Pieniądze szczęścia nie dają

"Sprzedawcy gumek" - reż: J. Zdrada - Teatr im. Siemaszkowej w Rzeszowie

Oglądając "Sprzedawców gumek" Hanocha Lewina podziwiamy, jak wysmakowanie można balansować na cieniutkiej granicy dzielącej prześmieszną komedię i refleksyjny dramat, a imponując wytrawnym aktorstwem, doskonale odnajdywać się w skomplikowanych rolach

Ten udany spektakl w reżyserii Joanny Zdrady jest dobrą okazją, by w skupieniu spróbować poprzyglądać się swojemu życiu z jakąś refleksją. Posługując się historią ludzi, którzy zagubili się i nie bardzo wiedzą, co mają robić dalej. Bowiem życie przeżyli jakby w gumowym kokonie wypełniając je kłamstwem i grą pozorów. W obliczu zbliżającej się śmierci niedołężnie próbują na nowo stanąć na początku drogi i raczej bez nadziei na powodzenie ułożyć sobie życie godniej i mądrzej. Życie, z którego innego ułożenia za łatwo zrezygnowali goniąc za pieniędzmi, które miały im otworzyć drzwi do konsumpcji dającej absolutne szczęście.

W „Sprzedawcach gumek” na scenie pojawia się troje bohaterów: kobieta i dwaj mężczyźni – wszystkim im życie nie przyniosło niczego poza falą rozczarowań. Żyją, a raczej wegetują dzień po dniu. Bela Berlo – aptekarka, świetnie grana przez Annę Demczuk, jest pełna ukrytego ciepła, które chowa jednak głęboko pod maską materialnej łapczywości i bezdusznej odporności na sytuację innych: w gruncie rzeczy wytrwale oczekuje na miłość, która nie nadchodzi. Johanan Cingerbaj – błyskotliwie grany przez Józefa Hamkałę, zamierzenie jest cały nienaturalny i sztuczny, zwłaszcza kiedy histerycznie krztusi się ze śmiechu z siebie samego przypominając cyrkowego klauna, w którym zazwyczaj nigdy nie ma prawdziwej radości. Shmuel Sprol – głęboka, chwilami beckettowska rola Grzegorza Pawłowskiego, w sposób niezwykle wyważony rozpięta gdzieś pomiędzy wrażliwością filozofa – kloszarda, a umiarkowanym cynizmem niebieskiego ptaka – domokrążcy, który próbuje zbić majątek na odziedziczonych po ojcu opakowaniach australijskich prezerwatyw, jest groteskową kombinacją samouwielbienia i rozpaczy, i z całej tej trójki postacią najbardziej świadomą swej ulotności i nicości. 

Sprzedaż prezerwatyw jest metaforą – nic w życiu nie przychodzi darmo. Życiorysy bohaterów splatają się z sobą, ale mimo pragnienia wyjścia sobie naprzeciw, każdy trzyma się reguł swojego zaklętego kręgu, w jakim przebywa. Nawet wtedy, kiedy po latach ich losy ponownie się splotą.

Błyskotliwe dialogi, przejrzyste monologi, pieśni komiczne i trochę smutne czytelnie porządkują spektakl Joanny Zdrady i trafnie podkreślają emocje bohaterów, które dość szybko udzielają się widzom. Wsłuchujemy się i przyglądamy temu, co na scenie, uważnie. Dość długi i trudny spektakl oglądamy w zasadzie lekko. Udanie sielska, perfidnie sielankowa scenografia Joanny Zdrady na małej, ciasnej scenie mimo wszystko pozwala na szybkie i sprawne lawirowanie między akcją na przemian w wyimaginowanej aptece i w równie wymyślonym teatrze. Kostiumy Zofii Mazurczak ciekawie sytuują postaci gdzieś pomiędzy rzeczywistością, tradycją cyrkową i dramatami Becketta. To ostatnie porównanie odnosi się do całości spektaklu – zwłaszcza do jego części drugiej, i w tej części – w dużej mierze do świetnej roli Grzegorza Pawłowskiego, jako Shmuela Sprola.

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
29 marca 2012

Książka tygodnia

Złoty garnek i inne opowiadania
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann

Trailer tygodnia