Patrz, Fryderyku!

"Chopin bez Fortepianu" - reż. Michał Zadara - Teatr Centrala w Warszawie

Zadara, grzeszniku, pozbawić Chopina fortepianu to świętokradztwo! Ale reżyser jest przebiegły i celowo zmusza widza do mierzenia się z ciasnym, polskim postrzeganiem tradycji. Niestandardowo, dziwnie, oryginalnie — tak właśnie było na premierze nowej sztuki „Chopin bez fortepianu”, która odbyła się 23 marca 2013 roku w Teatrze Słowackiego w Krakowie. Zadara stworzył coś „pomiędzy”; coś, co nazwać można „spektaklem-koncertem”. Razem z tym powstała w naszym teatrze nowa, postmodernistyczna jakość.

Spektakl Zadary to swoiste połączenie sztuki teatralnej z muzyczną. Na scenie znajduje się cała orkiestra symfoniczna wraz z dyrygentem, a solistką jest aktorka Barbara Wysocka, mówiąca do dźwięków muzyki. Czy muzycy też są aktorami? Czy aktorka jest muzykiem? Czy można mówić o scenografii? Czy fortepian jest tylko rekwizytem czy też może głównym „bohaterem", na którego czekamy, choć jego nadejście nigdy nie następuje? Na fortepianie się siedzi, stoi; służy on jako stół (leżą na nim różne papiery, nuty). Jest też ekranem, na którym jest wyświetlany obraz z kamery. Fortepian tworzy swoistą przestrzeń — staje się świadkiem twórczych wzlotów i upadków, miejscem które się opuszcza i do którego się wraca. Cichy, majestatyczny, samotny.

Jacek Kasprzyk i Orkiestra Sinfonietta Cracovia fantastycznie wykonują dwa koncerty Chopina — f-moll op. 21 i e-moll op. 11. Dyrygent, który pracował z najlepszymi orkiestrami Europy (np. w Paryżu, Londynie czy Sztokholmie) również musi się zmierzyć z tym zupełnie nowym doświadczeniem, bo z jednej strony można traktować to wykonanie jako nowy utwór, z drugiej jednak — są to wierne wersje koncertów Chopina, z jedną tylko zmianą — fortepianu na tekst.

Aktorka i solistka — Barbara Wysocka. Gra swoim głosem. Opowiada o tym, co grałby fortepian, gdyby brał udział w koncercie. Mówi tekstem stworzonym z rozmów z pianistami, muzykologami oraz z fragmentów listów Chopina; tekstem frapującym, momentami drażniącym, jednakże zawsze wskrzeszającym geniusza. Zadanie jakie zostało przed nią postawione — „koncertować" słowem z orkiestrą (biorąc pod uwagę nasze nieprzyzwyczajone uszy) — jest wręcz niewykonalne, heroiczne. Czyżby Zadara celowo skazał Wysocką na porażkę?

Przy tak wysokim poziomie muzycznym Wysocka zanika, ale jest to zrozumiałe, bo nie sposób wygrać z orkiestrą symfoniczną. Za wszelką cenę stara się zwrócić na siebie uwagę, miota się po scenie, krzyczy, krzyczy, przeklina. Ale nie wygrywa. Ale może o to chodzi? Żeby się okazało, że muzyka, choć bez słów, broni się bardziej? Bo słowa nie są w stanie jej wyrazić. Nie da się opowiedzieć o czymś, co niewyrażalne, duchowe i wzniosłe. Słowa, razem z fortepianem, spadają na bruk. Słowa stają się rzeczą materialną, uchwytną, możliwą do zniszczenia. Niechcianą.

Przywiązanie do podstawowych zależności takich jak „Chopin" i „fortepian" jest nie tylko oczywiste, ale i wygodne. Odłączenie ich od siebie burzy cały muzyczny światopogląd, drażni, nie pozwala się skupić. Gdy do tego eksperymentu dodamy jeszcze ludzki głos zamiast instrumentu staje się to nie do wytrzymania. Ciężko złapać rytm, melodia ucieka, a wraz z nią nasze skoncentrowanie.

Łamanie konwenansów polskiej tradycji jest zadaniem o tyleż ryzykownym, że Polacy są bardzo przywiązani do tychże wartości. Zabawa z nimi może wywołać skrajne uczucia: od niezadowolenia po euforię. Od oburzenia po zachwyt. Reżyser swoim spektaklem pokazuje, że ze sztuką można wszystko. Można z teatru zrobić filharmonię, a z koncertu — spektakl. Tylko pojawia się pytanie: po co? Czy niesie to za sobą jakąś większą wartość czy jest eksperymentem dla samego eksperymentu?

Karolina Kiszela
Dziennik Teatralny Kraków
9 maja 2013

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia