Pierogi, a sprawa polska

"Dwanaście stacji" - reż. M. Grabowski - Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu

"Dwanaście stacji", Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu, to adaptacja poematu Tomasza Różyckiego, dokonana i wyreżyserowana przez Mikołaja Grabowskiego, który najwyraźniej w tym tekście dostrzegł dobry materiał na kontynuację poetyki, konwencji i stylistyki zrealizowanego grubo ponad dwie dekady temu "Opisu obyczajów" w Teatrze Stu. Nie trudno doszukać się tu wielu paraleli i auto-kalek, ale ponieważ wzorzec pierwotny doskonały, w żaden sposób nie wpływa to na jakość wersji opolskiej.

Tym razem kanwą dla spektaklu stała się historia rodziny przesiedlonej z okolic Lwowa na Opolszczyznę oraz świadomość tradycji i zwyczajów, jak to bywa w polskiej rodzinie, częstokroć kojarzonych z kulinariami i kuchnią, będącą sercem każdego polskiego domu. I tak rytuał lepienia piątkowo-postnych ruskich pierogów, skłonność do przesady w ilości i rodzajach podawanych potraw, wreszcie nawyk "niewylewania za kołnierz" stają się punktem wspólnym dla dwóch pokoleń, dwóch światów - tego, który z pozoru jedynie wydaje się archaiczny i "nowego", który nastał po okresie transformacji ustrojowej i którym w pierwszym odruchu tak wielu z nas zachłysnęło się z zachwytem. Nie ma tu jednak ociekających martyrologią tyrad narzekania i tęsknoty za tym, co przeszłe, bo zręcznie operuje się w narracji groteską i humorem, co pozwala nam samym spojrzeć na siebie z dystansem. Autoironia nadaje lekkości tej opowieści, jest także źródłem wielu celnych i jakże zabawnych spostrzeżeń. Bardzo szybko okazuje się również, że to nie historia jednej, wybranej rodziny, a lustrzane odbicie nas wszystkich; i choć pokazane w różnych aspektach, to z ręką na sercu, nikt nie jest w stanie od tej uwspólnionej charakterystyki tak naprawdę się odżegnać.

Szkoda jedynie, że ten cięty w swojej dosadności i szczerości tok narracji cierpi niekiedy w "Dwunastu stacjach" na swojej płynności i wartkości. Przez to właśnie spektakl gubi momentami finezję, polot; stąd też może wydawać się zbyt długi. Twórcy przedstawienia wpadają w jakże częstą pułapkę czerpania pełnymi garściami z szerokiego wachlarza konwencji i technik, co w pewnym momencie okazuje się pokusą w skutkach dość zgubną, owocującą przeładowaniem formy. Osobiście skłonny nawet jestem wybaczyć video-projekcje, mimo że ostatnio raczej alergicznie reaguję na ekran i projektory stosowane na scenie teatru żywego planu. W tym przypadku uznam to jednak za inscenizacyjne "spoiwo" między starym, a nowym oraz trick poszerzający plan akcji. Bowiem poetycka historia opowiedziana w "Dwunastu stacjach" i sposób jej scenicznej realizacji ma w sobie jeden niezaprzeczalny walor: zestawia ze sobą punkt widzenia różnych pokoleń, jednak nie zwalczający się nawzajem, a koegzystujący i niewartościujący dosadnie i wprost; powiedziałbym wręcz pokojowy... a właściwie kuchenny, bo "pomostem" okazuje się słabość do babcinych pierogów. Zatem: pierogi, a sprawa polska? A czemu nie? W końcu to żadne zaskoczenie ani precedens.

Marek Kubiak
Teatr dla Was
20 kwietnia 2013

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia