Pieskie życie

"Święta kluska" - reż. Agnieszka Smoczyńska - Komuna//Warszawa

Pies. Bulterierka. Kluska. Po prostu Suka. Została Kluską, bo właścicielom przypomina świnię, choć oni wolą nazywać ją Suką. Jeśli ktoś widział Wilfreda, od razu podłapie konwencję zaproponowaną przez Agnieszkę Smoczyńską. Tak jak w amerykańskim serialu, mamy gadającego psa, który rozstawia wszystkich po kątach. Piotr Trojan, wcielający się w rolę Kluski, nie jest jednak przebrany w futrzany kostium zwierzaka.

Przypomina raczej striptizera lub miłośnika ostrych praktyk seksualnych. Jest bezczelny i wulgarny. Wykorzystane rekwizyty budzą podobne skojarzenia. Zwisający łańcuch idealnie sprawdziłby się w BDSM. Na nim w końcu zawiśnie tytułowa bohaterka, ukarana przez swoich właścicieli.

Cała przestrzeń zamknięta jest w prostokącie. Również światło pada w taki sposób, że tworzy tę figurę na scenie. Czworokąt jest symbolicznym wyobrażeniem świata materialnego. I takie jest też życie Starej i Starego (Małgorzata Gorol i Andrzej Konopka). Oboje tkwią w pustym światku wygody i materializmu. Brak dzieci wydaje się ich świadomą decyzją, a nie wynikiem biologicznych uwarunkowań. Pojawienie się Kluski przynosi nową, duchową rzeczywistość. To jej ukazuje się boska moc – Psiamać, która zleca zadanie. Występująca w tej roli Gorol ma na sobie maskę, podobną do tych, jakich w swoich spektaklach używa Krzysztof Warlikowski.

Świętą Kluskę można wpisać w modernistyczny nurt sztuki, który wykorzystywał zwięrzeta do ukazania ludzkich lęków, zwłaszcza tych pogłębianych przez cywilizację. Suka, jako interlokutor obojga, niczym lustro, staje się odbiciem ich zwierzęcych cech. Z biegiem spektaklu małżeństwo coraz bardziej będzie ulegać zezwierzęceniu. Całe przedstawienie z łatwością daje się odczytać za pomocą Freuda i jego psychoanalizy (do czego zresztą skłania kulturoznawcze wykształcenie reżyserki). Stara sprowadza Sukę do domu, bo Stary mamrotał przez sen o jakimś psie, wszyscy zaliczają wizytę u terapeuty, a na końcu właścicielka słyszy, że złość, jaką żywi wobec Suki, przenosi na swojego męża. Kluska natomiast jest zarazem Erosem i Thanatosem, co na poziomie języka teatru oddane zostaje za pomocą światła – ciepłych i zimnych barw. Czerwień towarzyszy erotycznym zachowaniom bohaterów zapoczątkowanym cieczką tytułowej protagonistki. Natomiast agresywne działanie zamkniętego psa, który niszczy laptopa właścicielki, ma miejsce na zaciemnionej scenie. Poza tym Kluska pełni rolę doskonałego antropologa. Dostrzega to, do czego nikt nie ma dostepu. Życie seksualne, zdrady – to świat pary, który obnaża przed widzem, zawstydzając i ośmieszając jednocześnie swoich właścieli.

W tym trójkącie nie ma równych. Kluska dominuje nad swoim Państwem, tak jak Piotr Trojan kradnie przedstawienie Małgorzacie Gorol i Andrzejowi Konopce. Tworzy wyrazistą i przede wszystkim autentyczną postać. Od początkowego monologu – tożsamociowego protest songu - po końcowy lot rakietą cała uwaga skupia się na nim. Dwoje pozostałych aktorów posłużyło Agnieszce Smoczyńskiej, która tym spektaklem debiutuje w teatrze, do formalnej zabawy w gościnnej przestrzeni Nowego Teatru. Gra Gorol i Konopki to nic innego jak przerysowane gesty i ruchy. Ratunkiem są wykrzyczane przez nich piosenki. To właśnie słowa i muzyka, autorstwa Zuzanny Wrońskiej i Marcina Macuka, pozwalają odkryć wewnętrzny stan bohaterów. Słów w tym przedstawieniu jest dużo więcej – rubasznych, prześmiewczych, dowcipnych – wszystkie napisane przez Roberta Bolestę. Nie łączą się one w długie monologi (to domena piosenek).

Dialogi to szybkie strzały, nakręcające maszynę sprzecznych uczuć i emocji, które w efekcie doprowadzą do brutalnego, acz groteskowego finału. 

Radosław Góra
Dziennik Teatralny Warszawa
11 stycznia 2019

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...