Piękno i harmonia klasyki

"Poskromienie złośnicy" - Teatr Wielki - Opera Narodowa w Warszawie

Taniec na puentach, klasyczny styl w układzie choreograficznym, dbałość o piękny gest i takież ułożenie sylwetki, no i doskonałe wykonanie artystyczne, a przy tym całość w nadzwyczaj efektownej oprawie scenograficznej z prawdziwymi kostiumami (a nie w bieliźnie, jak ostatnio często oglądamy na scenach baletowych) - to główne przymioty wspaniałego przedstawienia, najnowszej premiery baletowej w Operze Narodowej "Poskromienie złośnicy".

Kiedy ogląda się baletową wersję "Poskromienia złośnicy", to aż trudno uwierzyć, że powstała prawie pół wieku temu. Jest piękna, wciąż świeża i nie ma w niej nawet śladu archiwaliów, mimo że przez te lata technika tańca rozwinęła się w innych kierunkach. Ale podstawa, fundamentalny warsztat należy do klasyki. A "Poskromienie złośnicy", oparte właśnie w całości na technice klasycznego baletu, pokazuje całe piękno zawarte w tym stylu tańca. Twórca "Poskromienia złośnicy", nieżyjący już brytyjski choreograf John Cranko, zrealizował balet w 1969 roku. Jest on wciąż grany na scenach świata. Jednak każde wystawienie "Poskromienia złośnicy" w choreografii Johna Cranko obwarowane jest prawem autorskim. Realizacją jego choreografii zajmuje się brytyjska choreolog Jane Bourne, wyznaczona przez Cranko. To ona zrealizowała warszawską premierę.

Przedstawienie znakomite artystycznie i niezwykle zabawne. Paskudny charakter jędzowatej Katarzyny, siejącej postrach wśród swoich adoratorów, uniemożliwia wyjście za mąż jej młodszej siostry Blanki (świetna Ewa Nowak), albowiem wolą ich ojca (Wojciech Ślęzak) jest, by najpierw męża znalazła starsza córka, Katarzyna. Ale ta na złość odtrąca wszystkich. Dopiero Petruchio znajdzie na nią metodę i z okropnej złośnicy zrobi potulną żonę. I właśnie ten aspekt poskromienia kobiety przez mężczyznę powoduje, że komedia Szekspira w środowiskach genderowych postrzegana jest dziś jako niepoprawna politycznie (sic!). Toteż dyrektor baletu, Krzysztof Pastor, niejako tłumaczył się w prasie, że trzeba mieć dystans, bo to sztuka dość wiekowa, komedia itd. To pokazuje, jak silna jest presja tych dewiacyjnych środowisk we wszystkich przestrzeniach naszego życia.

Spektakl zrealizowany jest w konwencji komedii, częściowo z pogranicza stylu komedii dell'arte. Zabawność postaci wyraża się zarówno w sposobie poruszania się, jak i w kostiumie. Każda scena jest czytelna w odbiorze z wyjątkiem dziwnej postaci udzielającej ślubu Kasi złośnicy i Petruchio. To pewnie ksiądz, tylko dlaczego ucharakteryzowany na Piasta Kołodzieja?

Spektakl adresowany jest do wszystkich, młodych i starszych. Znakomicie poprowadzone partie solistyczne mają wsparcie w partnerach i całym zespole. A nie jest to łatwy balet dla tancerzy. Choreografia Johna Cranko jest trudna wykonawczo, sporo tu popisów solistycznych, w tym skoki, nawet z potrójnym obrotem w powietrzu, co już niezwykle rzadko zdarza się na scenach. Mai Kageyama w partii Katarzyny wspina się, można powiedzieć, na szczyty artystycznego wykonawstwa. Także znakomity jest Maksim Woitiul jako odważny Petruchio ujarzmiający jędzowatą złośnicę. Każdy skok, każdy ruch solistów opracowany jest do najdrobniejszego detalu i skoordynowany w stosunku do partnerów. Ponadto śpiewacy mają tu zadania aktorskie, które z powodzeniem wykonują.

Jak widać, jednak można wbrew panującemu dziś w sztuce antyporządkowi zasadzającemu się na chaosie, estetyce brzydoty i wulgaryzmie wystawić spektakl wyłamujący się z owej dominacji antysztuki. A przy tym dodać trzeba, iż balet zawiera wyrazistą fabułę, co również stanowi o jego wyjątkowości, albowiem choreografowie uciekają dziś od prezentowania fabuły na rzecz etiud czy wręcz spektakli przypominających ćwiczenia gimnastyczne. Narracja niosąca opowieść o czymś nie jest w modzie. Trudno więc się dziwić, że współcześnie balet ma nowego widza, podobnie jak teatr dramatyczny. Utracił zaś dużą część dawniejszej publiczności, wysublimowanej, intelektualnie przygotowanej do odbioru spektakli baletowych. Publiczności, która jest wymagająca i oczekująca od teatru nie skandalizujących, pornograficznych spektakli, lecz przedsięwzięć na miarę tego, co zasługuje na miano sztuki, a nie antysztuki.

"Poskromienie złośnicy", balet Johna Cranko wg Williama Szekspira, chor. John Cranko, muz. Kurt-Henz Stolze wg Domenico Scarlattiego, dyr. Judith Yan, scenog. i kost. Elisabeth Dalton, realizacja choreografii Jane Bourne, Polski Balet Narodowy, Teatr Wielki-Opera Narodowa, Warszawa.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
4 stycznia 2016
Portrety
John Cranko

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia