Pieniądze to nie wszystko

"Dobrobyt" - reż. Árpád Schilling - Teatr Powszechny w Warszawie

W wyklętym przez prawicę teatrze powstał pisowski spektakl - usłyszałem po najnowszej premierze Teatru Powszechnego. Ale choć "Dobrobyt" rzeczywiście nie obchodzi się łaskawie z tzw. elitą, to rozdziela winy, nie oszczędzając nikogo. Również "suwerena".

- W Teatrze Powszechnym w Warszawie można oglądać najnowszą premierę węgierskiego reżysera, twórcy zrealizowanego dwa lata temu "Upadania", Árpáda Schillinga.
- To opowieść o ludziach, w których konsumpcjonizm budzi demony. Wbrew pozorom, dotyczy nie tylko jednej strony politycznego sporu
Świetnie zagrany i zainscenizowany spektakl pokazuje mechanizmy manipulacji władzy, która nie cofnie się przed niczym, by mieć kontrolę nad obywatelami
- Bardziej niż z polskiego piekiełka, rozlicza z gniewu i frustracji, zagłuszanych pieniędzmi

Węgierski reżyser i dramatopisarz Árpád Schilling znowu reżyseruje w Polsce, znowu w Teatrze Powszechnym i znowu śmieje się z klasy średniej. "Dobrobyt" podobnie jak wcześniejsze "Upadanie", zrealizowany według autorskiego scenariusza (Árpád Schilling, Éva Zabezsinszkij, Juli Jakab,), to opowieść o ludziach, w których konsumpcjonizm budzi demony. Czyli (prawie) o nas wszystkich.

"Dobrobyt" w Teatrze Powszechnym: frustracje zagłuszane pieniędzmi
Sympatyczni Jakub (Wiktor Loga-Skarczewski) i Wera (Natalia Łągiewczyk) przyjeżdżają do hotelu, który do tej pory znali z marzeń i kuszących luksusem reklam. Wbrew oczekiwaniom, wygrany na loterii city break jest w wersji economic, a nie deluxe. Ograniczenia dla biedniejszych gości zaczynają się mnożyć, aż w końcu nawet drink w towarzystwie bogatego małżeństwa (Anna Ilczuk i Arkadiusz Brykalski) nie przechodzi przez gardło. Przynajmniej Werze, bo chwilowy niesmak Jakuba zdaje się łagodzić już dołączona do trunku parasolka.

Historia niedowartościowanych ludzi mamionych wizją lepszego życia przypomina "Hejtera" Jana Komasy. Później przemienia się w surrealistyczną opowieść z dreszczykiem w stylu Davida Lyncha i wczesnego Jorgosa Lantimosa. Filmowe porównania nie są na wyrost, bo utrzymany w atmosferze thrillera teatr Schillinga bez trudu można przenieść na ekran. Gdziekolwiek, bo tam właśnie "Dobrobyt" się dzieje. Choć postaci noszą polsko brzmiące imiona, mamy do czynienia ze spektaklem-moralitetem. Bardziej niż z polskiego piekiełka, rozlicza z gniewu i frustracji, zagłuszanych pieniędzmi.

"Dobrobyt" w Teatrze Powszechnym: będą oburzeni
Oczywiście, w "Dobrobycie" większość teatralnej widowni będzie mogła się przejrzeć jak w lustrze. W ludziach karmiących się wizją własnej wyjątkowości na podstawie grubości portfela. I gdyby tylko w ten sposób odczytywać przedstawienie Powszechnego można uznać, że jest to "pisowski spektakl", w którym dobrymi są wyłącznie beneficjenci 500 plus. Ale w brawurowej inscenizacji twórcy pokazują też drugą stronę polityczno-ekonomicznego konfliktu - mechanizmy manipulacji władzy, która, jak demoniczna dyrektorka hotelu (Ewa Skibińska), nie cofnie się przed niczym, by mieć kontrolę nad obywatelami.

Przez śmieszno-straszny świat Schillinga (dobrze wykorzystującego konwencję przejaskrawienia) przeprowadzają świetni aktorzy. Wiktor Loga-Skarczewski zagrał w Powszechnym pierwszą rolę na miarę swoich dokonań ze Starego Teatru. Jego Jakub przypomina Woyzecka, w którego kilka lat temu zjawiskowo wcielił się u Mariusza Grzegorzka (zresztą dramat Georga Büchnera - opowieść o zniewoleniu jednostki przez system - ma z "Dobrobytem" wiele wspólnego). Nie zawodzi również duet Ilczuk-Brykalski jako znudzeni nowobogaccy, którzy z wojny klas uczynili hobby. Błyszczą Michał Jarmicki w roli pana z obsługi i Klara Bielawka jako sprzątaczka. "Można przywyknąć" - tłumaczy znoszone upokorzenia.

"Dobrobyt" przed banałem i przewidywalnością bronią radykalne środki (niektórzy będą oburzeni sceną z hamburgerem, kto wie, może już nigdy więcej go nie zjedzą). Im mocniej spektakl uderza, tym większa nadzieja na realną zmianę w ziejącej nienawiścią Polsce. Podzielonej, bo tak się opłaca.

Dawid Dudko
Onet.Kultura
10 września 2020

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia