Pies zamiast baranka

"Barbelo, o psach i dzieciach" - reż. Anna Augustynowicz - Teatr im. S. Jaracza, Łódź

Biljana Srbljanović to urodzona w Szwecji serbska dramatopisarka, która aktualnie mieszka w Azerbejdżanie (przedtem mieszkała w Paryżu i Belgradzie). Jej dramat z 2007 roku Barbelo, o psach i dzieciach wystawiony przez Annę Augustynowicz na Scenie Kameralnej Teatru Jaracza czerpie z różnych tradycji kulturowych, ale pokazuje uniwersalne problemy związane z macierzyństwem, miłością, rodziną i prawami rządzącymi światem

 Światem, w którym nie wszystko jest w porządku. Światem-więzieniem, stworzonym - według tradycji gnostyckiej - przez Demiurga. Barbelo to matka Demiurga, żeński aspekt bóstwa. Pierwszą część tytułu można jednak było swobodnie opuścić. Nawet bez skomplikowanych gnostyckich odniesień "matriarchalne" przesłanie sztuki jest czytelne, a metaforyczny klucz podsuwa dodatkowo jedna z ostatnich scen, w której widzom pokazywany jest obraz Leonarda da Vinci Święta Anna Samotrzecia.

Losy Mileny (Justyna Wasilewska) i Milicy (Agnieszka Więdłocha) skrzyżowały się przez małżenstwa z tym samym mężczyzną - Markiem granym przez Marcina Łuczaka. Gdy druga z nich popełnia samobójstwo, pierwsza zostaje macochą ośmioletniego Zorana (Marek Nędza). Tak, to nie pomyłka - dziecięcego bohatera gra dorosły człowiek. Metryka aktora w koncepcji reżyserki nie ma zresztą większego znaczenia - trzy pokolenia bohaterów grane są przez ludzi w tym samym mniej więcej wieku, co podkreśla myśl, że pokazane zdarzenia dzieją się poza czasem.

Na początku Milena i Zoran rywalizują ze sobą, z czasem dochodzi do porozumienia. Milena marzy o dziecku, ale w jej macicy ginekolog znajduje jedynie pierścień - znak związku z mężczyzną. W rzeczywistości, w której żyją bohaterowie, znaki i imiona często zastępują prawdziwe relacje. To rzeczywistość z pogranicza życia i śmierci, gdzie można pomylić dziecko z psem, ale też odnaleźć więź z własną matką. W finałowej scenie Milena chce usiąść na kolanach swojej matki i wziąć na ręce Zorana. Razem tworzyliby figurę z obrazu Leonarda, przy czym baranka - prefigurację przyszłej ofiary Jezusa - zastąpiłby pies Mileny, do którego Zoran się bardzo przywiązał. Psy są w sztuce Srbljanović symbolem wierności, obiektem uczuć dla ludzi pozbawionych miłości.

Prawdziwy, żywy pies pojawia się zresztą na scenie (i to dwa razy). Ale nie jest konieczny - jak wyjaśnia postać narratorki i autorki dramatu. Gra ją również Agnieszka Więdłocha, tak jakby cała sztuka była opowieścią nieżyjącej Milicy. Narratorka wypowiada na głos tekst didaskaliów, ale też odautorskie komentarze na temat sztuki.

Ciekawa jest też scenografia Waldemara Zawodzińskiego - w swym ascetyzmie kojarzy się z cmentarzem, z zaświatami. Może tylko zbyt jest podobna do scenografii ze Ślubu - taki sam podział przestrzeni półprzezroczystymi taflami, za którymi siedzą bohaterowie, o których się mówi.

Duże brawa należą się Justynie Wasilewskiej za pokazanie przemiany dziecięco naiwnej Mileny z początku sztuki w rozumiejącą swą kobiecość postać z finału. Znakomity epizod zagrała też Ewa Suchanek, wcielająca się w postać cmentarnego włóczęgi.

Piotr Grobliński
reymont.pl
9 lutego 2011

Książka tygodnia

Kto ukradł jutro?
Wydawnictwo ALBUS
Olga Ptak

Trailer tygodnia