Patologia władzy

"Zmierzch bogów" - reż. Maja Kleczewska - Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu

Nie ma ludzi bez tajemnic. Wszyscy nosimy maski. Bez względu na to, jak wygląda nasze życie, pod skorupą kłamstwa i pozorów w każdym z nas kłębią się mroczne cechy i patologiczne fobie. Maja Kleczewska w spektaklu "Zmierzch bogów" porusza temat ludzkiego zła - obnaża jednostki władzy, ukazując ich głęboko skrywane przed światem cechy

Teatralna adaptacja nominowanego do Oscara scenariusza,  podstawy „Zmierzchu bogów” Viscontiego, jednego z najważniejszych filmów w historii kina, stanowi  nie lada wyzwanie dla reżysera teatralnego. Obraz opowiada o upadku rodziny von Essenbecków w okresie poprzedzającym dojście Hitlera do władzy i następnie objęcie przywództwa przez nazistów. Kleczewska wykracza poza sens oryginału, wygrzebuje i uwidacznia przede wszystkim patologiczne cechy bohaterów, które wypływają z nieustannej żądzy posiadania coraz to większego majątku i władzy.

Przedstawienie rozpoczyna scena ukazująca całą rodzinę zasiadającą przy ogromnym stole. Salę oświetla olbrzymi, kryształowy żyrandol, podkreślający klasę i bogactwo przedsiębiorców. Wszyscy członkowie wieczerzy ubrani są w wytworne stroje, w tle słyszymy patetyczną muzykę Wegnera. Zebrani celebrują jubileusz seniora rodu Joachima – rozmawiają, spożywają posiłki, piją alkohol. Autorka podkreśla przede wszystkim relacje łączące bliskich, ujawnia wewnętrzny podział w rodzinie oraz sztuczność uczuć. Wszystko ma miejsce na obrotowej scenie, która nieustannie wiruje, tworząc obraz społeczeństwa, pozbawionego moralnych hamulców. Z pozoru rodzinną harmonię przerywa wnuk Joachima, Martin (w tej roli brawurowy Maciej Namysło), który prezentuje dziadkowi siebie z dwuznaczną dedykacją "od wnusia do dziadziusia". Zakładając damską blond perukę, półnagi, wykonuje na stole erotyczny taniec. Reszta obecnych na kolacji osób nie czuje się zażenowana, wręcz przeciwnie – szybko organizuje więcej przestrzeni dla pląsającego dziedzica majątku. Świadczy to o ich degeneracji, rozwiązłości i perwersyjności, które nie są im obce, gdy tylko zgasną światła. Cały występ nawiązuje do sytuacji, mającej miejsce w dzieciństwie Martina – chłopiec przez wiele lat był molestowany przez dziadka. Owe wspomnienia wykształciły w nim podobne popędy – skrywa w sobie oblicze gwałciciela i pedofila, co ujawnia w późniejszych scenach.

Bohater przedstawiony jest jako postać odrzucona w dzieciństwie,  potrzebująca miłości, by móc dojrzeć. Świadczy to o niebezpieczeństwie, które grozi osobom wychowywanym w toksycznych rodzinach. Jeden z piękniejszych pod względem estetycznym obrazów spektaklu przedstawia Martina bawiącego się ogromnymi białymi balonami z grupą dzieci, które wyśpiewują dziecinne wyliczanki tańcząc wokół zamordowanego Joachima. Podczas złudnej sielanki bohater wybiera swoją ofiarę i następnie proponuje z pozoru niewinną grę w twistera. Scena zakończona jest przerażającym krzykiem dziewczynki zza drzwi pomieszczenia, co stanowi dopowiedzenie, o brutalnym gwałcie, którego dokonał bohater. Całość jest nawiązaniem do problemu, odbierania i niszczenia przez dorosłych, często nieumyślnie, dzieciństwa swoim pociechom. Rodzice często nie zwracają uwagi na dobro potomstwa, nie zauważają, że dzieci nieustannie towarzyszą im podczas walki z problemami. Coraz częściej najmłodsi zostają pozbawieni bezpowrotnie niewinności, co może wpływać na ich dalszy los.

Kobiety w spektaklu także traktowane są nadzwyczaj brutalnie, tak jakby miały nieustannie przypominać o złej naturze mężczyzn. Widzimy przesłuchanie torturowanej i brutalnie gwałconej Elizabeth (Arleta Los-Pławszewska). Cała scena sprawia wrażenie nadzwyczaj naturalnej i wzbudza w publiczności silne emocje - przerażenie połączone ze współczuciem. Zadawany ból staje się elementem kłującym widza. Nie możemy o nim zapomnieć, a tym bardziej nie jesteśmy w stanie go zrozumieć i wybaczyć. Podobne odczucia wzbudza wątek nawiązujący do fragmentów „Biesów” Dostojewskiego, przedstawiający histerię Marii Lebiadkin (Aleksandra Cwen), do której doprowadza ją Martin. Para znajduję się w niskim pomieszczeniu, wyłaniającym się spod sceny. Martin ubrany w skąpy, obcisły, złoty strój z koroną na głowie wygodnie spoczywa na kanapie. Bez pośpiechu z dużą precyzją doprowadza kobietę do szaleństwa. Obłąkana i samotna Maria wyrzeka się zniewolenia przez mężczyznę, który odbiera jej po kolei każde marzenie. Zmultiplikowane dialogi, chaotyczny ruch sceniczny, wymowna muzyka tworzą diaboliczny klimat podsycający wrażenie opętania. Kobieta w nerwach rozbija talerze, co stanowi bardzo widowiskowy impuls, mrożący krew w żyłach widzów. Martin na zachowanie partnerki reaguje zupełnie odmiennie - bunt i szaleństwo podniecają bohatera, który oddaje się masturbacji. Dopiero gdy gniew kobiety zaczyna go nudzić, maltretuje ją.

Ostatnia scena spektaklu przedstawia Martina, spowiadającego się matce słowami Stawrogina. Na środku pomieszczenia ustawione jest wielkie łoże, wyścielone białym materiałem. Scena ponownie wprawiona jest w ruch. Zrozpaczony syn w ramionach matki poszukuje rozgrzeszenia, po raz pierwszy otwiera się przed nią, mówi o swoich obawach, strachu i wyrzutach sumienia. Rodzicielka przyjmuje grzesznika z kamienną twarzą, rzucając mimochodem „Nic złego nie zrobiłeś”. Ostatecznie potwierdzając brak jakichkolwiek granic moralnych na scenie możemy ujrzeć kazirodczy gwałt dokonany przez syna, a następnie taniec zamykający cały spektakl, czyli klamrę patologicznych uniesień bohaterów.

Kleczewska eliminuje w przedstawieniu wątki historyczne, skupia się przede wszystkim na rozkładzie rodziny i zerwaniu więzi między ludzkich. Społeczeństwo biorące nieustannie udział w wyścigu szczurów, po drodze gubi najważniejsze wartości. Każdy chcę stać się tytułowym Bogiem, panem własnego życia, nie podlegającym żadnym zasadom moralnym – co może prowadzić do samozagłady. Gdy gasną światła, zapada zmrok ludzkie roboty, do robienia pieniędzy i sprawowania władzy zmieniają się w potwory nieumiejące współżyć z pozostałymi ludźmi. Jedyny kontakt, który potrafią nawiązać wiąże się z sferą fizyczności seksualnej.

Niezaprzeczalnym atutem spektaklu jest sama forma. Ruchoma scena, eklektyczna scenografia, porywająca muzyka (Katarzyna Borkowska, Michał Gorczyca), precyzyjnie dobrane stroje aktorów oraz piękne obrazy urzekają widza. W spektaklu pojawia się zarówno spowolnione tempo, jak i nawarstwienie niektórych scen. Takie zabiegi nadają przedstawieniu cech świata sztucznego, gdzie ludzie są jedynie automatycznymi marionetkami. Uznanie należy się także aktorom za naturalną, przejmującą grę. W szczególności brawa dla Aleksandry Cwen oraz Macieja Namysło, którzy swoimi kreacjami wzbudzają niezapomniane emocje.

Całość stanowi monumentalny pod względem wizualnym oraz merytorycznym spektakl, opowiadający o drugiej stronie idealnego świata bogaczy i ludzi władzy. Patologiczne wątki przypominają o  tym, że nawet Ci, którym się wydaje, że są bogami upadają.

Katarzyna Majewska
Dziennik Teatralny Opole
20 marca 2012

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...