Perła w koronie

Anna Polony - sylwetka

Trudno byłoby wyobrazić sobie krakowski teatr bez ANNY POLONY. Jest perłą w teatralnej koronie Krakowa. I choć jest po siedemdziesiątce, nadal tryska energią, chodzi z głową w chmurach, ma wielkie poczucie humoru, radość bije z jej oczu, a jeśli ktoś nadepnie Pani Profesor na odcisk - może być pewien ochrzanu

Niemal od początku swej kariery związała się ze Starym Teatrem, tworząc w nim wybitne kreacje w spektaklach m.in. Konrada Swinarskiego, Jerzego Jarockiego, Andrzeja Wajdy, Jerzego Grzegorzewskiego czy Kazimierza Kutza. Była niezapomnianą Muzą w "Wyzwoleniu", Idalią w ,,Fantazym", Rachelą w "Weselu", Ofelią w "Hamlecie" oraz Selmą w "Twórcach obrazów". W pamięci wielu widzów do dziś pozostaje jako neurotyczna Dulska w spektaklu teatralnym i serialu telewizyjnym "Z biegiem lat, z biegiem dni". Rewelacyjna w spektaklu "Król umiera czyli ceremonie", który można oglądać w Starym Teatrze, i w filmie "Rewers". W tym ostatnim stworzyła prawdziwą kreację, uhonorowaną nagrodami. Od wielu lat jest pedagogiem w krakowskiej PWST, gdzie pełniła także funkcję prorektora. "Mistrzostwo rzemiosła siła kreacji, jest burzą i żywiołem sceny" - podkreślano w recenzjach po jej wielkich rolach. Za swoje osiągnięcia była wielokrotnie nagradzana otrzymując m.in. Krzyż Kawalerski, Złoty Laur Grzymały oraz Złotą Maskę - nagrodę publiczności i Ludwika - wyróżnienie przyznawane przez środowisko teatralne Krakowa.

- Minister kultury też o mnie nie zapomniał, odznaczając mnie Złotym Medalem Gloria Artis, a niedawno prezydent Bronisław Komorowski wyróżnił mnie wielce zaszczytnym odznaczeniem: Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Bardzo byłam szczęśliwa, bo przecież teatr zawsze był i pozostanie moją miłością - mówi Anna Polony, bez której trudno wyobrazić sobie krakowski teatr. I choć jest po siedemdziesiątce - w co, oczywiście, nikt nie wierzy, i ponad 45 lat spędziła na scenie, co także wydaje się nieprawdopodobne - to nadal tryska energią, chodzi z głową w chmurach, ma wielkie poczucie humoru, radość bije z jej oczu, a jeśli ktoś nadepnie Pani Profesor na odcisk - może być pewien ochrzanu.

- Odkąd w rodzinie pojawiła się moja prawnuczka siostrzana to zajęła wiele miejsca w moim sercu. O niej mogę rozmawiać godzinami, bo jest moim oczkiem w głowie, szczęściem największym. A teatr, no cóż, zmienia się, dzisiejszy jest nieco mi obcy, bo balansuje między zdziwaczeniem a weryzmem, brak mu poezji i wrażliwości - coraz rzadziej opowiada o ludzkim losie w sposób, który mi odpowiada. Z teatrem jest jak z kochankiem: im bliżej i dłużej go się poznaje, tym więcej wad w nim się zauważa.

Staremu Teatrowi poświęciła całe swe życie, a od wielu lat zafundowała sobie "teatr objazdowy" - jak go nazywa - reżyserując i grając a to w Warszawie, a to w Katowicach. Jej "Pan Jowialski" [na zdjęciu] zrealizowany wraz z Józefem Opalskim w warszawskim Teatrze Polonia w którym to spektaklu zagrała wraz z Krystyną Jandą i Marianem Opania, bawi publiczność do łez, czego dowodem były salwy śmiechu widzów podczas gościnnych występów w Krakowie. "Hanka jest osobą zupełnie wyjątkową. Rozkoszna w swoich awanturach, cudowna na scenie, uwielbiająca studentów. Kupuje im bułki, pożycza pieniądze, matkuje w chorobie i... ochrzania ich fundamentalnie. Ma cudowne poczucie humoru na swój temat, jest kłębowiskiem sprzeczności, z którego wyłania się niezwykła osobowość ludzka i artystyczna" - mówi o artystce Józef Opalski, pedagog i reżyser zaprzyjaźniony z aktorką od wielu lat.

Pani Anna jest rodowitą krakowianką, choć dziadek był z pochodzenia Węgrem. Przez wiele lat mieszkała niemal w sercu Krakowa w mieszkaniu, w którym przed wojną rodzice prowadzili zakład introligatorski. Po okupacji mama go zlikwidowała a rodzina przeniosła się z I piętra na parter. Nie znała swojego ojca, urodziła się bowiem po jego śmierci, ale wie, że gwałtowny charakter: buntowniczość, wybuchowość, a także stanowczość, właśnie po nim odziedziczyła.

- Moja mama była bardzo silną osobowością. To ona scalała całą naszą rodzinę. Dom był miejscem, w którym czuliśmy się otoczeni miłością, opieką i mieliśmy poczucie stabilności. Nawet jeśli nie było poczucia bezpieczeństwa, bo czasy okupacji, potem komunizmu - temu nie sprzyjały, to mama zawsze stwarzała wokół siebie niezwykłą aurę. Była surowa, ale dla mnie wyrozumiała. Od czasu do czasu dostawałam od niej lanie lub stosowała inne kary, żeby mnie poskromić. Ale też tolerowała moje wybryki. W dzieciństwie nic nie zapowiadało mojego diabelskiego charakterku. Byłam grzecznym dzieckiem, wszystkiego się bałam, nawet pójścia do szkoły. Po raz pierwszy pokazałam rogi w liceum. Z całej czwórki rodzeństwa największym wulkanem był brat, prokurator. Natomiast pewności siebie nabrałam w szkole teatralnej, jako zdolna studentką a potem w zawodzie, kiedy poczułam, że jestem cenioną aktorką. Wtedy zaczęłam podskakiwać na dobre i ujawnił się mój charakterek.

Miłość do teatru Anna Polony wyniosła z domu. Mama kochała teatr, siostra Zofia marzyła o zawodzie aktorki i tę miłość przelała poniekąd na panią Annę. W teatrze też poznała swojego męża Marka Walczewskiego. - Aktorstwo wymusza konkurencję. Każdy aktor zawsze walczy o pierwsze miejsce w sercach publiczności. Trzeba wielkiej otwartości, wyrozumiałości, by nie patrzeć na ukochaną osobę przez pryzmat tego zawodu. Oboje nie potrafiliśmy do końca temu sprostać - wyznała mi przed laty.

Wielokrotnie miałam zaszczyt spotykać się z Panią Anną, rozmawiać z nią długo o sztuce, kondycji teatru, ale też o rodzinie, która w sercu artystki zajmuje najwięcej miejsca Nie ma rozmowy, by nie troszczyła się o jej sprawy, nie zamartwiała jej problemami.

- Nie myśl, że ja w życiu zajmowałam się tylko teatrem i rodziną - powiedziała mi podczas jednego ze spotkań. - O, nie. W naszym domu kwitło życie towarzyskie. Mama robiła pyszne przekąski, popijało się wódeczkę - w tym byłam zawsze kiepska, za to tańce uwielbiałam. Zawsze lubiłam się bawić, również z moimi studentami, a dziś z moją siostrzaną prawnuczką Majeczką.

Kiedy pytam o grzechy główne pani Anny, wymienia je jednym tchem: - Niecierpliwość, emocjonalność, gadatliwość - godzinami rozmawiam przez telefon, brak umiejętności aranżowania swojej osoby - dziesięć razy pomylę się, zanim ubiorę lub kupię właściwy kostium, sweter czy kapelusz. W tej materii jestem ciapowata. A cnoty? Nie posiadam. No może poza dwiema: uczciwość - zawsze walę prawdę prosto w oczy i dobre serce. Dla bliskich zdarłabym ostatnią koszulę z siebie. Nie ma we mnie egoizmu. A w sprawach artystycznych? Jasne, że lubię królować na scenie. Misja teatru to jedna sprawa, a brawa, wdzięczność widzów, uwielbienie, to osobne zagadnienie. Wiem, że mam swoich wielbicieli wśród publiczności, czego dowodem są czasami kwiaty po spektaklu, czasami miłe słowa powiedziane przypadkiem, na ulicy, przez obcą osobę. Kiedyś grałam sporo w Teatrze Telewizji i byłam znana w całej Polsce.

Najnowsze wiadomości z artystycznego życia aktorki są bardzo dobre dla jej wielbicieli. Znów zobaczymy artystkę na scenie, ale tym razem warszawskiej. - W Teatrze Powszechnym zaproponowano mi rolę Wiery Gran, żydowskiej śpiewaczki, o której znakomitą książkę i scenariusz napisała Agata Tuszyńska. Takie są plany na przyszły rok. A wcześniej planuję reżyserską zabawę z musicalem, też poza Krakowem. A żeby mieć na to wszystko siły, urlop poświęcam na renowację zdrowia, by znów wyglądać na osiemnaście lat. I by znów móc zakładać kolejne maski wchodząc na scenę. One czasem przylegają do nas, aktorów i nie do końca wiemy, kim jesteśmy naprawdę. W życiu jest podobnie. Wciąż przecież coś gramy, jak pisał Szekspir: najpierw jesteśmy niemowlętami rzygającymi mlekiem, później żaczkami czystymi jak poranek, żołnierzami walczącymi o życie, sędziami oceniającymi innych, wreszcie w kapciach i okularach na nosie, by na starość wrócić do bezzębnego niemowlęctwa To jest siedem odmian naszego wieku. My jedynie mamy wejścia i wyjścia na scenie życia Tak jak w teatrze.

Jolanta Ciosek
Dziennik Polski
18 sierpnia 2011
Portrety
Anna Polony

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia