Piękny przykład przyjaźni

"Listy 1963-1975" - aut. S. Mrożek, A. Tarn - Wydawnictwo Literackie, Kraków

"Musisz mieć stały kontakt z widzem, dla którego piszesz. Być może, że będziesz miał kłopoty po powrocie, ale trudno, taki Twój los" - pisał w latach 60. Adam Tarn Mrożkowi, który wyjechał na Zachód

"Jesteś mi bliską osobą co nie wynika tylko z tego, że łączy nas teatr od chwili, kiedy posłałem Ci moją pierwszą sztukę - pisał Mrożek w 1971 r. na wieść, że Adam Tarn zachorował na raka. - Nigdy nie wiadomo naprawdę, jakie sekretne alchemie ludzkich losów sprawiają, że jedni są nam bliżsi niż drudzy".

Korespondencja Mrożka z Tarnem, twórcą i przez wiele lat naczelnym redaktorem miesięcznika „Dialog”, zmuszonym po Marcu do emigracji, to piękny przykład przyjaźni, która żywi się wspólnym zainteresowaniem dla teatru, ale przede wszystkim wzajemną troską, życzliwością i akceptacją. Ich relacja chyba nie była symetryczna; było w niej coś ze stosunku mistrza i ucznia nawet wtedy, gdy autor „Tanga" był już dramaturgiem o światowej sławie, Tarn zaś - schorowanym, osamotnionym emigrantem wykładającym teatrologię na prowincjonalnym kanadyjskim uniwersytecie w Calgary. Mrożek do końca ufał jego sądom i ocenom, liczył się z jego zdaniem („To nic, że nie prosiłem Cię wprost o komentarz do »Vatzlava « jako tytułu. Taka prośba jest, była i będzie zawarta we wszystkim, co Tobie piszę o mojej pracy"), choć często bronił swoich pomysłów i dzielnie odpierał krytyki.

Tarn czytał i opatrywał uwagami wszystkie sztuki Mrożka, polecał tłumaczy i reżyserów, zaznajamiał ze swoimi znajomymi i z przyjaciółmi (np. z Beckettem), a nawet robił korekty (w epoce przedkserograficznej między krajami, a później kontynentami krążyły maszynopisy, które po przeczytaniu trzeba było odsyłać). Lektura bezcenna dla profesjonalnych teatro- i mrożkologów. Mnie jednak bardziej wciągnął ludzki, przyjacielski wymiar tej trwającej 12 lat wymiany listów. Niezdawkowych, szczerych, czasem obcesowych, jednak nigdy w intencji zranienia adresata, serdecznych i bezinteresownych.

Ich znajomość rozpoczęła się od depeszy, którą Tarn w 1958 r. wysłał do debiutanta po przeczytaniu jego jednoaktówki "Policja": "Sztuka doskonała, drukujemy natychmiast, proszę przyjechać do Warszawy" (nawiasem mówiąc, ten zwyczaj, by pochwały i gratulacje przesyłać depeszą, a krytyki zwykłym listem, zachował do końca). Ich korespondencja rozpoczęła się, kiedy w 1963 r. Mrożek wyjechał na Zachód, najpierw do Włoch, później do Francji - wtedy jeszcze nie wiedząc, że na lat ponad 30 - i zakończyła wraz ze śmiercią Tarna w roku 1975.

Dla Mrożka, choć emigracja przysporzyła mu wielu problemów i zgryzot, wyjazd z Polski był wyzwoleniem. Tarn jednak niepokoił się, że jego sztuki są coraz słabsze (powstałego wówczas "Krawca", "Tercet" i "Poczwórkę" uważał za wtórne), że nie służy mu "odcięcie się od źródeł". "Bardzo się boję o Ciebie, widząc, że zaczynasz pisać o niczym (...). Musisz mieć stały kontakt z widzem, dla którego piszesz (...). I nie bój się urzędników i kłopotów, i nawet trudności. Być może, że będziesz miał kłopoty i trudności z urzędnikami po powrocie - gdy będziesz znowu chciał wyjeżdżać - ale trudno, taki Twój los, taki nasz los".

Mrożek odpisywał: „Piszemy szczerze, więc powiem Ci prawdę: nie ze strachu tam [do Polski] nie jadę; gdybym się tylko bał, ale gdybym przy tym odczuwał wielką tam pojechania potrzebę, jakąkolwiek, to może ta potrzeba przeważyłaby nad obawami takimi czy innymi. Ale, niestety czy na szczęście, tego ja nie wiem, nie odczuwam żadnej nostalgii, żadnej choroby. Może to brutalne, może nieładnie wobec całej tradycji »Latarnika « (...), ale nic na to nie poradzę". I tłumaczył, że nawet gdyby miał jasność, iż po powrocie „machnąłby w Polsce arcydzieło", to i tak nie zdecydowałby się na taki gest, „sztuczny i nienaturalny". Bo nie potrafi i nie chce myśleć o sobie wyłącznie jako o pisarzu i o tym, co było lepsze dla jego dzieła.

Dwa lata po tej wymianie listów Tarn musiał opuścić Polskę i był to dla niego cios, po którym już się nie podźwignął (choć nigdy nie skarżył się i nie użalał nad sobą). Mrożek z kolei napisał protest przeciwko wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji i zamknął sobie drogę powrotu do Polski. W ich korespondencji zagościł na stałe temat emigracyjnej samotności. U Mrożka był to bardziej wybór, u Tarna, z natury bardziej towarzyskiego, konieczność. On też - w odróżnieniu od Mrożka - do końca żył tak, jakby nigdy nie opuścił Warszawy, interesując się wszystkim, co działo się w polskim teatrze, dramaturgii, a także polityce.

Po przejściu na emeryturę ciężko już chory Tarn przeniósł się do rodziny do Lozanny i tam spotkali się po raz ostatni. „Poruszał się, oddychał, mówił z trudem. Wyglądał bardzo źle - wspominał Mrożek (czułe pośmiertne wspomnienie o Tarnie otwiera tom ich korespondencji). - Nie wiedziałem, co powiedzieć, co zrobić ze sobą. W dodatku byłem wtedy w najlepszej formie i doskonałym zdrowiu. Po dwóch tygodniach słońca i nart moja osoba, w takim miejscu, w takiej konfrontacji wydawała mi się nieprzyzwoitością. Moja siła i zdrowie - świństwem i szyderstwem. »A ty, jak dobrze, jak zdrowo wyglądasz «... - powiedział Adam patrząc na mnie. Mógł to powiedzieć tak, że wstydziłbym się do końca życia. Ale powiedział to tak, że do końca życia będę mu wdzięczny, że oszczędził mi wstydu. Obym ja kiedyś, kiedy będę na miejscu, na którym on wtedy był - umiał tak powiedzieć to, co on mi wtedy powiedział - komuś, kto będzie na miejscu, na którym ja wtedy byłem. Tak bez goryczy, że inni żyją i cieszą się życiem, kiedy samemu się umiera".

Po powrocie do Berlina, gdzie przebywał na stypendium, Mrożek napisał do przyjaciela ostatni już, długi list. "Jestem w jakiś sposób Twoim dziełem - tłumaczył, dlaczego tyle miejsca poświęca w nim swoim sprawom zawodowym - i mój sukces jest w jakiś sposób Twoim, więc chcę, żebyś o tym wiedział". I dalej: "Nie jestem przy Tobie, jak może powinienem, ponieważ egoizm życia, przynajmniej mojego jest dosyć twardy i bezwzględny (...). Jest coś biologicznie obrzydliwego w tej żywotności, która przede wszystkim sama o siebie dba. Nie wiem, co myślisz w długich godzinach Twojej samotności o sobie, o innych. Cokolwiek myślisz i czujesz, na pewno cierpisz. Ja nie chcę przed tym chować głowę w piasek i udawać przed sobą, że sobie z tego wszystkiego nie zdaję sprawy, że nie wiem o moim egoizmie, który sprawia, że żyję łapczywie i w pełni, zamiast być teraz przy Tobie. Jeżeli to parszywe i niesmaczne, to niech przynajmniej nie udaję przed sobą, że takim nie jest. Myślę o Tobie".

Ten trzeci już - po korespondencji z Janem Błońskim (2004) i Wojciechem Skalmowskim (2007) - tom listów Mrożka opublikowanych w Wydawnictwie Literackim jest bodaj najbardziej osobisty, bowiem "sekretna alchemia" relacji z Tarnem skłaniała Mrożka, zwykle niezbyt chętnego do osobistych wyznań, do czegoś, co w braku lepszego określenia można nazwać "zwierzeniem".

I na koniec uwaga edytorska: nie do końca rozumiem, dlaczego ktoś starannie pousuwał z listów wszystkie prywatne adresy i telefony, skądinąd - zważywszy, że korespondencja zakończyła się w roku 1973 r. - raczej nieaktualne. Jakiś fanatyk ochrony danych osobowych? W poprzednich edycjach listów nie zauważyłam śladów jego działalności.

Joanna Szczęsna
Gazeta Wyborcza
19 stycznia 2010

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia