Paweł Passini publikuje oświadczenie

Reżyser oskarżony o molestowanie.

"Zaprezentowałam się w tym stroju reżyserowi. Passini zapytał mnie, co mam pod spodem. Miałam bieliznę. Kazał mi ją ściągnąć. Sprzeciwiłam się. Tłumaczyłam, że ta sukienka niczego nie zasłania i będę naga" - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" jedna z czterech aktorek, które postanowiły opowiedzieć o tym, co działo się na próbach do jednego ze spektakli dyplomowych. Za ich reżyserię odpowiadał Paweł Passini, nagradzany reżyser teatralny i kompozytor. Po ukazaniu się artykułu reżyser opublikował oświadczenie.

- Na łamach "Gazety Wyborczej" pojawił się artykuł, w którym cztery aktorki opowiadają, do jakich nadużyć doszło podczas prób do jednego ze spektakli dyplomowych
- "W moich spektaklach ciało nigdy nie jest pornograficzne czy przedmiotowe. Jest wyzwolone z kontekstu kostiumów i społecznych oczekiwań, piękne w tej wolności" - twierdzi Paweł Passini, który odpowiadał za reżyserię spektakli
- Po ukazaniu się artykułu reżyser opublikował długie oświadczenie na swoim Facebooku, zaprzeczając doniesieniom, jednocześnie nie bagatelizując słów aktorek

Mowa o zdarzeniach, do których miało dojść jesienią 2019 r. Część z aktorek wskazuje na podobne doświadczenia przy okazji pracy z reżyserem w przeszłości. Jako pierwsza skargę złożyła Małgorzata, studentka Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu, u której próby wywołały depresję reaktywną. Joannę na nocnej próbie Paweł Passini namawiał do zdjęcia ubrań, natomiast Agata - do symulowania masturbacji.

Passini jest laureatem Nagrody im. Konrada Swinarskiego, był też dwukrotnie nominowany do Paszportów "Polityki". Ma 43 lata, w reżyserowanych przez niego sztukach często pojawiają się sceny z nagością.

Monika, którą reżyser zaprosił do wzięcia udziału w spektaklu na zastępstwo, zrezygnowała z roli. Małgorzacie podczas jednej z prób reżyser polecił założyć krótką prześwitującą halkę z olbrzymim dekoltem - nalegał przy tym, by pod spodem nie miała bielizny.

"Miałam na sobie biustonosz sportowy, wycięte majtki i krótkie spodenki. Wiedziałam, że będę tańczyć, chciałam, by było mi wygodnie. Zaprezentowałam się w tym stroju reżyserowi. Passini zapytał mnie, co mam pod spodem. Miałam bieliznę. Kazał mi ją ściągnąć. Sprzeciwiłam się. Tłumaczyłam, że ta sukienka niczego nie zasłania i będę naga. Wtedy kazał mi się ubrać i zarządził, że idziemy na papierosa. Sam palił marihuanę" - wspomina aktorka w rozmowie z Igą Dzieciuchowicz z "Gazety Wyborczej".

"Kazał szerzej otwierać biodra, bardziej się wyginać"
Kobieta ostatecznie zmusiła się do zdjęcia biustonosza, pozostała jednak w majtkach. Skłamała, że ma okres. "Potem krążył nade mną, sapał i mówił, że mam piękne ciało Amazonki. Kazał szerzej otwierać biodra, bardziej się wyginać" - wspomina. W trakcie próby kazał jej zdjąć sukienkę. Po wszystkim Małgorzata zadzwoniła do przyjaciółki, w trakcie rozmowy rozpłakała się w słuchawkę. Według samego reżysera opisana przez kobietę próba nigdy nie miała miejsca.

Autorka materiału opublikowanego w "Wyborczej" przedstawiła stanowiska obydwu stron. Małgorzata postanowiła udać się z oficjalną skargą do władz uczelni - od dziekan usłyszała wprost, że jej nie wierzy. Zapis z rozmowy wyjaśniającej nie zachowało się, mimo że rozmowa miała być nagrywana.

Inna ze studentek, która pracowała w przeszłości z reżyserem, również odczuła, że w trakcie prób przekroczono pewne granice. "Odbyło się siedem prób nocnych, w których tańczyłam nago w półmroku. Trwały po kilka godzin. Reżyser nie proponował przerw na picie czy toaletę" - wspomina. Passini miał nagrywać ją bez jej zgody, drzwi zamykał na klucz.

"W moich spektaklach ciało nigdy nie jest pornograficzne czy przedmiotowe"
"W moich spektaklach ciało nigdy nie jest pornograficzne czy przedmiotowe. Jest wyzwolone z kontekstu kostiumów i społecznych oczekiwań, piękne w tej wolności. Jest samo ze sobą, w ciągłym, płynącym ruchu. Uwalnia się. Lśni. Nagie wielogodzinne próby nocne brzmią sensacyjnie, ale nie było w tym nic dziwnego" - przekonuje sam reżyser. W jego wersji wydarzeń w próbach tych miała uczestniczyć także jego asystentka.

Zdaniem kobiety po próbach reżyser usiłował kontaktować się z nią w nocy, wysyłając SMS-y o treści: "Nie idzie spać po tym", "Tęskno". Jak sama podkreśla - czuła wyraźnie, ze granice zostały przekroczone. "Bałam się, że jak się mocniej postawię, to się na mnie odegra" - przyznaje.

Kobiety, które pracowały z reżyserem, zaczęły nawiązywać ze sobą kontakt. Według jednej z nich reżyser proponował jej narkotyki, by zdołała "pozbyć się zahamowań". Większość z nich było namawianych przez reżysera do nagości w trakcie indywidualnych prób, z których część odbywała się po nocach. Nagie próby miały przeciągać się godzinami. "Każdej mówił, że ma wielki talent" - wspomina jedna z aktorek. W artykule przytoczono także wspomnienia i komentarze innych aktorów i aktorek, którzy uczestniczyli w próbach organizowanych przez Pawła Passiniego. Zgodnie z cytowanymi wypowiedziami reżyser miał zapraszać na indywidualne próby wyłącznie kobiety.

Władze uczelni w Lublinie powołały specjalną komisję, która ma zbadać całą sprawę. Powstał raport, studenci brali udział w rozmowach z psychologiem. Paweł Passini został ostatecznie odsunięty od dyplomu - jego studenci realizują go na ostatnim etapie samodzielnie.
Cały materiał jest dostępny na łamach "Gazety Wyborczej".

Passini publikuje oświadczenie
"Przeczytałem artykuł w dzisiejszym Dużym Formacie Nr 6/1420 pt. »Reżyser i rozgwiazdy«. Mimo obecności w nim moich wypowiedzi - nie znałem treści i formy relacji innych osób. Przerażające jest zobaczyć swoją pracę w tak krzywym zwierciadle. Nic nie dzieje się jednak bez powodu i z całą pewnością należy wyciągnąć wnioski" - pisze w specjalnym oświadczeniu na swoim Facebooku Paweł Passini.

Reżyser zaznacza, że władze AST nie poinformowały go, że nie podejmą już z nim współpracy. Otrzymał jedynie pismo, w którym dowiedział się, że umowa z nim zostaje zerwana ze względu na "nadużycie zaufania oraz niewłaściwe relacje ze studentami".

"Władze szkoły zapoznały się także z wielogodzinnym materiałem wideo z projekcji, i zaaprobowały jego zawartość. Usłyszeliśmy, że jest to odważne, ale bardzo estetyczne. Wielogodzinny materiał, kręcony w wielu lokalizacjach nie mógł powstać wbrew woli występujących w nim aktorów. Wręcz przeciwnie. Dlaczego po wielu miesiącach pracy nagle gremialnie doszli do wniosku, że są wykorzystywani? Dlaczego roczna praca nie pozostawiła w nich nic więcej? To jest z całą pewnością moja największa porażka" dodaje.

Passini kilkakrotnie w swoim oświadczeniu podkreśla, że nie miał pojęcia na temat relacji osób, które się wypowiadają w materiale "GW". Jednocześnie zaznacza, że nie chce bagatelizować ich słów.

"Mimo że nie mogę się zgodzić z obrazem mnie i mojej pracy, jaki jest tworzony w artykule - nie chcę być głuchy na odczucia wypowiadających się w nim aktorek. Nie chciałem i nie chcę nikogo skrzywdzić swoimi działonami. Chcę jednak wierzyć, że ponosząc wspólnie ryzyko schodzenia w mroki ludzkiego doświadczenia, jesteśmy sobie przede wszystkim winni to, żeby dzielić się wątpliwościami co do pracy wtedy, kiedy ona się wydarza. To jest dla mnie uczciwe postawienie granic".

(-)
Onet.Kultura
9 lutego 2021
Portrety
Paweł Passini

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...