Piekło Oświęcimia w operze

"Pasażerka" - reż: David Pountney - Opera Narodowa w Warszawie

Na tak odważny i ambitny dla realizatorów tytuł jakim jest "Pasażerka" wg powieści Zofii Posmysz, przyszło czekać w Polsce ponad 40 lat! Wcześniejsza prapremiera w wersji półkoncertowej odbyła się 25 grudnia 2006 roku w Moskwie. Opera ta ma także istotne znaczenie w historii gatunku. Nikt wcześniej nie napisał utworu o tak trudnej i zarazem niewygodnej tematyce. Czy w ogóle można śpiewać o holokauście? Po widocznym efekcie koprodukcji Teatru Wielkiego Opery Narodowej, Bregenzer Festpiele, English National Opera i Teatro Real w Madrycie, okazuje się, że tak i w dodatku w jakże przemawiający sposób!

Twórcą muzyki do operowego libretta Aleksandra Miedwiediewa jest Mieczysław Weinberg - z zapomniany dziś twórca pochodzenia polsko-żydowskiego. Pozostawił po sobie aż 22 symfonie, koncerty, kwartety smyczkowe, kantaty, a także 7 oper. Obecnie jednym z propagatorów jego muzyki jest Gabriel Chmura, który objął kierownictwo muzyczne i dyryguje przedstawieniem.

Trudno pisać, opowiadać, a tym bardziej wyrażać śpiewem to, co działo się w czasach II wojny światowej w Auschwitz. Trudno także wyrazić emocje towarzyszące pracy wszystkim artystom. Powieść Zofii Posmysz stała się polem do wyrażenia tych wszystkich wydarzeń, tworzenia dzieł, jeśli nie powiedzieć - arcydzieł scenicznych. Świadczy o tym wiele adaptacji teatralnych, słuchowisk, instalacji oraz wystaw inspirowanych nasączonym dramatyzmem i emocjami tekstem Zofii Posmysz. Wszakże autorka sama doświadczyła piekła obozu i, przelewając na papier swoje przykre wspomnienia, przekazała światu w sposób rzetelny i szczery autentyczną prawdę ówczesnych czasów.

„Pasażerka” wykonywana jest w wersji wielojęzycznej. Naturalnie podkreśla to, jak wiele istnień ludzkich z całego świata cierpiało w obozie. Jest to także zabieg urozmaicający warstwę muzyczną spektaklu. Najbardziej dramatyczne sceny, VI i VII, wypełnione polifonią głosów 7 więźniarek są jednym z najpiękniejszych momentów partytury Weinberga.  Śpiew ma tutaj znaczenie kolosalne, bowiem przedstawiony jest jako najwspanialszy ludzki dar. Wyraża kruchość obozowego życia.  

W „Pasażerce” interesująca i robiąca wrażenie jest scenografia Johanna Engelsa. Pomyślana została jako fragment transatlantyku, zwieńczonego kominem. Akcja rozgrywa się zarówno na pokładzie, jak i pod nim, gdzie widzimy piec krematoryjny, charakterystyczne lampy, obozowe prycze i kolczaste druty. Wszystko to zawierają w sobie dwa wagony, na których chór komentuje całą akcję. Widzimy dwa światy: jeden całkowicie pozbawiony trosk w okresie powojennym na statku i ukazujący piekło Oświęcimia pod nim, naprzemiennie podświetlany „brudną bielą”, albo rażącymi światłem reflektorami obsługiwanymi przez strażników. 

Sukcesem można nazwać perfekcyjną reżyserię znanego w całym operowym świecie Davida Pountneya, który zarówno w dosłowny, jak i metaforyczny sposób przedstawia widzom okrutną historię. Jego wizję mogli już oglądać w lipcu br. widzowie Festiwalu w Bregenz. Wielkie, niebagatelne wrażenie robi scena, kiedy Tadeusz ma wystąpić przed esesmanami wykonując oczekiwanego przez nich walca. Gra Bacha. Wszystko zastyga, liczy się tylko siła muzyki i przejmujące wykonanie na chwilę przed straceniem.

Ujmująco zaprezentowała się ukraińska sopranistka Elena Kellesidi w roli Marty. Śpiewała po rosyjsku i po polsku. Świetnie ważyła emocje, śpiewając bogatym barwowo głosem, odpowiednio wyważając przy tym emocje. Wspaniale wypadła Agnieszka Rehlis w roli bezdusznej esesmanki Lizy. Jej aktorska kreacja również nie odbiegała od bardzo wysokiego poziomu prezentacji scenicznej. Towarzyszący jej Roberto Sacca (Walter), mógł się pochwalić bardzo dobrym warsztatem wokalnym i barwnym tenorem. 

Mocnym atutem warszawskiej „Pasażerki” jest rewelacyjnie przygotowana orkiestra, do czego przyczynił się ceniony Gabriel Chmura. Sama partytura Weinberga obfituje w wiele ciekawych muzycznie momentów, rozbudowanej sekcji instrumentów dętych i perkusji, oryginalną harmonią i perfekcyjnie poprowadzoną dynamiką. Te wszystkie elementy dostarczają wielu przeżyć estetycznych.

Kłaniając się wszystkim realizatorom i artystom trzeba powiedzieć głośno: gwiazdą premiery Opery Narodowej okazała się Zofia Posmysz. I to właśnie jej powinniśmy być wdzięczni za powrót do swoich najbardziej osobistych wspomnień i przeżyć, które przelała na papier.

Maciej Michałkowski, Tomasz Maleszewski
Dziennik Teatralny Wrocław
24 listopada 2010

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...