własne życie – są to tematy, z którymi publiczność musi się zmierzyć przychodząc na najnowsze przedstawienie opolskiego teatru. Doświadczenia te nieuchronnie łączą się z bólem, nostalgią, cierpieniem i zaskoczeniem. Dodatkowo nie ma dobrego przepisu, by uchronić się przed nadchodzącą wielkimi krokami starością i upływem czasu. Koleje losu nigdy nie mają biletów powrotnych - dotyczy to każdego z nas, bez wyjątku. Jedyne co możemy zrobić, to przeżyć swoje życie jak najlepiej. Czy tak stało się w przypadku bohaterów historii?

Akcja toczy się w dość eleganckim domu spokojnej starości. Jego mieszkańcy nie są zwykłymi, szarymi ludźmi - to dawne gwiazdy estrady, starannie dbające o swój wygląd. Mimo dużych dolegliwości zdrowotnych oraz dokuczliwych problemów z pamięcią, nadal cieszą się dobrym humorem i mają chęć do dalszego życia. Wspólnie dzielą ekskluzywny salon, nazwany muzycznym, w którym spędzają większość wolnego czasu. Często wspominają lata młodości, pamiętając przy tym o podstawowej zasadzie wyznawanej przez wszystkich domowników: „najważniejsze to nie użalać się nad sobą". Pod koniec roku, w listopadzie, stają przed dość dużym wyzwaniem, czyli przed możliwością powrotu na scenę. Cała czwórka ma wykonać swój popisowy numer - słynne „Rigoletto" Verdiego. Występ stanowi dla każdego z bohaterów swoiste rozliczenie się z własnym życiem, które mimo splendoru i sławy nie było tak przyjemne, jak mogłoby się wydawać.

Każda z postaci ma dość mocno zarysowaną osobowość. Na scenie widzimy Sisi (Ewa Wyszoromijska), kobietę pełną entuzjazmu, kokieterii, ciepła i lekkości ducha. Pojmowana jako osoba dość infantylna, nie zwraca na to szczególnej uwagi i robi swoje. Kolejną kreacją jest zabawny Wilfred - stary erotoman, który nieustannie podszczypuje mieszkanki domu starości, tęskniąc za choć namiastką dawnego życia seksualnego. Jego przeciwnością wydaje się Redżi, sprawiający wrażenie zgorzkniałego starca. Bohater wyzbył się wszelkich oczekiwań wobec życia, dokładnie zaplanował swoją starość i zależy mu jedynie na spokoju oraz ukochanej marmoladzie podawanej na śniadanie. Ostatnią z postaci, którą poznajemy na scenie, jest Jean - perełka estrady, wielka gwiazda operowa zakochana bezgranicznie w „sobie z czasów młodości". Nigdy nie pogodziła się z utratą blasku, przez co ciągle cierpi, nie potrafiąc złapać dystansu do swojego życia.

Wszyscy aktorzy spisali się na piątkę z plusem. Choć sami na deskach teatru radzą sobie nadal bardzo dobrze i od wielu lat zachwycają opolską publiczność kreacjami, które tworzą, dobrze znają smak upływających nieubłaganie lat. Tak jak bohaterowie przedstawianej historii, przeżyli życie, oddając się swojej największej pasji. Może dzięki temu spektakl charakteryzuje się naturalnością i swobodą na scenie. Całość staje się aktorską ucztą i popisem jakże wielkiego rzemiosła.

Scenografia oraz stroje doskonale współgrają z klimatem przedstawienia. Aktorzy, zakładając zakurzone, wyciągnięte z wiekowej skrzyni, ubrania, podświadomie odejmują sobie dobrych kilka lat. Nagle znów stoją u szczytu sławy. Żartują, śmieją się, stresują jak przed pierwszym występem. To wszystko sprawia, że nie ginie nadzieja. Mimo upływu czasu i zmianie zachodzącej zarówno w percepcji otoczenia, jak i w postrzeganiu samego siebie, spoglądając w głąb własnej duszy, wbrew widocznym zmianom fizycznym, nadal będziemy mogli poczuć się sobą.

Spektakl pomaga pogodzić się z przemijaniem. Prowadzi publiczność do refleksji nad istotą ludzkiej egzystencji. Starość ukazana bez przekłamań, ale także z dystansem i humorem pobudza do pochylenia się nad swoim dotychczasowym życiem. Czy wszystko robimy dobrze? Czy za kilka lat nadal będą nas cieszyć osiągnięcia, które teraz są tak ważne? Czasem zapominamy by regularnie odpowiadać sobie na te pytania, a zegar tyka niosąc nas przez życie bez zbędnego zamysłu. Mimo salw śmiechu, spektakl przypomina o pauzie, która jest konieczna. Przypomina o tym, że wszystko pędzi, a my jesteśmy wobec tego całkowicie bezradni. Musimy się z tym pogodzić, a zaduma nas do tego przybliża.

Katarzyna Majewska
Dziennik Teatralny Opole
15 listopada 2012

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia