Pięć gwiazdek standardu

"Zaklęte rewiry" - reż. Adam Sajnuk - Teatr Konsekwentny

Szef kuchni Adam Sajnuk zaserwował smakowity kąsek. "Zaklęte rewiry" to dobrze przyprawiona teatralność podana przez profesjonalny personel. Na zdrowie!

Jest w tym spektaklu coś, co każe mi go brać z całym dobrodziejstwem inwentarza. W dużym stopniu stoi za tym osobista przygoda kelnerowania w restauracji dużego hotelu o nazwie mniej niż Pacyfik wykwintnej i rozczulająca pamięć biegania w stroju pingwina między stolikami, barem i zmywakiem. Ale przecież nie same wspomnienia z cyklu "gość na trójce, otwórz wino, złamał mi się korek" powodują, że deklaruję się jako fanka tego spektaklu. "Zaklęte rewiry" to nie tylko opowieść o cholernie niewdzięcznym i specyficznym fachu, ale niepozbawiona wzruszającego i dowcipnego idealizmu rzecz o tym, jak w nieludzkich strukturach pozostać ludzkim.

Propozycja Sajnuka ciekawsza jest od filmowej adaptacji tekstu Worcella, z Markiem Kondratem w roli głównej. Już sama przestrzeń, zainstalowana pomysłowo przez scenografkę Sylwię Kochaniec, przenosi nas do miejsca niejednoznacznego, w którym restauracja przypomina tor wyścigowy, wybieg piękności i rampę jednocześnie. Usadzeni przy stolikach widzowie mogą trwać w iluzji przynależności do wyróżnionej klienteli, która niewinnie, acz uciesznie obserwuje restauracyjny kołowrót. Oto miejsce, do którego wpada Romek (Mateusz Banasiuk), by w pocie, łzach i siniakach realizować karierę "od pucybuta do milionera". Razem z nim poznajemy nieczyste reguły życia na zapleczu, które z kelnerskimi występami w czerwonej liberii niewiele mają wspólnego.

W tej dość prostej i przejrzystej historii pełno miejsc zagadkowych. Reżyser bawi się konwencjami (wodewil, kabaret, cyrk), uzbraja postaci w groteskę i liryzm, czuć zarazem echa Burtona i Felliniego. To świat, w którym magia gaszenia lamp pstryknięciem palców zderza się z upiornością kolejnych konfrontacji z silniejszymi. A wszystko odbywa się na prawach teatru. Mistrzowsko pokazuje to scena egzaminu kelnerskiego Romka i oblewania sukcesu, podczas którego chłopak mówi wiersz z "Alicji w Krainie Czarów". Trudno o lepszy komentarz do poczucia zakleszczenia w rzeczywistości, gdzie panuje bezczas i władza cudzego spojrzenia. To wszystko czyni przygody Romka jeszcze bardziej uniwersalnymi i powoduje, że nawiązanie do współczesnych korporacji, które tak mocno podkreśla Sajnuk, staje się tu sprawą wtórną. "Zaklętym rewirom" udaje się uchwycić panoszący się w kapitalistycznym świecie, mechanizm konkurencji i awansu, w którym indywiduum musi toczyć walkę o niezależność. Prawie zawsze - co reżyser uchwycił w surrealnym ujęciu kobiet - na prawach męskiej dominacji.

Pacyfik wypełniony jest od podłogi po sufit eksplodującą energią aktorską, która wręcz roznosi, nieco markotny ostatnimi czasy, Teatr Studio. Widać konsekwencję w prowadzeniu poszczególnych postaci, pełno nietuzinkowych róL Mateusz Banasiuk jako Romek pokazuje, że nie jest tylko uśmiechniętym chłopcem, ale potrafi pokazać pazur. Razem z Mariuszem Drężkiem w roli Fornalskiego, który ma w sobie coś z jokera i zakompleksionego typa, odsłaniają powtarzalność mechanizmów przemocy. Świetny jest także Henek Mateusza Znanieckiego - chłopak z sąsiedztwa, cwany lis. Taras Marka Kossakowskiego pociąga dziwnym rodzajem mtrowertyzmu, Albin w wykonaniu Macieja Skuratowicza to człowiek-maska, a Ugór Jerzego Połońskiego ma w sobie nieznośny urok obscenicznego staruszka. Wyliczanka mogłaby być dłuższa, ale dużo przyjemniejsze od niej jest współdzielenie dobrej zabawy, igraszki i chłopięcej brawury wyczuwalnej w pracy całego zespołu. W złotych marynarkach i w czerwonej liberii, tańczą, jak im zagrają. A że Michał Lamża i Igor Spolski grają dobrze, to nogi mogą boleć.

Aż się chce, aby - jak deklarował Sajnuk - było jeszcze bardziej performatywnie, bo są tu przestrzenie, którymi można zakołysać. Widać, że i aktorzy, i widzowie mają ku temu ochotę. Bo "Zaklęte rewiry", mimo iż podejmują poważne kwestie, to spektakl bardzo przyjemny. I dlatego za jakiś czas pójdę sobie znowu, zobaczyć, czy menu się zgadza.

Dorota Kowalkowska
Metro
1 października 2011

Książka tygodnia

Życie niedokończone
Wydawnictwo Żywosłowie
Lech Raczak, Jacek Głomb

Trailer tygodnia