Pierroci w odmętach historii

"Chimery Afanasjewa" - reż. Tomasz Kaczorowski - Teatr Miniatura w Gdańsku

Kontemplacyjna, przesycona odwołaniami do II wojny światowej proza Jerzego Afanasjewa posłużyła twórcom spektaklu "Chimery Afanasjewa" za podstawę do przybliżenia grozy i brutalności bezwzględnej wojennej rzeczywistości. Koprodukcja Teatru na Plaży i Teatru Miniatura to hołd dla Afanasjewa, sprawdzający się głównie jako wejrzenie w jego niesłusznie zapomnianą literaturę.

Wraz z widzami z foyer Teatru na Plaży wchodzą do środka także Pierroci, noszący swoje toboły na plecach. Gdy widzowie rozsiadają się w fotelach, oni rozstawiają swoje prowizoryczne obozowisko. Akcję spektaklu rozpoczyna z kolei przemarsz wojska, zagrany sugestywnie za pomocą własnej dłoni i hełmu przez jednego z trójki Pierrotów - narratorów, aktorów i animatorów "Chimer Afanasjewa". Ich zadanie jest proste - mają dostarczyć rozrywkę żołnierzom na froncie. Przyglądamy się im niejako zakulisowo, gdy przygotowują swój występ, opowiadając przy okazji historie wyjęte z opowiadań Jerzego Afansjewa - "Gnom na śmietniku świata", "Każdy człowiek ma swój cień" i "Cień czasu".

Wszystkie opowiadania i cały spektakl naznaczone są piętnem wojny, obecnej, a także doświadczanej przez bohaterów spektaklu. Choć to ucharakteryzowane czarno-biało postaci w zabawnych strojach, nikomu ani przez moment nie jest do śmiechu. Pierroci snują się po nieco zagraconej przestrzeni, wyznaczonej okręgiem usypanej ziemi, przywodzącej na myśl prowizoryczne wojskowe obozowisko (ciekawa scenografia Agnieszki Wielewskiej). Na ministoliku stoi imitująca ognisko donica z ogniem, gdzieś obok jest menażka, żołnierski hełm, taboret, krzesło czy abstrakcyjnie tu wyglądająca szafka z szufladami.

Jednak najbardziej osobliwe i intrygujące w tej przestrzeni są instrumenty strunowe, a przede wszystkim kontrabas i skrzypce, które służą aktorom do budowania nastroju spektaklu oraz do akompaniamentu opowiadanym historiom. Szarpane palcami lub smyczkiem strony wydają dźwięki świetnie wpisujące się w realia przedstawienia.

Ponieważ wszyscy aktorzy przedstawienia to lalkarze z Miejskiego Teatru Miniatura (współproducenta spektaklu), nie zabrakło animacji lalek w najlepiej wyreżyserowanym przez Tomasza Kaczorowskiego epizodzie, poświęconym opowiadaniu "Każdy człowiek ma swój cień". To mały popis kreatywności reżyserskiej i sprawności aktorskiej. Główny bohater opowiadania, Franciszek, powstaje z drucianej konstrukcji z wykorzystaniem bucików i wieszaka, do którego przyczepiony zostaje wielki balon. Podobnie wygląda też jego małżonka, zaś dzieci to już same obute, efektownie animowane przez Wojciecha Stachurę "nogi" na drucianej konstrukcji.

Jednak każdy z tych lalkowych bohaterów jest pomysłowo animowany przez Edytę Janusz-Ehrlich, Jacka Gierczaka i wspomnianego Wojciecha Stachurę. To właśnie ten ostatni w spektaklu Tomasza Kaczorowskiego ma główną rolę i kreuje najciekawszego z Pierrotów, choć cała trójka wypada dobrze i uzupełnia się na scenie. Gierczak daje swojemu bohaterowi najwięcej dramatyzmu, zaś Edyta Janusz-Erhlich, tym razem nieco wycofana, jak zwykle bardzo skutecznie przekazuje emocje. Jednak to bohater Stachury najbardziej przykuwa uwagę, a aktor czyni z niego trochę nierozgarniętego młodzieńca, a trochę człowieka, który po prostu bardzo chce zapomnieć o otaczających go okolicznościach.

Spektakl Tomasza Kaczorowskiego utrzymany jest w sennym, statycznym rytmie, a tyrady aktorów przy okazji kolejnych opowiadań przywodzą na myśl styl monodramu. Przywołanie na scenę twórczości Jerzego Afanasjewa udaje się jednak połowicznie. Pomimo efektownego anturażu, oczywistych odniesień do Pierrota z cenionego awangardowego Cyrku Rodziny Afanasjeff i przypomnienia literatury Afanasjewa, spektakl pozbawiony jest energii, bo oparto go na jednym, bardzo prostym pomyśle gawędy. Zbyt wiele tu surowo podanego tekstu, za mało pomysłów reżyserskich, które - jeśli już są - przeważnie bardzo dobrze się sprawdzają.

Dlatego "Chimery Afanasjewa" cenne są głównie jako obrazki z twórczości Jerzego Afanasjewa i bardzo zgrabnie, sugestywnie nakreślony przykład beznadziejnej sytuacji ówczesnych artystów, kompletnie niepasujących do czasów wojennej zawieruchy, podczas której artyści "są jak mebel", jak mówi jeden z Pierrotów - użyteczni w jednej chwili, niepotrzebni i zapomniani w drugiej. W tym mimo wszystko udanym spektaklu ponura wojenna rzeczywistość czyha na nas za rogiem. Ze sceny usłyszymy, że jeśli wojny nie ma to może być i przyjść tutaj zarówno ze Wschodu, jak i z Zachodu. Nietrudno doszukać się w tym przesłaniu bardzo aktualnych treści.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
4 maja 2016

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia