Pięć kobiet

"Za chwilę. Cztery sposoby na życie i jeden na śmierć" - reż. Iwona Kempa - Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Iwona Kempa znowu opowiada intymne historie. W Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie możemy oglądać adaptację dramatu Petera Asmussena „Za chwilę. Cztery sposoby na życie i jeden na śmierć”, w przekładzie Elżbiety Frątczak-Nowotny. To sztuka o kobietach i dla kobiet. A również dla mężczyzn, którzy starają się je zrozumieć.

Duża Scena, ale nadal niewielka – znajduje się na niej pięć krzeseł, mikrofonów, po prawej stronie ustawiono pod kątem pianino. Za nim stoi mały stoliczek z wodą dla aktorek. Podłoga i tło sceny są jasnoszare, niemal kremowe. Koncepcja Iwony Kempy i Anny Sekuły zakłada: ascetycznie, sucho. Czekamy na bohaterki.

Wkraczają przy lekkich dźwiękach pianina (przy klawiszach Dawid Rudnicki, opracowanie muzyczne: Bartosz Chajdecki): Birgitte (Dorota Godzic), Anette (Dominika Bednarczyk), Camilla (Bożena Adamek), Sarah (Marta Konarska), Tammi (Anna Tomaszewska). Pięć cór Ewy, tak różnych, jak różne są kontynenty. Śpiewają niezapomniany przebój Alibabek „Kwiat jednej nocy". Światła wirują i można zastanawiać się tylko, która z nich będzie królową tego wieczoru. Nieco przypomina to wybory Miss – każda z nich opowiada historię ze swego życia i śpiewa piosenkę, która jest niejako jej puentą.

Zwierzenia rozpoczyna Camilla: ubrana w suknię niczym z pierwszej połowy minionego wieku, opowiada o konflikcie pomiędzy rodzicami i skutkach, jakie rozpad rodziny uczynił w jej dorosłym życiu. Rozedrgana, jakby nie wyzwoliła się spod jarzma cieni przeszłości. Jedną z kolejnych narratorek jest Birgitte. Światło dopasowuje się do koloru jej niebieskiej sukni, żywcem wziętej z jazzowego jamu. Rude włosy, które upodabniają ją do wizerunków Wenus z Milo. To pielęgniarka, dzieląca się z nami swoją największą miłością. Z jej energicznego słowotoku przebijają niespełnienie i żal do samej siebie. Jakże inna od niej jest Sarah – w pięknej, klasycznej purpurowej sukience. Bolesne przeżycia zmieniają jej pogląd na świat – staje się pozornie obojętna, czasem do bólu ironiczna. Tammi – to kolejna prezentacja. Tym razem mamy do czynienia z kobietą wyrafinowaną, odzianą w nieprzejrzystą czarną sukienkę i równie wytworne perły. Piąta uczestniczka, Birgitte, do tej pory pełniąca funkcję „głosu z offu", cierpliwie znosząca kolejne utyskiwania towarzyszek, buntuje się. Ubrana najswobodniej, obdarzona ciemnymi, bujnymi włosami à la Violetta, wnosi inną historię, odmienną od wszystkich dotychczasowych...

Spektakl Kempy to istne studium kobiecej psychiki. Aktorki stworzyły sylwetki silne, autentyczne, spotykane przez nas każdego dnia. Widzimy kilka kobiet, zróżnicowanych pod względem wieku, charakteru, preferowanego stylu. Za nim podążają i światła – zmieniają się wraz z wejściem kolejnej bohaterki. Każda z nich przedstawia historię, która była zakrętem na jej drodze. Z każdej bije seksapil, silna kobieca broń, który jednak z czasem staje się nieważny, wyciera się. Przywołany w finałowej piosence, w której postaci stają przed widzami niemal nagie, pozbawione peruk, brzmi gorzko, niczym próba zachowania resztek godności, rozpaczliwego zachowania atrybutów kobiecości. Jednak wszystkie opowieści o kobietach stają się powiastkami o mężczyznach. Dokładnie: o mężczyznach-rzeźbiarzach, którzy odcisnęli w ich sercach niezatarte piętno, stali się lustrami, w których mogły się przejrzeć; największą próbą, jaką musiały przejść. Ostatecznymi sędziami, decydującymi o ich losie, weryfikacją kobiecości. To parafraza „Ośmiu kobiet" François'a Ozona, filmu powstałego na motywach sztuki Roberta Thomasa. Historia o „tej" stronie kobiecej duszy, do jakiej dociera niewielu, a o której śpiewa Birgitte, przywołując znamienną piosenkę pt. "Mechaniczna lalka"  Violetty Villas:

A ja, ja mam dwie czułe ręce,
a ja, ja mam prawdziwe serce.
Mam sny, we snach ogrody widzę,
mych łez, mych łez ja się nie wstydzę.

Maria Anna Piękoś
Dziennik Teatralny Kraków
8 grudnia 2012

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia