Pieśń natury i wielki jęk ludzkości

„Pieśń o ziemi" chor. Paolo Mangiola; „Na kwaterunku" chor. Robert Bondara, Opera na Zamku

Opera na Zamku w Szczecinie uczciła 200. rocznicę urodzin Stanisława Moniuszki, zapraszając miłośników tańca na Wieczór Baletów Polskich. Widowisko składało się z dwóch części: trzyobrazowej „Pieśni o ziemi" Romana Palestra oraz jednoaktowego baletu „Na kwaterunku" autorstwa wybitnego i wszechstronnego jubilata, który został wybrany na patrona polskiej kultury 2019 roku. Obie stały się dowodem na to, że artystyczne wizje zrodzone w umysłach geniuszy pozostają aktualne nie tylko po roku, ale i po 87, czy nawet po 151 latach od powstania.

Podczas pierwszej części wieczoru widzowie mieli okazję podziwiać trzy choreograficzno-muzyczne kompozycje, subtelnie nawiązujące do ludowych zwyczajów i rytuałów związanych z Nocą Świętojańską, weselem oraz dożynkami. Rytm przedstawienia wyznaczały zmieniające się pory roku, wśród których najbardziej czytelna wydała mi się jesień z jej odlatującymi do ciepłych krajów ptakami, a także melancholią, narzucającą nieodparte skojarzenie ze schyłkowością i czasem pożegnań. Niedookreślone, ledwie symboliczne libretto „Pieśni o ziemi" oraz jej wielopłaszczyznowy, dźwiękowo-ruchowy krajobraz, dopełniony spektakularną scenografią z setek mieniących się na różne kolory, metalicznych kwadratów (układających się w płynące w powietrzu kurtyny), zachęcały jednak do pewnej swobody w interpretacji widowiska. Dla mnie była to przede wszystkim opowieść o początkach świata natury i jego ewolucji.

Zarówno rozmigotana, płynna scenografia (najpierw falująca, a później przybierająca kształt kuli – ziemskiej?) jak i srebrne stroje tancerzy, przypominające nieco rybią łuskę, zdawały się nawiązywać do wody, z której zrodziło się życie. Odwzorowywane przez aktorów, zanurzone w wodach błękitnej planety, drobne żyjątka stopniowo zyskiwały na sile, zwiększając swój rozmiar i poszerzając spektrum umiejętności, by wreszcie przenieść się na jej powierzchnię. Lśniąca podłoga operowej sceny wzmagała wrażenie, że tancerze pląsają po kryształowej tafli jeziora, a ich baletowy kunszt oraz powtarzające się naśladowanie ruchu skrzydeł, sprawiało, że równie dobrze mogli oddawać postaci leśnych duchów czy elfów, jak i uskrzydlonych ryb, zamieniających się w ptaki.
Największym zaskoczeniem tego spektaklu był dysonans pomiędzy nowoczesną choreografią Paolo Mangioli, łączącą lekkość, zwiewność i ulotność ruchu z wolniejszymi segmentami adagio – nawiązującymi do nurtu glitch art movement – a ciężarem barwnej, patetycznej muzyki Romana Palestra. Nietypowy kontrast dodał widowisku dramatycznego wyrazu i spotęgował siłę jego oddziaływania na odbiorców, okazując się jednocześnie powiewem świeżości dla baletu, po którym spodziewalibyśmy się raczej klimatu słowiańskiej sielanki.

Podobny kontrast, oparty jednak na odwrotnych założeniach, udało się zbudować Robertowi Bondarze, który podjął się stworzenia inscenizacji i choreografii do utworu „Na kwaterunku" (lub „Na kwaterze") Stanisława Moniuszki. Choreograf postanowił odejść od pierwotnej, w tym przypadku właśnie sielankowej, atmosfery, skupiając się na jednym z aspektów oryginalnego libretta Hipolita Meuniera – konflikcie zbrojnym. Kierowani przez Bondarę tancerze poruszyli temat wojny (nieskonkretyzowanej, lecz ukazanej w wymiarze uniwersalnym) i odwołali się do jej rozmaitych, tragicznych reperkusji, takich jak syndrom stresu pourazowego – dotykający zarówno żołnierzy, jak i cywilów – czy postpamięć i trauma zapożyczona.

Zestawienie bardzo subtelnej, niewinnej muzyki z dramatycznymi wojennymi zdarzeniami poruszyło w odbiorcach najczulsze struny, przypominając, że nawet w trakcie trwania tego przedstawienia, gdzieś w innych częściach świata wojna odciska swe piętno na kolejnych bezbronnych ofiarach. Spójności całej opowieści dodały proste kostiumy i ciekawie ogrywane przez tancerzy elementy scenografii, takie jak upadający mur czy metalowe ławki, które raz pełniły rolę łóżek przynoszących bohaterom odpoczynek i zapomnienie, raz stawały się dla nich bezpiecznymi schronami, a innym razem przeobrażały się w trumny. Na pochwałę zasługuje również zespół orkiestry Opery na Zamku pod kierownictwem Jerzego Wołosiuka, który w imponujący sposób powołał do życia nieco zapomniane partytury Palestra i Moniuszki.

Zadziwiające, jak zmyślne połączenie pozornie kontrastowych (bo odległych stylistycznie, brzmieniowo i tematycznie) koncepcji artystycznych, jakie podczas „Wieczoru Baletów Polskich" zaproponowała swoim odbiorcom Opera na Zamku, ułożyło się w spójną opowieść o dziejach naszego świata! Ten wyjątkowy wieczór stał się dla widzów przyczynkiem do refleksji nad tym, jak w ciągu wieków liryczną i czystą pieśń natury wyparła kakofonia przerażającego, zbiorowego jęku ludzkości.

Agnieszka Moroz
Dziennik Teatralny Szczecin
28 maja 2019

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia