Pierwsza misja: Wilhelmshaven

"Opera za trzy grosze" - reż: Paweł Łysak - Teatr Polski w Bydgoszczy

Moje pierwsze zlecenie jako nowej harcerki bloga na szlakach projektu Wanderlust jak najlepiej nadaje się na rozpoczęcie tej działalności: Jadę do Wilhelmshaven, miasta na wybrzeżu Morza Północnego, "w zatoce Jadebusen", jak piszą w broszurach promocyjnych, do miasta, w którym jeszcze nigdy nie byłam i którego nie zbadał jeszcze żaden z blogerów Wanderlust. A więc iście pionierska praca; brakowało tylko małej flagi z logo projektu w plecaku, żeby móc zatknąć ją na dachu teatru w Wilhelmshaven, głównej siedziby "sceny wojewódzkiej" Landesbühne Niedersachsen Nord - zdobyta!

Wilhelmshaven, małe miasto z 80 000 mieszkańców, do którego jeździ się albo jako turysta na kąpielisko, spacery po dnie morza podczas odpływu i do muzeum marynarki - albo dlatego, że samemu się w tej marynarce pracuje; ma ona tu swoją największą bazę w Niemczech. Ale w Wilhelmshaven mieszkają też ostatni świadkowie historii, którzy w 1939 w polskim mieście Bydgoszczy przeżyli "Krwawą Niedzielę". Dwa dni po rozpoczęciu Kampanii Wrześniowej między Polakami i Niemcami, którzy wtedy żyli w Bydgoszczy, doszło do masakry. Do dziś jej dokładna przyczyna jak również liczba zabitych podczas tych wydarzeń są obiektem sporów. Duża część niemieckiej mniejszości, która żyła w Bydgoszczy do końca drugiej wojny światowej, przesiedliła się w każdym razie do Wilhelmshaven. Dziś podejmuje się próby rozjaśnienia tej ponurej przeszłości: Bydgoszcz to miasto partnerskie Wilhelmshaven, a wymieniona już scena Landesbühne Niedersachsen Nord korzysta ze środków funduszu Wanderlust, w celu artystycznego podjęcia dyskusji na ten temat: w październiku wspólna polsko-niemiecka sztuka teatralna o Krwawej Niedzieli będzie miała premierę w Bydgoszczy (13.10.), a następnie w Wilhelmshaven (20.10.). Ale o tym więcej jesienią. Obecnie teatry zbliżają się do siebie, pokazując swe spektakle gościnnie na obu scenach: Wilhelmshaveńczycy w zeszłym roku zagrali spektakl "Woyzeck" w Bydgoszczy, a teraz Polacy przywieźli "Operę za trzy grosze" co zajęło im 20 godzin jazdy autobusem.

Brecht po polsku w Niemczech - brzmi mniej więcej tak, jakby oferować w Polsce niemieckie pierogi. Paweł Łysak, dyrektor artystyczny Teatru Polskiego w Bydgoszczy, jak również reżyser spektaklu, ma oczywiście świadomość tego ryzyka: "W Polsce "Opera za trzy grosze" nie jest aż tak popularna, ludzie raczej uważają ten tekst za nudny. Ale tu przecież wszyscy myślą: To nasza sztuka i biada ci jeśli to schrzanisz!'"

Na początku to przede wszystkim dziwne uczucie, słyszymy "Moritat von Mackie Messer", tudzież "Mackie Majchrze", po polsku. Polski odtwórca tej roli (niestety ciężko jednoznacznie zidentyfikować nazwiska na liście obsady - Mateusz Łasowski - przyp. tłum.) to łysy osiłek o byczym karku, ubrany w koszulkę eksponującą mięśnie, kogoś takiego nie chciałoby się spotkać w ciemnym zaułku. Pełen wściekłości szaleje po scenie, podczas gdy jego Polly (Magdalena Łaska - przyp. tłum.) jak drobny zajączek stoi z boku w różowych papuciach i pidżamie, aby za kilka scen zamienić się w przerysowanego wampa w mini spódniczce.

Tak czy siak trzeba powiedzieć, że siła aktorów tkwi przede wszystkim w ich ogromnej energii i mocnych głosach. A jako że tekst jest znany, nie trzeba w każdej chwili patrzyć na napisy z tłumaczeniem, za to można się skupić na zespole aktorskim i jego prezencji na scenie.

Łysak, który w Teatrze Polskim w Bydgoszczy duży nacisk kładzie na aktualne polityczne treści, umieszcza akcję sztuki w Londynie roku 2011: miejsce koronacji królowej z oryginału sztuki zajmuje u niego ślub księcia Williama i Kate - na ekranie wielkości okna scenicznego pokazywane są projekcje z fragmentami ceremonii, a następnie przejazdu karetą po miecie. Rzeczywiście to zaskakujące, jak historyczne wrażenie robi parada ślubna umundurowanych Anglików - rzeczywiście mogłaby się odbyć równie dobrze i 200 lat temu.

Drugie przeniesienie do Londynu zeszłego roku to oczywiście zamieszki: grupy młodych ludzi, którzy w zrozumiałym buncie przeciwko kończącej się tolerancji wobec rabunków, wędrują po dzielnicach, plądrując lokale małych sklepikarzy, u Łysaka pojawiają się w postaci chłopców w bluzach z kapturem, z kartonami po telewizorach plazmowych w dłoniach. Finał, prawie-śmierć Mackiego, rozgrywa się na wypalonym w środku wraku samochodu.

Sprawą raczej drugorzędną stają się pytania, jaki to ma związek z Brechtem, czy ta historyczna analogia się przenosi i przeciwko komu skierowana jest krytyka, na plan pierwszy wychodzą raczej ogromne projekcje, różowe baloniki w kształcie kucyków i czerwone w kształcie serc. Ekran opuszczany w dół prawie przy każdym songu spycha aktorów na proscenium i tworzy klimat wieczoru piosenek Brechta i Weilla, który bardzo intensywnie się odczuwa. I to również ma swój urok, zwłaszcza że głosy aktorów reprezentują tak wysoki poziom - a to wszystko, opowiada Łysak po spektaklu, mimo iż aktorzy przy okazji tej realizacji po raz pierwszy śpiewają na scenie. Zdumiewające, jak namiętnie i żarliwie brzmią tutaj songi z "Opery za trzy grosze". Publiczność w wypełnionym po brzegi teatrze dała się całkowicie porwać spektaklowi, brawa dla tej pełnej rozmachu realizacji polskiej ekipy były długie i szybko zamieniły się w owację na stojąco. Na twarzy Pawła Łysaka widać ulgę: "Więcej uwagi poświęca się tu tej sztuce, publiczność daje też więcej energii."

Czy tak samo będzie jesienią, kiedy zabiorą się za wspólną produkcję? W każdym razie projekt na temat Krwawej Niedzieli zapowiada się interesująco: dyrektor artystyczny Landesbühne Gerhard Hess ufa, iż ze swoją publicznością może prowadzić "aktualną estetyczną i merytoryczną dyskusję w niemieckim teatrze ", razem z Teatrem Polskim w Bydgoszczy, jednym z kluczowych miejsc dla nowej dramaturgii polskiej, napisanie tekstu na tych historycznych motywach zlecił niemieckiej autorce i polskiemu autorowi (Katharina Gericke i Artur Pałyga - przyp. tłum.). "To najważniejszy z tematów, jakim mogliśmy się zająć wspólnie", mówi Łysak.

Barbara Behrendt, przekł. Iwona Nowacka
Blog projektu Wanderlust
23 lutego 2012

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia