Pieniądze idą na wojnę

Rozmowa z Jarosławem Fedoryszynem

U nas, teraz pieniądze przede wszystkim idą na wojnę, a nie na kulturę i nie na teatr. Budżet jest słaby i nie pozwala pokazać na przykład spektakli Warlikowskiego czy Lupy. Możemy sobie jedynie pozwolić na jakiś jeden spektakl bardzo znanego twórcy. W tym roku jest to Oskaras Koršunovas.

Z Jarosławem Fedoryszynem, dyrektorem odbywającego się we Lwowie, ukraińskiego Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Złoty Lew"  i dyrektorem Lwowskiego Akademickiego Teatru Woskrissinia, rozmawiają Martyna Dębska i Ryszard Klimczak z Dziennika Tetralnego.

Dziennik Teatralny: „Złoty Lew" rozpoczął się „Rewizorem", można powiedzieć, klasycznie, ale festiwal dotyka raczej problemów współczesności. Jakie jest główne założenie festiwalu?

Jarosław Fedoryszyn: Festiwal krąży wokół tematu „Klasyka oczami eksperymentu" i w zasadzie nie ma tu żadnej współczesnej sztuki. Pojawiają się klasyczne utwory, dramaty w nowoczesnej interpretacji, inscenizacji, w nowej wizji. W tym roku chciałem zrobić festiwal z ukłonem reżyserskim. Uważam, że w teatrze bardzo ważna osoba to reżyser. To on wybiera aktorów do poszczególnych spektakli i przekazuje za ich pomocą swoje myślenie i wyobrażenie w tym wypadku wykorzystując klasyczne sztuki Szekspira, Gogola, czy Gorkiego oraz naszych, ukraińskich dramatopisarzy jak Stefanyk, Kotliarevsky, Karpenko-Karyi, z którymi przyjeżdżają ukraińskie teatry z różnych miast: Iwano-Frankowska, Kijowa, Charkowa czy Chersonia.

To już 27 edycja festiwalu, którego jest Pan założycielem i dyrektorem...

- Jestem dyrektorem festiwalu, bo założycielami są ministerstwo kultury, miasto i województwo. Zaproponowano mi, żebym to ja zrobił ten festiwal no i prowadzę go już od tak wielu lat, że mi siwa broda zdążyła wyrosnąć.

Jaki był na początku i jak się zmieniał?

- Był 89 rok, czyli jeszcze Związek Radziecki. Wymyśliliśmy „Eksperymentalny Festiwal Złoty Lew". Przywieźliśmy wówczas z Gruzji, Moskwy, Polski przedstawienia bardzo młodych reżyserów, którzy mieli wtedy po 20 do 30 lat. Ja przywiozłem tu pierwszy spektakl Jarzyny „Bzik tropikalny". Jarzyna wtedy był studentem, a teraz jest dyrektorem teatru.

Czyli stawia Pan na reżyserów?

- Tak, bo dla mnie reżyser to osoba wokół, której tworzy się teatr. Bardzo ważna postać, bo teatru nie buduje się jeden dzień, czy jeden miesiąc. Uważam też, że system, który się teraz wprowadza, na przykład, żeby zatrudniać aktorów na rok czy dwa się nie sprawdza, bo aktora trzeba wychowywać, odkrywać.

Według jakiego klucza dobierał Pan spektakle w tym roku?

- Chciałem, żeby pojawili się znani, doświadczeni ale też i bardzo młodzi reżyserzy. Tacy, których publiczność jeszcze nie zna, ale wszyscy o nich mówią. To daje możliwość porównania i zapewnia różnorodność.

Jakie spektakle z Polski biorą udział w festiwalu?

- Wystąpi między innymi Teatr KTO z Krakwa z „Chórem sierot". Jest to współczesny materiał zrobiony bez tekstu przez Jurka Zonia. Drugi spektakl, to musical „Niebezpieczne związki" z Radomia w reżyserii Michała Siegoczyńskiego.

Gdzie odbywają się spektakle?

- We wszystkich teatrach Lwowa. Między innymi w Teatrze Młodego Widza, w naszym Teatrze Voskresinnia, w Operze i w przestrzeni miejskiej, na przykład na placu przed Operą.

Czy Złoty Lew jest przeglądem czy festiwalem z jurorami, nagrodami i zwycięzcami?

- Nie ma żadnych nagród – tylko symboliczne dyplomy i upominki. Kiedyś byli jurorzy, do 2002 roku, ale potem tego zaniechaliśmy, bo nie chcemy, żeby wśród reżyserów panowała atmosfera rywalizacji. Nie chcemy wskazywać, kto dziś lepiej robi teatr.

Spektakli z jakich krajów najbardziej oczekują widzowie festiwalu?

- Widz we Lwowie jest po prostu ciekawy nowych spektakli. Festiwal ma wyrobioną markę, dlatego ludzie mają pewność, że zobaczą coś ciekawego.

Jakie znaczenie Złoty Lew ma wśród festiwali ukraińskich?

- To jest jeden z najlepszych festiwali Ukrainy. Jest pierwszym festiwalem teatralnym na Ukrainie i wszyscy to wiedzą: ministrowie, władza i widzowie. Dlatego jest bardzo wiele zespołów, które chcą pokazać spektakle na naszym festiwalu. Ale nie możemy zmieścić wszystkich chętnych i zawsze jest z tym kłopot.

Czy festiwal dysponuje dużym budżetem?

- Dużym ale nie jest on wystarczający. U nas, teraz pieniądze przede wszystkim idą na wojnę, a nie na kulturę i nie na teatr. Budżet jest słaby i nie pozwala pokazać na przykład spektakli Warlikowskiego czy Lupy. Możemy sobie jedynie pozwolić na jakiś jeden spektakl bardzo znanego twórcy. W tym roku jest to Oskaras Koršunovas.

Czy pojawiają się przedstawienia spoza Europy Środkowowschodniej?

- Jasne, że tak. Przyjeżdżają spektakle z Francji, Niemiec, Anglii, Ameryki, Japonii czy Korei. Po prostu w tym roku mieliśmy ograniczenia finansowe, dlatego zaprosiliśmy spektakle ośmiu najbliższych sąsiadów.

Dyrektorowi festiwalu pewnie trudno wskazywać ale jaki spektakl szczególnie poleciłby Pan widzom?

- Rzeczywiście trudno mi wybierać, ale mnie szczególnie podoba się przedstawienie z Mołdawii „Łysa śpiewaczka" w reżyserii Slavy Sambrysha i ukraińskie „Morituri te salutant" w reżyserii Dmytro Bohomazova.

O czym marzy dyrektor tak znanego festiwalu?

- Bardzo chciałbym, żeby władza odremontowała mi teatr. No i jeszcze, żeby zdrowie było, żeby można było zorganizować festiwal znów za rok.

Zatem życzymy jednego i drugiego. Dziękujemy za rozmowę.

___

Jarosław Fedoryszyn – absolwent reżyserii Instytutu Teatralnego w Charkowie i moskiewskiego GITIS - rosyjskiego Uniwersytetu Sztuki Teatralnej – GITIS znany także jako Moskiewska Akademia Teatralna, reżyser wielu znakomitych spektakli teatralnych realizowanych w teatrach całego świata. Dyrektor Teatru Woskresinnia we Lwowie, założyciel i dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego "Złoty Lew" we Lwowie.

Martyna Dębska , Ryszard Klimczak
Dziennik Teatralny
7 października 2016

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...